Hołota w geopolityce

Polska z dnia na dzień stała się ważnym ośrodkiem polityki międzynarodowej. Nie, nie zamierzam udawać geopolityka. Chociaż geopolityką i polityką międzynarodowa “interesuję się” o lata dłużej niż facebukowi znawcy, o polityce międzynarodowej pisałem przez kilka lat, głównie o Azji na portali jaki prowadziłem.

Obecnie bardziej mnie interesuje od wielkiej polityki jak takie wydarzenia przekładają się na codzienne życie np. pracowników gastro, czy ogólnie essential workers. Zarówno w odniesieniu do dnia dzisiejszego jak i przeszłości.  Co np. oznacza na praktycznym, codziennym poziomie np. wizyta Bidena.

Mieszkałem przez kilka lat w Warszawie przy trasie między lotniskiem a centrum. Więc dla mnie oznaczała: przejebane.. Przed wizytą Trumpa.. zniknęły wszystkie kosze na śmieci na kilka dni. Logicznie to rozumiem (możliwość ukrycia bomby) ale wyobraźcie sobie moje zdziwienie gdy nie miałem pustek małpki gdzie wyrzucić…
Taka wizyta oznacza biznes, pracę, pieniądze. I oczywiście ci którzy wkłądają najwiecej i najcięższej pracy mają dostają najmniej pieniędzy.
 Biden i jego świta potrzebują zjeść, jeżeli jest to jakieś większe spotkanie to gdzieś się musi odbywać, ktoś takie spotkania, kongresy (pamiętacie szczyt NATO w Warszawie?) musi obsłużyć.
 HORECA czyli noclegi i jedzenie… są też dostawcy do restauracji, która robi catering, są pralnie (wiele hoteli zleca pranie na zewnątrz), nawet śmieciarze i rozmaite służby miejskie (ktoś te kosze na śmieci demontował). Ktoś musi to wszystko  osprzątać, pilnować parkingu, ugotować, podać, wyprać pościel, odkurzyć salę konferencyjną i umyć okna… są to niezbędni (essential workers), najgorzej nagradzani i traktowani pracownicy.
Jak wygląda praca przy wielu tego typu okazjach w kuchni-jak to w kuchni. Mobbing, wyzysk, kiepskie pieniądze…o grzechach polskiego gastro pisałem wiele razy, ten segment rynku nie różni się pod tym względem. Plus oczywiście układy i układziki (nie tylko na styku publicznego z prywatnym) decydujące o tym kto otrzyma zlecenie i na jakich warunkach.
Tu taki wtręt nie a propos: w poprzednim życiu parałem się trochę networkingiem i zadaję sobie od lat pytanie o to gdzie jest granica miedzy networkingiem a układami. Tego nie wiem. Ale moim zdaniem w Polsce funkcjonują patologiczne koterie, układy zamknięte pilnujące mocno tempa akumulacji kapitału i niedopuszczania konkurencji do zleceń.
Kolejna dygresja: ciekawe, że ten mechanizm widać w bardzo różnych środowiskach. Pisałem tu niedawno entuzjastycznie o książce Magdy Okraski, na której “układ zamknięty” środowiska literacko-salonowego urządził lincz i kwadrans nienawiści. Brakuje tylko lwów i areny.
I oczywiście miejsca dla essential workers. Jakiś czas temu koleżanka zachęciła mnie obejrzenia recenzji Macieja Raczka z filmu “Joker” (jak łatwo się domyśleć, filmu dla mnie ważnego i osobistego). I nie ma takiej sytuacji gdzie nie pokazywałoby się nasze położenie klasowe. Pan Raczek (może nawet Jaśniepan) chcąc dać przykład najgorszej, degradującej, kompromitującej pracy mówił o… najniższym szczeblu w korpo, o biurach obsługi klienta, ze słuchawkami na uszach. Bo dla niego osoby które te biura korporacji sprzątają… nie tyle nawet nie istnieją (chociaż…) co nie są całkiem ludźmi. Tu oczywiście mamy odniesienie do mentalności folwarcznej. Ta dehumanizacja hołoty wywodzi się z czasów pańszczyzny, kiedy był Naród Szlachecki i hołota, na poły zwierzęta, których jedynym celem i sensem życia jest służenie Jaśniepaństwu.
Dehumanizacja hołoty przetrwała pomimo rozbiorów (a trochę może właśnie przez rozbiory, które zakonserwowały sentyment do polski szlacheckiej), romantyzmu i pozytywizmu. Przeniosła się do fabryk i zbiorowej wyobraźni tak skutecznie zatrutej przez Sienkiewicza i podobnych mu apologetów polski szlacheckiej. Przetrwała nawet PRL (ale czy nie jest tak że klientelizm jaki powszechny był w PRL to nowa forma mentalności folwarcznej?)
A w 3RP wręcz rozkwita. Pamiętacie Kongres Kobiet w Łodzi? Jak to możliwe że feministka poniżała i mobbingowała kobiety obsługujące imprezę? Bo nie były sobie równe. Pracownice agencji ochrony dla światłych feministek nie są w pełni ludźmi jak chłopstwo dla szlachty. No bo gdzie jak gdzie, ale w takich inicjatywach tego typu zachowania szokują szczególnie. Bo z jednej strony piękne hasła a z drugiej takie poniżanie drugiego człowieka.  Otóż nie, dla poniżającego to nie są ludzie. To żywe narzędzia. I do tego tańsze od narzędzi wiec nie warto o nie dbać. Dokładnie ten mechanizm działa w gastro.
 I owo dyplomatyczne ożywienie jakie ma miejsce w Polsce będzie kolejną zmarnowaną szansą by coś w tej kwestii zmienić. Rząd ma w ręku bardzo ważne narzędzie do wpływania na rynek pracy-to zamówienia i przetargi rządowe. Pomysł nie jest nowy: klauzule społeczne wymagające np. aby wszyscy pracownicy byli zatrudnieni na umowie o pracę albo mieli stawkę za pracę nie niższą niż (a im wyższa tym firma dostaje więcej punktów). No niestety tak się nie dzieje i nie zanosi by dziać się zaczęło, niezależnie od wyniku kolejnych wyborów.
Powiem więcej, będzie jeszcze gorzej. Bo do Polski napłynęła “tania siła robocza” z Ukrainy. Zwróciliście kiedyś uwagę jak to odhumanizowujące określenie “tania siła robocza’. Nawet nie zasoby ludzkie  bo zasoby ludzkie pracują w biurach a fizole to “siła robocza”. Jak wół albo chłop w dawnych czasach.

 

 

Share