Przy okazji pytania w mało popularnym w Polsce Quora nasunęło mi się kilka myśli odnośnie marketingu w gastro.
Bo (a pandemia to jeszcze nasiliła) od jakiegoś czasu ma miejsce fetyszyzacja marketingu w socjal mediach. Uprawiana, rzecz jasna, przede wszystkim przez tych którzy z marketingu w mediach społecznościowych żyją.
Polska a dnia na dzień stała się ważnym ośrodkiem polityki międzynarodowej. Nie, nie zamierzam udawać geopolityka (chociaż geopolityką i polityką międzynarodowa “interesuję się” o lata dłużej niż facebookowi znawcy, o polityce międzynarodowej pisałem przez kilka lat, gównie o Azji na portali jaki prowadziłem
Obecnie bardziej mnie interesuje od wielkiej polityki jak takie wydarzenia przekładają się na codzienne życie np. pracowników gastro, czy ogólnie essential workers.
Co oznacza na praktycznym codziennym poziomie np. wizyta Bidena.
Długo zastanawiałem się wahałem co i czy w ogóle w tej sprawie robić. Bo raz nie chcę być blogierem ci pisze o wszystkim, począwszy od porannego stolca, poprzez oceny światowego kina i polityki po najnowsze osiągnięcia neuronauki. Ale są sytuacje wobec których nikt mający w sobie chociaż odrobinę człowieczeństwa nie może przejść obojętnie. Nie podaję nazwy instytucji, bo chociaż mieszkam w Niemczech to niekoniecznie chciałbym, żeby w Polsce czekał na mnie pozew, kto chce i się postara znajdzie co to za instytucja.
#ZrównoważonaKuchnia
Dostałem ostatnio zadanie ograniczenia strat i śladu ekologicznego żywności. I to pochodzące od Jego Świętobliwości. Czyli sprawa jest bardzo poważna.
I trochę żeby samemu sobie pomóc usystematyzować te kwestie, a trochę żeby podzielić się praktycznym doświadczeniem i pokazać trend jakim jest “zrównoważona kuchnia”
Trend tym ciekawszy, że wymaga zmiany myślenia o profesjonalnej kuchni i gotowaniu. Być może będzie to rewolucja na miarę Escoffiera. Również jeśli chodzi o organizację i sposób prowadzenia biznesu gastronomicznego.
Spisywanie przepisów w trakcie gotowania to męka, tym bardziej że nieraz dodajesz jakiegoś składnika jedną łyżkę, potem dochodzisz do wniosku że trzeba więcej (jeszcze gorzej jak okazuje się, że trzeba było dać mniej), no p..nie straszne. Dodajmy jeszcze do tego konieczność dokładnego sprawdzenia ilości dodawanych składników, a ja nienawidzę jak ktoś pisze “dodać jedna łyżkę”, bo co to qffa za miara. Mogę wziąć pięć różnych łyżek i każda będzie miała inną objętość. Więc waga i kubek z miarką….
No tak ze dwa razy dłużej (jak nie więcej) trwa takie gotowanie.
Wiecie, ze dzisiaj jest Dzień Polskiej Żywności?
Stawiam nerkowce przeciwko żołędziom, że nie.
Obchodzony od 2013 roku, z inicjatywy Ogólnopolskiego Programu Promocyjnego „Doceń polskie”, ma na celu propagowanie rodzimych artykułów spożywczych i ich wytwórców, i rodzimego dziedzictwa kulinarnego
A szkoda. Warto jeść to co lokalne. Pandemia Covid pokazała jak bardzo podatne na złamanie są długie, globalne łańcuchy dostaw. A to nie jedyny powód by jeść lokalnie.
Niech mię to ktoś wytłumaczy bo ja prosty garkotłuk jestem i przerastają mię te strategie biznesowe. polskich geniuszy przedsiębiorczości.
Pisałem o tym, że byłem ostatnio, przez chwilę praktycznie, jeden tydzień w Polsce. Większość z tego czasu zajmowały mi sprawy urzędowo-spadkowe i pośród innych kwestii było zlikwidowanie mieszkania po rodzicach. Co jak się okazuje nie jest proste ani tanie. Ale o dziwo i to, i inne sprawy poszły nam szybko i sprawnie, lepiej niżbyśmy się spodziewali.
W Niemczech największe sieci super- i hipermarketów to Edeka i Famila. Są obie nawet w mojej prowincjonalnej metropolii (18 tyś. mieszkańców). W Edece, gdzie kupuje warzywa nie ma innych ziemniaków niż z Dolnej Saksonii, która jest ziemniaczanym zagłębiem (polecam odcinek podróży Roberta Makłowicza na ten temat, zobaczycie kawałek tego cudu jaki jest Lüneburger Heide) a w obu jest do kupienia kawa z małej, lokalnej palarni. W Polsce nie do pomyślenia. Ale może to sie zmienia.
Tematyka właśności intelektualnej nie jest zbyt chwytliwa, chyba ze wybucha kolejna afera o plagiat czy wykorzystanie cudzych przepisów. Z tego co pamiętam to np. Weganon sie oburzał, że firma piekarnicza dla której pracowników zrobił szkolenie z wypieków wykorzystała do produkcji jeden z przepisów ze szkolenia a Jadłonomia toczyła boje z Biedronką o wykorzystanie jej przepisów w gazetce gazetce wydawanej przez tę sieć.
Weganizm i dieta roślinne to wbrew pozorom dwie różne rzeczy i ich mylenie bywa źródłem nieporozumień.
Z dietą roślinną sprawa jest w gruncie rzeczy dość prosta-to dieta eliminacyjna, bez składników pochodzenia zwierzęcego. Bez mięsa zwierząt i ryb, owoców morza, mleka i nabiału, miodu, żelatyny. W praktyce mogą pojawić się niespodzianki-na przykład bardzo wiele sorbetów (czyli niejako z definicji lodów roślinnych, zrobionych na bazie owoców i wody) zawiera mleko w proszku. Ale generalnie nie jest to mocno skomplikowana sprawa.