Ostatnio jakoś tak przez ponad tydzień nie mogłem się zabrać do zrobienia kolejnego wpisu na blogu. Ani do dokończenia eseju w jaki rozrósł się komentarz do tekstu "10 duchowych działań które są totalną ściemą", ani wpisów z przepisami na słodkie kule i pitty panna ani żadnych artykułów na portal (a jest o czym, w Japonii nastąpiło przejęcie władzy-no takiej trochę symbolicznej ale jednak-przez nowego cesarza). Właściwie tyczy się to każdej aktywności wymagającej kreatywności czy w ogóle jakiegoś wysiłku twórczego, pomyślenia.
W sobotę o 15 Jego Świątobliwość Drikung Kyabgon Thinle Lhundup wkroczył oficjalnie do światyni, poprzedzany orszakiem i dźwiękiem trąb (robi duże wrażenie na żywo) i rozpoczął udzielanie Nauk rozpoczynając tym samym Nairatmya Drubchen.
Drupczchen to w dużym skrócie grupowa praktyka podczas której nieustannie, 24 godziny na dobę jest recytowana mantra, co najmniej przez 4 osoby. Prócz tego podczas drupchen'u budowana jest materialna lub wizualizowana mandala i wykonywany płlny rytuał z rozbudowaną wizualizacją.
Prostota...prostota..prostota..bodajże w powieści "Wyspa" Huxleya jest papuga która powtarza bohaterom te właśnie słowa. Warto mieć te slow na kartce w kuchni.
Naprawdę mnóstwo składników i wielogodzinny proces przygotowywania jest czymś co czasami bywa fajne, zabawne, jak ma się mnóstwo czasu i pieniędzy. Ale często lepiej, łatwiej i szybciej można równie dobry efekt uzyskać z kilku składników robiąc coś w kilka minut.
Pewnie dla wielu osób będzie to śmiesznie, głupie czy "moherowe", ale jeżeli być konsekwentnym to jest to naprawdę problem. Zarówno w wegańskiej kuchni (o różnicy między kuchnią rośliną a weganizmem pisałem tutaj )jak i wtedy gdy w kuchni stosujemy zasady Dharmy.
No to będzie o gotowaniu :
Nauki skończyły się wczoraj, pudżą Białej Tary w intencji Czcigodnego Garchena Rinpoche po której miałem okazję spróbowania tybetańskiego specjału-tsampy. I oczywiście już mam w głowie jakby to zrobić i do czego wykorzystać, myślę że tsampa będzie świetna i na słodko (jak wczorajsza) i na wytrawnie. O skutkach moich eksperymentów oczywiście napiszę.
A na razie o tym co zrobiłem dzisiaj na lunch czyli
Przez ostatnie dni nic tu nie pisałem, dzisiaj pogoda się zrobiła taka jak na załączonym obrazku widać, więc nici z planów na kolejny kilkunasto kilometrowy spacer ale może się uda coś napisać.
Dwa proste przepisy na dressing do sałaty i barszcz "in polish style" jak to wyjaśniałem przy kolacji. Lama, który wielokrotnie gościł w Warszawie, jak tylko spróbował stwierdził: baszcz Niemcom wymówienie tego słowa też zresztą niezbyt wychodzi, ale nie o to chodzi a o to jak jedzenie wchodzi.
O tofu mógłbym napisać epos, wielkości sienkiewiczowskiej trylogii. Jak czasami mawiam: jestem uzależniony, jak dwa dni tofu nie jem to zaczynają mi się trząść ręce. Jest chyba podstawowym produktem, który zawsze mam w lodówce i podstawowym odpowiednikiem mięsa w mojej dicie