Strajki w USA i Wielkiej Brytanii w walentynki. Polski strajk kurierów Glovo w drugiej połowie marca w Poznaniu. Manifestacja pracowników Just Eat Takeaway 26 kwietnia pod siedzibą firmy w Amsterdamie. 1 maja strajk pracowników tej firmy we Frankfurcie w Niemczech.
Medykalizacja depresji i kultura terapeutyczna to kolejna, przepraszam za wyrażenie, intelektualna moda klasy ideologicznej. Wszystkie strony sporów medialnych na ten temat łączy jedno.
Niezależnie od tego, co mówią w chuju mają opinie i los chorych na depresję.
Wykluczenie chorych na depresję (i generalnie chorych psychicznie) to również odbieranie nam głosu w naszej własnej sprawie.
Ciągły pęd, wyścig, przepracowanie przeładowanie… czas zwolnić
A najlepiej zrobisz to na naszych slow life wakacjach na Bali, na które polecisz z prędkością tysiąca kilometrów na godzinę. No w chuj wolno. I na które, żeby zarobić, musiałeś zapierdalać jak mrówka.
Możesz też zwolnić na naszym kursie, na który też musiałeś zapierdalać jak mrówka, a my teraz nauczymy cię takich rzeczy, jak oddychanie, gotowanie, spędzanie czasu z przyjaciółmi. Czyli tego co, gdybyś nie zapierdalał jak mrówka, byś praktykował na co dzień. Nawet o tym nie wiedząc.
Kluski kładzione to niemal podstawa polskiej cuccina povera, kuchni biednej, kuchni ludowej. I jak większość takich potraw, wraz z bogaceniem się społeczeństwa poszły w odstawkę.
Zabawne, że na to biedne ludowe danie zdarzyło mi się przed wyjazdem wolski trafiać w fancy wehgańskich knajpach w Warszawie.
Podstawowa wersja to mąka (ewentualnie jajko), mleko (u mnie oczywiście roślinne), w ostateczności nawet woda.
Media kłamią! Wszystkie? Prawie. Jest grupa mediów które mówią jak jest.
„Meghan Markle wprowadza własną linię dżemów”. A tak… coś wcześniej już czytałem o tych dżemach. Ale kto to jest Meghan Markle?
Dzień zaczynam od wieczornych wiadomości. To znaczy, zaczynam od toalety. I oczywiście zrobienia kawy. Nie, że jednocześnie.
Ale zaraz potem siadam przy laptopie i włączam wieczorne wiadomości ze świata. W streamingu oczywiście.
Kuchnia północnych Niemiec nie należy do najbardziej wyrafinowanych na świecie. Bratwurst myt kartoffelsalat und rote gryce pozwalają inaczej spojrzeć na II wojnę światową. Jakby ciebie tym karmili na co dzień, też byś wolał wsiąść do czołgu i najechać na Polskę. I jeść pierogi. I krupnik.
Straszliwe cklickbajtowy tytuł i jak bywa z takimi tytułami, nie mam żadnego dowodu na poparcie mojej tezy. Mam moje doświadczenie z branży Żywności i pracy, której częścią jest decydowanie o zakupach spożywczych i to jak, zawodowo kupując produkty spożywcze, podejmuję decyzje zakupowe.
Jest to bardzo anegdotyczne. I jest to bardziej propozycja do dyskusji, propozycja jednego z wielu działań strukturalnych i systemowych jakie są potrzebne w łańcuchu od pola do stołu niż antidotum na wszelkie, nomen-omen, bolączki społeczne.
Jakąś premią od losu jest, że nigdy nie byłem fanem ani słodzonych napojów gazowanych, ani tych straszliwe słodkich Marsów, Twiksów, Pigsów czy jak się to brązowe coś z syropem kukurydzianym i dodatkami, ulepszaczami itp. nazywa.
Podobnie fast foodu. Tych wszystkich zapiekanek, hot dogów, burgerów. Ani nawet pizzy. I tych fanów nawet tak nie za bardzo rozumiałem i tak w ogóle patrzyłem na to jak na… serio uważasz, że burger z frytkami to najlepsze co można zjeść?
Podoba mi się ta nazwa „sojowina z pieca”. Sam fakt, że coś jest z pieca (a jeszcze jak opalanego drewnem…) nobilituje to co na talerzu ląduje.
Co jest zabawne, bo jest częścią mitologii Złotej Ery, obecnej od zawsze w ludzkich kulturach.
SKŁADNIKI:
10 namoczonych wcześniej kotletów sojowych (patrz Uwagi)
2 cebule 150 g
1 papryka 200 g
marynata (patrz warianty)
czarny ocet
sos Ketjap Manis
Sos sojowy
sos hoisin
Skończyłem pisać esej o awokado Adolfie i uświadomiłem sobie, że dość dawno nie wrzucałem żadnych przepisów na bloga, chociaż niby dużo nowych rzeczy gotowałem, jeszcze przed świętami, ale to wszystko były przepisy, które pójdą do mam nadzieję przyszłorocznego bloga wielkanocnego. I do jednego mojego dużego pomysłu. ale o tym innym razem