

Polskiego Towarzystwa Medycyny Stylu Życia.

No i przeszedłem covid. Najprawdopodobniej ktoś z gości na Losar (tybetański nowy rok) przywlókł ze sobą wirusa, pewnie nawet nie wiedząc..
W niedzielę wieczorem tydzień po obchodach Losaru, było najgorzej. Strasznie słaby, zmęczony i obolały. Rano test i covid.
Nie stało się to czego się bałem najbardziej (i cały czas się boję) czyli mam nadal węch i smak. Ale przez całe półtora tygodnia jak coś jadłem albo piłem to neurotycznie zastanawiałem się, czy mi się jakoś smak nie zmienił. No ale przez to jeszcze bardziej skupiałem się na odczuwaniu smaku. Szine (medytacja jednoupuktowienia) na smak.
Pierwszych kilka dni kwarantanny przespałem, poniekąd z premedytacją. Czułem się źle, słabo fizycznie, nawet nie za bardzo byłem w stanie czytać, męczyło mnie siedzenie na fotelu. Jedyną czynnościa jaka mnie nie męczyła było spanie. Więc starałem się jak najwięcwj spać. I przespać złe samopoczucie. A dwa-sen to najlepszy sposób regeneracji organizmu. Również psychiki.
Jak poczułem się lepiej to czytałem, (“Otwarte żyły Ameryki Łacińskiej”), grałem (Wolfenstein: Youngblood) i oglądałem (“Carnival Row”). Wszystko polecam.
Granie w FPS-a gdzie chodzisz i strzelasz do wszystkiego co się rusza, zapewne nie jest za bardzo zgodne z wyobrażeniem wielu osób o tym jak wygląda i co robi, kochający wszystkie zwierzątka weganin i miłujący pokój buddysta.
Bo ja wcale nie muszę być przepełniony miłością żeby być weganinem. Nie ma żadnego znaczenia co czuję wobec kury, niedźwiedzia, jakiegokolwiek czującego stworzenia. To nie ma nic do tego, że ma ono prawo żyć i być wolne od ekploatacji. W buddyzmie, na poziomie tantrycznym, wykorzystuje się gniew jako paliwo do medytacji. Ani jedna ani druga opcja nie zakłada napierdalania kogoś po ryju za to, że je mięso. Wystarcza wewnętrzne, dobrze zakorzenione, poczucie własnej wyższości.
I tak siedziałem te półtora tygodnia w dobrze zakorzenionym poczuciu własnej wyższości nad grzesznym światem. I straszliwie mnie to zmęczyło.
I kiełkowały mi w głowie nowe pomysły kulinarne.
Na zdjęciu moja pocovidowa produkcja. Dużo białka, kwasy omega 3, kiszonki czyli prebiotyki a nasza mikrobiota po covidzie potrzebuje wzmocnienia...
Gorąca kanapka z szarpaną sojowiną i kimchi.
Od jakiegoś czasu takie właśnie gorące kanapki, ewoluujące od burgerów należą do moich ulubionych dań, czy to na śniadanie czy na obiad. Tu jest szarpana sojowina z patelni, opisana w filmie jaki niedawno wrzucałem, w bułce burgerowej i do tego kimchi własnej produkcji.
Jak sobie przygotowujecie na kilka dni ugotowaną sojowinę to takie coś jest do zrobienia w 5-10 minut. Zamiast kimchi może być kiszona kapusta, jakieś inne kiszonki. Można też z sosami pokombinować
Zupa postna miso.
Postna zupa Recovery z miso i czosnkiem. Zupa nawiązująca do polskiej tradycji żurów i kiszonek w poście/na przednówku. Miso to Koreański odpowiednik polskiego żuru
Burger z cieciorki, suszonych pomidorów, orzechów włoskich i ziarna konopi.
Orzechy i konopie dostarczają nienasyconych kwasów tłuszczowych, cieciorka, konopie, orzechy dostarczają białka. Jeden taki burger to 240 kalorii 14 g białka i duża ilość nienasyconych kwasów tłuszczowych.
Do tego Kiszona kapusta czyli pokarm dla mikrobioty jelitowej. Doskonale sprawdzi się również kimczi. I sosem z vegan majonezu, pasty wasabi-trawa cytrynowa, żurawiny i soku z limonki.
Postne danie inspirowane kuchnią staropolską i niemieckim curry wursztem.
Z kiełbaską z takiej samej masy jak burger ale zawiniętej w folię i gotowaną na parze. Czerwona cebula, dojrzała gruszka, olej rzepakowy. Sos z balsamico, sosu sojowego i wędzonej papryki.
Trochę to nawiązanie do staropolskiej tradycji “iluzji kulinarnych” z polskiej kuchni magnackiej, trochę do niemieckiego curry wurszta z połączeniem do kuchni azjatyckiej, za sprawą sosu wasabi-trawa cytrynowa. Z powodów religijnych i nietolerancji laktozy, całe społeczności w Azji nie jedzą mięsa i/lub nabiału. Mock Duck czyli kaczka z seitana to specjał mający setki lat historii i wywodzi się z dawnej kuchni buddyjskiej w Chinach. Z innych powodów praktykowany post i dieta np. buddyjskich mnichów z Koreii aliminowały produkty odzwierzęce. Więc jak najbardziej dzisiaj postne dania moga korzystać z tego skarbca jakim jest kuchnia azjatycka i łączyć z lokalną.
Weganina po kaszubsku.
Znowu z elementami smaków azjatyckich bo jest trawa cytrynowa, limonka ale na bazie klasycznego przepisu na śledzia. Z rybą jest w tym okresie ciekawa sprawa. Bo wcale nie chodzi o o to czy ryba to mięsa a o to, że według dietetyki hipokratejskiej wystudza czyli studzi żądze cielesne. I zwierzęta wodne jak ryby i bóbr wystudzają. Podobne reguły istnieją w zasadach dietetyk azjatyckich.
I dozwolone ryby sporządzano, tam gdzie oczywiście było na to kogo stać, na bogato, na tłusto z mnóstwem przypraw. Najlepiej egzotycznych. Bo, bardziej były wówczas dostępne egzotyczne owoce, takie jak cytrusy czy figi, i przyprawy niż nam się to wydaje. Oczywiście były one tylko dla bogatych a doprawianie dużą ilością drogich przypraw egzotycznych składników miało charakter statusowy.
Możesz wyrazić uznanie i zachęcić mnie do kolejnych wpisów stawiając mi wirtualna kawę