Słyszeliście o walutach lokalnych? To taki bardzo ciekawy koncept, który działa (nie wiem jak to wygląda obecnie) miejscami w USA i we Francji, Hiszpanii czy Grecji. W Polsce były próby zaimplementowania takiego rozwiązania ale chyba niestety żaden nie odniósł sukcesu, pomimo pewnej popularności “banków czasu” matek. Jakieś 20 lat temu nawet ze znajomymi próbowaliśmy coś podobnego stworzyć. Zdaje się że w Polsce z jakiś przyczyn nie udało się stworzyć żadnego trwałego systemu waluty lokalnej czy to w formie LETS czy banków czasu.
Z dzieciństwa pamiętam taką ludowa mądrosć dietetyczną: “śniadanie zjedz sam, obiadem podziel sie z rodziną a kolacje oddaj wrogowi”. Wiele ludowych mądrości opiera się na bardzo prostej metodologii czyli empiria i logika, i nawet jeżeli wydaje się nam na pierwszy rzut oka głupie to może być całkiem sensowne. Jak przykładanie chleba zagniecionego z pajęczyna na rany. Pfuj…prawda? A jednak-na pajęczynie osiada grzyb zwany pędzlakiem, po łacinie penicillum, dla którego chleb jest znakomitą pożywka. I który…tak, tak to nie jest przypadkowa zbieżność, produkuje penicylinę
W przepisie na burgery znęcałem się nad modą na zero/nowaste wiec tu już odpuszczę, tych którzy nie czytali odsyłając do tamtego przepisu.
Powtórzę tylko, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu to, co teraz nazywa się zero/no/les-waste było cytując klasyka “oczywistą oczywistością”. W swoim księgozbiorze mam “W mojej kuchni nic się nie marnuje” z roku 1982 z przepisami z resztek, sposobami jak wykorzystać podeschnięte pieczywo, itp. Takie książki kucharskie pod hasłem “oszczędna gospodyni” pojawiały sie już w początkach XX wieku.
W zen jest bardzo piękny i prosty symbol “enso”-okrąg nakreślony jednym pociągnięciem pędzla Nie ma chyba lepszego symbolu oddającego zarówno materialny jak i duchowy (jak ja nie znoszę tego słowa!) czym jest “prostota”. Żadnych udziwnień, żadnych niepotrzebnych ruchów i działań. Widać to w enso, w samej zenowskiej medytacji, odartej całkowicie z formuł i wizualizacji i w ogrodach zen.
Prostota...prostota..prostota..bodajże w powieści "Wyspa" Huxleya jest papuga która powtarza bohaterom te właśnie słowa. Warto mieć te slow na kartce w kuchni.
Naprawdę mnóstwo składników i wielogodzinny proces przygotowywania jest czymś co czasami bywa fajne, zabawne, jak ma się mnóstwo czasu i pieniędzy. Ale często lepiej, łatwiej i szybciej można równie dobry efekt uzyskać z kilku składników robiąc coś w kilka minut.
No to będzie o gotowaniu :
Nauki skończyły się wczoraj, pudżą Białej Tary w intencji Czcigodnego Garchena Rinpoche po której miałem okazję spróbowania tybetańskiego specjału-tsampy. I oczywiście już mam w głowie jakby to zrobić i do czego wykorzystać, myślę że tsampa będzie świetna i na słodko (jak wczorajsza) i na wytrawnie. O skutkach moich eksperymentów oczywiście napiszę.
A na razie o tym co zrobiłem dzisiaj na lunch czyli
O tofu mógłbym napisać epos, wielkości sienkiewiczowskiej trylogii. Jak czasami mawiam: jestem uzależniony, jak dwa dni tofu nie jem to zaczynają mi się trząść ręce. Jest chyba podstawowym produktem, który zawsze mam w lodówce i podstawowym odpowiednikiem mięsa w mojej dicie