5 cudownych sposobów na detoks po świętach to jebana ściema

Się nie warto przejmować. W sensie ile kilo więcej. Ani spinać dupy, że od styczna będę ćwiczyć.
Bo po to są święta, żeby sobie folgować. 
I warto zadbać, żeby to folgowanie nie zaowocowało  w bliższej lub dalszej przyszłości otyłością, cukrzycą i podobnymi atrakcjami.

disclaimer: nie jestem lekarzem ani dietetykiem tylko chefem traktującym dietetykę EBM jako ważną część wiedzy kulinarnej. Nalezę do zrzeszającego profesjonalistów towarzystwa naukowego Polskie Towarzystwo medycyny Stylu Życia.
Moja wiedza dietetyczna jest na tyle duża, żebym był świadom własnej niewiedzy i przede wszystkim zalecał, abyś, jeżeli potrzebujesz porady zdrowotnej, dietetycznej skontaktuj się z lekarzem lub dyplomowanym mgr dietetyki.
Nie są na pewno autorytetami w tej dziedzinie internetowe gwiazdy, technolodzy żywności ani nawet szefowie Kuchni.

I mam wrażenie, że nawet sensowne zalecenia jak zadbać o swoje zdrowie po świętach są z idealnego świata pani dietetyk.
Na przykład mam zacząć dzień od szklanki wody… i w ogóle mam pić wodę cały dzień. Jak zwierzęta!
Nie! Zaczynam dzień od mocnej czarnej kawy
Albo żeby jeśc po świętach to co jest bogate w błonnik.
Po świętach je się to co zostało ze świąt No ***** jak masz 12 potraw na kolacji wigilijnej, to tego nie przejesz.
Na co dostałem inną mądrą poradę, żebym odpuścił zjadanie resztek po świętach. Może tą panią, która taką radę udziela stać, żeby wywalać dobre jedzenie do śmieci, ale mnie ani większości ludzi nie. 
Oczywiście warto zadbać o to, aby było mniej kalorii i więcej ruchu. I podejść do tego realistycznie, a nie, że masz w pierwszy dzień po świętach zrobić jogging 10 km. 
Nie ma obowiązku wiedzieć, więc wyjaśniam, napisałem jogging, ponieważ całe życie nienawidzę biegać. To jest najbardziej przede mnie znienawidzona forma aktywności fizycznej. I jak czytam radę o tym, żebym z jakiegoś powodu szedł pobiegać to mam ochotę ******* plaskacza na ryj. 

I chociaż Jestem pewien, że za punkt 1 to reż niejeden mi by wypłacił plaskacza na ryj to mam dla was 5 bardziej realnych i sprawdzonych przeze mnie sposobów, żeby było zdrowiej bez terroru picia wody i jedzenia jarmużu.

1. Do postawienia przed Świętami niestety (tu jestem konserwatywny jak biskup Levebre-alkohol na Wigilii to dla mnie grzech i obraza boska), ale zbliża się Sylwester, więc tym bardziej.
Alkohol to zło.
Zdaję sobie sprawę, że powszechna abstynencja jest w Polsce jeszcze mniej realna niż powszechny weganizm, ale zdecydowane ograniczenie alkoholu to również znaczące ograniczenie kalorii.
Na każdej butelce czy puszce z alkoholem powinna być opisane ile zawiera kalorii. Mnie by zniechęcało w wielu wypadkach skutecznie.
 
2. Domeną zła są również słodzone napoje. To w przeciwieństwie do alkoholu temat, który znam głównie teoretycznie.
Jedyny ze słodzonych napojów jaki lubiłem czasami wypić to tonik i to pod warunkiem, że nie było go za dużo w dżinie. A najlepiej wcale. 
W ostatnim roku ktoś z gości zostawił mi w kuchni butelkę coca coli. Litrową chyba czy półtoralitrową. i było to dla mnie niesamowite doświadczenie. Pierwsza wypita przeze mnie Coca Cola od… na pewno dłużej niż mieszkam w Niemczech. A mieszkam w Niemczech 6,5 roku. 
Szczęśliwie też od zawsze nie słodzę kawy ani herbaty. 
Natomiast potrafimy w ten sposób dostarczać tyle kalorii dziennie, co w obfitym posiłku i to w najgorszej możliwej wersji, czyli węglowodanach prostych, fruktozie sacharozie. 
Nie tylko w napojach typu cola, pepsi, fanta, ale np. soki owocowe często zawierają dużo cukru
Natomiast absolutnie nie zachęcam was do picia wody z kranu. Ani z butelki (nie tylko ze względu na mikroplastik). 
W wodzie to się ryby pierdolą. Picie wody jest jak jedzenie owsianki może i stoi za tym jakaś racja, ale ***** życie jest dostatecznie ciężkie, żeby się jeszcze tak karać.Lepiej być głodnym niż jeść takie paskudztwo. 
 Nienawidzę pić wody, zwłaszcza niegazowanej. Kiedy piję chcę czuć smak. Może to odchył zawodowy. 
Polecam syfon, polecam gazowane wody (tylko lepiej ze szkła) do których wciskacie sok z limonki, cytryny, wrzucacie trochę świeżej mięty.
Osobiście bardzo lubię różne napoje gazowane na bazie yerba mate. One z reguły mają o wiele mniej cukru niż napoje typu cola czy fanta. Polecam, zwłaszcza takim jak ja smakoszem piwa, bo goryczka z yerby daje podobne doświadczenie comfort foodowe. 
Jeżeli masz ochotę, to pobaw się w różnego rodzaju napoje lemoniady z ziołami, z sokiem z cytryny, limonki, pomarańczy, zblendowanym arbuzem
albo cos takiego jak moje yerbanady
https://rudekitchen.pl/yerbanady
albo kombucha
https://rudekitchen.pl/kombucha

