Od 1 maja w Niemczech można kupić Deutchlandticket, za 49 euro, pozwalający jeździć komunikacją publiczną na terenie całej Bundesrepublik. Z Deutchlandticket możne jeździć komunikacja miejską i podmiejską-tramwaj, autobus, metro, kolej miejska, w Hamburgu prom (polecam rejs promem komunikacji miejskiej w Hamburgu) i koleje regionalne. Bilet w ciągu pierwszych dni kupiło 3 mln osób, w tym ponad 700 tyś. nowych klientów komunikacji publicznej. No super! Tylko nie do końca. Bo przede wszystkim, nie do końca kupili.
Eintopf to danie znane w wielu kulturach, zwłaszcza pasterskich i rolniczych, wszędzie tam gdzie używano otwartego paleniska (albo ogniska) nad którym można było zawiesić jeden kociołek. Polskie “pieczonki/duszonki/prażonki” zwane też “kociołkiem” pochodzą z tego samego funkcjonalnego źródła. Tak samo jak klasyczne danie węgierskich pasterzy czyli “gulasz”.
Niedoszacowałem. Przyjechało więcej gości niż się zapowiadało kiedy robiłem zakupy i miałem problem. I tu trochę o takim komponowaniu, właściwie improwizowaniu obiadu. U mnie to było na 5 osób. Część pierwsza
Najlepiej zacząć od przejrzenia szafek, lodówki pod kątem tego co trzeba wykorzystać, bo zbliża się termin przydatności albo jest w jakiś sposób zmęczone życiem.
Najbanalniejsza i zarazem najbardziej polska (właściwie polska i niemiecka) rzecz na świecie czyli surówka z kiszonej kapusty. I przykład jak dania jakie jedliśmy i serwowaliśmy setki razy można, małymi zmianami, zrobić zupełnie inaczej i powalić gości na kolana (to znaczy osobiście najbardziej lubię jak mruczą z zadowolenia). Dobra kiszona kapusta to podstawa. Najlepiej zrobiona samodzielnie. Przepisów na kiszona kapustę jest w internecie więcej niż kremówek w Pendolino, najlepiej popróbować kilku i zostać przy tym jaki nam najbardziej odpowiada.
Co dobrze jest mieć w spiżarce? No, zacznijmy od tego, ze spiżarka to dziś archaizm, słowo, które prawie wyszło z użycia. Tak jak i nikt, prawie dziś nie ma spiżarki, zwanej niekiedy “komorą”. Trochę tę funkcję przejęły w naszych czasach lodówki, trochę piwnice (jeśli ma się takową) a trochę nieograniczony dostępu do produktów przez cały rok i to, że nie ma ani potrzeby ani nawet możliwości (zwłaszcza jak się mieszka w mieście) robić przetworów i zapasów
W poprzednim przepisie użyliśmy yuby i sojowiny w marynacie “morskiej”.
Użyliśmy połowę zamarynowanej yuby i sojowiny,. Druga połowa została na sałatkę. Tę sałatkę.
Sałatki to znakomite oszczędne dania, które można zrobić z prawie wszystkiego, co domaga się zjedzenia lub wyrzucenia.
W poście jednak niekoniecznie jedzono “postnie”, w częstym dziś rozumieniu tego terminu: mizernie, bez smaku, fit. W post było i na bogato. Oczywiście na stołach u tej niewielkiej części społeczeństwa, którą było na to stać.
Zastępujące szynki ryby były przez stulecia niedostępne dla większości społeczeństwa. Rzeki i strumienia należały do Króla i szlachty. A kłusowanie na pańskim było zbrodnia karana gardłem.
Figi, cytrysy i zamorskie przyprawy też nie były chłopskim jadłem.