Znacie ideologię Nowaste?
Taka kolejna hipsterska moda do kultywowania której potrzeba dużo czasu i pieniędzy. To znaczy, generalnie jak ktoś nie ma za bardzo pieniędzy to w naturalny sposób jest nowaste czyli stara się niczego nie marnować, bez budowania wokół tego kolejnej ideologii, dzięki której można nabijać sobie kabzę na produkowaniu rozmaitych poradników, kursów i gadżetów.
Generalnie to problem marnowania jedzenia (i nie neguję, że jest to bardzo poważny problem) pojawił się całkiem niedawno. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu większość społeczeństwa była zbyt biedna a poziom produkcji żywności był zbyt mały by wyrzucać do kosza 30% produkowanej żywności. Ba! jeszcze z dzieciństwa pamiętam np. przepisy na wykorzystanie czerstwego pieczywa.
Wtedy też w książkach kucharskich było pełno przepisów np. na wykorzystanie warzyw z rosołu czy bulionu.
No i takich warzyw zostało mi ostatnio całkiem sporo, wiec postanowiłem je jakoś wykorzystać. I rezultat okazał się całkiem dobry
Wokół diety i kuchni roślinnej narosło mnóstwo mitów i nieporozumień. Za dużą ich część odpowiedzialny jest pewien styl kulinarny, który można by nazwać “gotowaniem statusowym”. Potrawy z wielu, zwłaszcza drogich składników, te wszystkie curry z papai i nerkowców, dania wymagająca mnóstwa czasu i pieniędzy.
Jakiś czas temu glutem stał się symbolem i kwintesencją zła w diecie a gezlutenowość zyskała status jednej z głównych dietetycznych religii. I stała się doskonałym sposobem na wyciąganie pieniędzy. Tym bardzo że hasło “nie zawiera glutenu” nie jest wcale jednoznaczne z przestrzeganiem reżimów sanitarno-produkcyjnych. Do niedawna w oznaczaniu takich produktów istniała całkowita dowolność.
Szparagi to jedno z tych warzyw, których popularność i zachwyt jakie wzbudzają są dla mnie kompletnie niezrozumiałe. Po trosze zapewne dlatego, że całe życie lubię mocne, wyraziste doznania, również smakowe a wydelikacony szparag jak i typowo salonowy nimb, kulturowy kontekst tego warzywa sa dla mnie kompletnie nieatrakcyjne.
Typowe danie “na winie” czyli co się nawinie to do gara, w tym wypadku na patelnię.
Czasami trzeba szybko zaimprowizować coś z tego co jest w lodówce czy spiżarce (czy kto jeszcze używa czegoś takiego jak spiżarka?), przejrzeć i zużyć to co zapodziało się gdzieś z tyłu półki.. Czasami tez nie chce się wymyślać nic nowego ani kombinować czy szukać przepisu dopasowanego do tego co mamy w lodowce.