3. Idź na kulik. Jak popukałeś się w tym momencie w głowę i pomyślałeś „co ty ******** bredzisz” to masz rację.
Ostatnie kuligi, też bardziej jako opowieść, a nie rzeczywistość zimy pamiętam z dzieciństwa i być może raz w kuligu brałem udział.
No i obecnie, ponieważ nie ma globalnego ocieplenia, no to nie ma również śniegu ani mrozu, więc już z tego powodu nie mogłoby być kuligów.
Więc porada z dupy, jak większość mam wrażenie zachęt do aktywności fizycznej.
I tu jest przewaga religijności.
Zwłaszcza jak ktoś idzie do Kościoła na piechotę!
Bo ani na kulig, ani pobiegać nikt od stołu świątecznego nie ruszy. Ale do Kościoła na mszę świąteczną czemu nie.
Jestem wielkim fanem czegoś, co nazywa się poza treningową aktywnością fizyczną.
Czyli wszystko, co robimy. Od tego, że pisząc wiercę się na fotelu poprzez to, że do kuchni muszę przejść długim korytarzem a do pralni do innego budynku. Czy do kościoła czy sklepu idziemy, czy jedziemy samochodem. 
Albo czy windą czy schodami.
Tak czy owak, w jakikolwiek sposób staraj się więcej ruszać.
Moim zdaniem najlepszą na to metodą jest znaleźć taki sposób aktywności treningowej czy pozatreningowej, który sprawia ci najwięcej przyjemności, sprawia ci radość. 
Jak mi 15 czy 20 km na piechotę po mieście, robienie zdjęć sztuki ulicznej, zaglądanie w zaułki, gdzie można dostać w ryja.  
Ale jeżeli na przykład lubisz galerię sztuki, to zwiedzenie Kunsthalle, ale w Hamburgu zajmuje kilka godzin i jest to spokojnie wydeptanych kilkanaście kilometrów. 
Tak wiem, nie każdy mieszka półtorej godziny od Hamburga i cieszy się z taniego biletu na całą komunikację publiczną. Ale po lesie też się fajnie chodzi. Ja lubię spacerować po mieście, bo mieszkam w lesie. 
Ale pójście na imprezę na koncert, wybawienie się, skakanie pod sceną też jest fajnym sposobem aktywności fizycznej, przy czym patrz punkt 1. 
A w okresie świątecznym i noworocznym dużo jest różnych akcji pomocowych, posiłków dla biednych, bezdomnych i samotnych, i zaangażowanie się w coś takiego oznacza bardzo często właśnie konieczność wielogodzinnej pracy np. przy rozstawieniu stołow, noszeniu sprzętów, etc. Robicie coś dobrego dla innych i robicie też coś dobrego dla swojego zdrowia. 

4. Czymś się zajmij.
Czym-qrwa-kolwiek. Poza jedzeniem. Okres świąteczno-noworoczny to dla wielu osób więcej wolnego czasu. I jak to ujął Klasyk “ludzie chcą nieśmiertelności, a nie wiedzą co robić w sobotę po południu”. I z nudów jedzą.
I z braku umiejętności regulowania emocji. No więc ja chodzę w te miejsca, gdzie można dostać po ryju.  Albo gram w Wolfensteina i oglądam filmy o ulicznych delaerach. Żeby regulować emocje.
Jeżeli zajmiesz się czymś, co cię wciągnie to będziesz mniej jeść.
Nie, jak wciągnie cię jedzenie chipsów przed Netflixem to sie nie liczy.
 
I najważniejszy piąty (kto czytał R.A. Wilsona wie czym jest reguła piątki) punkt

5.  Nie wierz w żadne diety oczyszczające, detoksy i cudowne środki. Zazwyczaj oczyszczają one konto z pieniędzy. Czasem zagrażają zdrowiu.
I żebyśmy mieli jasność diety z wysokim deficytem kalorycznym, posty etc. mogą mieć skuteczne pozytywne działanie w niektórych wypadkach.
Natomiast nie są to cudowne remedia i zwłaszcza po okresie przejedzenia nie należy wchodzić w tego zachowania żywieniowe. A jeżeli chcecie to kiedykolwiek robić  to po konsultacji i pod nadzorem lekarza/dietetyka.
Jeżeli ktoś radzić ci przestań jeść chleb, żeby wyleczyć depresję, jeść psie sadło, żeby wyleczyć cukrzycę, nerwicę i kurwicę. I zwłaszcza jak ten, kto chce ci to sprzedać, jeszcze mówi, że to jest tajna wiedza, której Matrix/lekarze/koncerny/system/iluminaci/reptilianie nie chcą, żebyś poznał to masz do czynienia z jebanym debilem.
W najlepszym przypadku.
W gorszym z osobą chorą psychicznie. W najgorszym z cwaniakiem żerującym na ludzkim cierpieniu.
Więc wystrzegaj się takich jako zarazy

I oczywiście nic nie będzie złego, jeżeli kompletnie do tych zasad się nie zastosujesz (poza piątą). Jeżeli zastosujesz się chociaż do jednej, będzie wspaniale (choćby tylko piątej), a jeżeli faktycznie będziesz pił wodę i jadł jarmuż to szacun. 
Tak jak Pan Budda powiedział: róbcie tyle i tak jak możecie. Tylko tyle i aż tyle.

 

 

U nas w gastro najlepszą motywacją do dobrej pracy jest dobry napiwek. jeżeli podoba ci się, to co piszę zostaw mi napiwek

 

Moje media społecznościowe

 

Share