Jeżeli nie jesteście buddystami i to w wersji tybetańskiej, to raczej tego nie wiecie, ale tłusty czwartek zawsze przypada około tygodnia przez tybetańskim nowym rokiem nazywanym Losar, który w tym roku przypada 18 lutego. I my się tu już szykujemy pomału, bo to jedno z największych świąt w naszej tradycji, tradycyjnie właściwe cały karnawał
I tak byłem skupiony na Losarze, ze dopiero wczoraj do mnie, że przecież jest Tłusty Czwartek i może by jakiś przepis z tej okazji.
W wodzie to się ryby pierdolą jak powiada ludowa mądrość. Więc w wegańskiej czy roślinnej kuchni dla wody miejsca nie ma. Bo to niewegańskie.
A poważnie to gotowanie zup, sosów etc, zamiast na wodzie na soku, mleku owsianym czy bulionie podnosi je na nowy poziom.
Ten bulion wypracowałem przez kilka lat od 2020, kiedy dostałem nieoczekiwany prezent do kuchni.
Od sześciu lat mieszkam w "klasztorze", wcześniej miałem w życiu wiele przygód, również miłosnych. I nie żebym był tu ekspertem, bo moją specjalnością były toksyczne związki i emocje ale jedno mogę Wam Panowie doradzić:
Ugotowanie i podanie kobiecie dobrego obiadu czy kolacji jest bardzo seksowne.
Wiem bo tylko dlatego moja ostatnia narzeczona była ze mną. Co było bardzo meczące gdy wracałem po 12 godzinach gotowania.
Gotowaliście kiedyś klasyczne danie, o którym nie macie pojęcia jak powinno smakować? Ostatnio takie dostałem zadanie.
Mieliśmy odkładaną od czasu pandemii wizytę wysokiej rangi nauczyciela.
Nie ma obowiązku wiedzieć, więc wyjaśnię jakiego nauczyciela i o co chodzi. Gotuję w ośrodku buddyzmu tybetańskiego, czyli wadżrajany/diamentowego wozu. Nie mylić z Diamentową Drogą Ole Nydhala, znanego rasisty i seksisty. No, na St. Pauli by do knajpy nie wszedł.
Sięgnąłem na półkę po jedną z książek kucharskich, szukając inspiracji i trafiłem, po paru minutach, na zupę cebulową. Co przypomniało mi pierwszą zupę jaką ugotowałem w życiu w wieku kilkunastu lat.
Tak. Właśnie zupę cebulową, z kawałkami chleba i startym serem.
Zupa cebulowa to w w prawie całej Europie typowa kuchnia biedna, tak samo jak popularne do początków XX wieku zupy zagęszczane chlebem.
Orzechy laskowe to nie jest raczej produkt codziennego spożycia. Na pewno przyczynia się do tego cena. W Niemczech orzechy laskowe są prawie o połowę droższe niż nerkowce. A przecież to tez był kiedyś typowy produkt kuchni ludowej.
Praca była tania i dostępna. Zwłaszcza tak lekka jak zbiory jagód, grzybów, ziół i orzechów. Prace, które mogły wykonywać nawet dzieci.
Zostałem z kilkoma kilogramami orzechów laskowych. Mąka, krojone i całe. Najwięcej mąki 2,5 kg. Wszystko z krótkim terminem. I kombinuję.
Nie. nie na słodko.
Orzechy to trochę w codziennej diecie niedoceniany składnik. w kuchni roślinnej sięga się po nerkowce czy inne pestki jako zamienniki sera żółtego czy białego. Ale poza takimi niszowymi trochę przepisami i poza deserami, i ciastami orzechów, ani innych pestek raczej nie uświadczymy na naszych stołach.
A w tradycyjnej kuchni (oczywiście nie ludowej, bardziej kuchni dawnego 1%) migdały i orzechy obok takich owoców jak figi czy jabłka były stałym składnikiem dań wytrawnych, dań obiadowych np. w dawnej kuchni polskiej.
Zainspirował mnie znajomy chrześcijanin, udostepniając mój przepis z którego gotował postny obiad w piątek.
I pomyślałem, że ma sens. Wrzucać w piątki przepis na “postne danie”. Generalnie każde danie 100% roślinne jest 100% postne.
I moja taka pierwsza propozycja to postne tosty francuskie. Z resztkowymi dodatkami.
W dawnym bardzo surowym poście we wschodniej Europie wykluczone były prócz mięsa również jaja i nabiał. I tak, dozwolone ryby i... bobry. A dlaczego pod przepisem na postne tosty francuskie z propozycją dodatków.
Pamiętacie zupy z wkładką regeneracyjną? Bywa też herbata i kawa z wkładką, ale to wkładka innego rodzaju.
Wkładka regeneracyjna vel mięsna to był trochę symbol ogromnych cywilizacyjnych przemian jakie nastąpiły w odżywianiu się Polaków po II Wojnie Światowej ale i porażki tych przemian.
Moje odżywianie, jak mam dużo pracy, to tez porażka. No. nie jest to zbilansowana dieta, zdecydowanie zbyt uboga w białko jak na taką ciężką pracę.
Pierwszy shake, a właściwie milkshake został przygotowany w 1885 roku i był, zrobionym na bazie whisky i mleka, koktajlem alkoholowym, podobnym trochę do ajerkoniaku (ktoś w Niemczech, nie pamiętam teraz kto, produkuje wegański ajerkoniak, dobry! tak bardziej craftowo niż przemysłowo). Ale już około 1900 roku shake to „zdrowy” napój mleczny z dodatkiem smakowych syropów, często też lodów.