Tofu po raz pierwszy (i na pewno nie ostatni)

smażone tofu

O tofu mógłbym napisać epos, wielkości sienkiewiczowskiej trylogii. Jak czasami mawiam: jestem uzależniony, jak dwa dni tofu nie jem to zaczynają mi się trząść ręce. Jest chyba podstawowym produktem, który zawsze mam w lodówce i podstawowym odpowiednikiem mięsa w mojej dicie
W Warszawie kupuję tofu na Balakarskiej w sklepie azjatyckim. Mój ukochany sklep w którym kupowałem tofu od pięciu lat, niestety zamknął swoje podwoje. Jak Naucza Dharma Buddy-nic nie jest trwałe (kiedyś napiszę jak ta Szlachetna Prawa pomogła mi przeżyć mój najgorszy "epizod depresyjny" gdy stałem w oknie i zastanawiałem się czy jest dostatecznie wysoko...), są jeszcze dwa inne. Takie samo tofu można w Warszawie dostać jeszcze na Hali Mirowskiej i na Marywilskiej. Możliwe, ze jeszcze gdzieś. Zła wiadomość dla reszty Polski jest taka, że raczej nie ma go poza Warszawą.
Jeżeli znacz tylko tofu z supermarketu czy jakiegoś sklepu dla wegan czy ze zdrową żywnością to wiedz, ze nie wiesz jaki jest smak prawdziwego tofu. Takie tofu faktycznie jest samo w sobie..paskudne to za ostre słowo..ale ma się tak do tego które Wietnamczycy produkują sami i sprzedają w Warszawie jak Piotr Rubik do Mozarta. Jest suche, przypominające według jednych tekturę a według innych gips. No, trochę przesadzam, ale tylko trochę.
To"azjatyckie tofu" z Bakalarskiej jest bardzo delikatnie i świeże. Najlepiej po przyniesieniu do domu włożyć je do pojemnika z wodą, wstawić do lodówki i poczekać do następnego dnia. Jest tak delikatne i świeże, że krojone zaraz po przyniesieniuu ze sklepu będzie się rozpadać. Nadaje się na tofucznicę, pastę itp. ale nie, jeżeli chcemy pokroić na kawałki i użyc jako odpowiednik mięsa.
Generalnie zasada jest dość prosta-wszędzie gdzie w przepisie jest tzw. białe mięso możesz użyć (najlepiej wcześniej obsmażonego tofu). Również tofu marketowe po smażeniu nabiera smaku i lepszej konsystencji.
W pobliskim Scheverdingen można kupić tylko (chyba, ale nie spotkałem tam żadnych Azjatów, Polaków owszem,-kurwiących w kolejce do kasy w sklepie) tofu "marketowe". Inna sprawa, ze wegańska oferta w Niemieckich marketach robi wrażenie na weganinie z Polski.
I z takiego tofu zrobiłem dzisiejsze śniadanie. To typowe "danie w 15 minut", zrobione z tego co mamy pod ręką, jest przykładem jak można łatwo i szybko (i co nie bez znaczenia-tanio) zrobić smaczny i pożywny roślinny posiłek.
Podaje bez proporcji itp., bo to tylko partytura z której możesz swoją interpretacją nadać smak jaki Ci odpowiada:
1. Kroisz tofu w kostkę. Ja pokroiłem w mała kostkę, bo chciałem uzyskać efekt podobny trochę do skwerek
2. Wrzucasz na rozgrzany na patelni olej. To żeby olej był dość mocno rozgrzany jest bardzo ważne. Kiedy tofu (czy coś innego) wrzucasz na gorący olej to się "zamyka". Powstaje twarda , usmażona skórka na wierzchu a w środku produkt pozostaje soczysty i nie nasiąka olejem.
3. Możesz dać trochę cebuli, czosnku czy innego warzywa. Ja użyłem czerwonej papryki.
4. Przyprawy. coś czego nauczyła mnie kuchnia indyjska-smażenie potraw, żeby wydobyć z nich pełnię smaku i aromatu.
Ja dałem płatki chili, kumin i gałkę muszkatułową. Gałkę odkryłem stosunkowo niedawna. To jedna z przypraw które warto użyć gdy chcemy uzyskać pełny, "mięsny smak" (coś jak umami). Smażysz dwie trzy minuty. Dodałem też na tym etapie trochę cukru. Naprawdę, nie ma się co bać cukru. Jeżeli nie pijesz litrami koli czy "Zbyszko 3 cytryny" albo innego napoju typu woda, cukier, chemikalia, bąbelki ani nie zajadasz się batonikami z cukru i chemikaliów, to łyżka cukru dodana do smażonego tofu to po prostu jeszcze jedna przyprawa. I to przyprawa bardzo ważna-cukier wzmacnia i harmonizuje smak. Smażysz dwie trzy minuty cały czas mieszając
5. Pomidory. Ja użyłem gęstej pasasty w puszcze z Rossmana. Możesz użyć jak ja passaty (w Polsce kupuję zawsze passatę w butelce z Biedronki-polecam), krojonych pomidorów w puszce, koncentratu (wtedy dodaj trochę wody na patelnię). Oczywiście też świeżych pokrojonych kostkę pomidorów-tyle, ze wtedy trzeba je o wiele dłużej smażyć.
Pomidory są w tym przepisie bardzo ważne bo to prawie jedyne warzywo która ma (bez procesu fermentacji) smak umami.
Mieszasz i smażysz aż się sos zacznie gotować.
6. Ostatnie pociągniecie pędzla-dodalem pokrojony razem z cebulką szczypior i zaraz potem zdjąłem patelnie z kuchenki. Możesz dać np. kolendrę, kiełki. Ważne jest żeby tego ostatniego dodatku nie gotować a tylko wrzucić i zdjąć potrawę z ognia. Pozwoli to zachować smak i konsystencję a jesteśmy tak ewolucyjnie uwarunkowani, że zarówno kruche, chrupiące dodatki jak i rozmaitośc smaków w potrawie sprawiają, ze smakuje ona lepiej.
Smacznego

Tags:

Share