

Polskiego Towarzystwa Medycyny Stylu Życia.

Przy okazji dubajskiej czekolady i wizyty w barze, w którym zaczęła się wojna gangów. w Hamburgu, pisałem o tym, jak głupie i psujące produkt są takie hypy jak na czekoladę dubajską.
https://rudekitchen.pl/dubajska-czekolada
A im bardziej wolny rynek tym skutki są gorsze. Działa prawo Kopernika i gorsze produkty wypierają lepsze,
Krem pistacjowy brzmi ciekawie prawda?
Kolor nie najgorszy, dobra cena 2.59 €.
No i to powinno zaniepokoić. Pistacje są drogie, ale o ile wysoka cena nie gwarantuje wysokiej jakości to za niska cena gwarantuje badziewie.
W składzie 20% pistacji. A główny składnik to******* zarówno dietetycznie, jak i etycznie olej palmowy… Jak powiada klasyk, jedynym celem przedsiębiorczości jest zysk, a to oznacza, że przedsiębiorczość nie ma moralności.
Jeżeli żeby zwiększyć zysk trzeba klienta oszukać to nie tylko można, ale NALEŻY to zrobić.
Dlatego konieczne są regulacje i to bardzo restrykcyjne, obłożone wysokimi karami (do przejęcia na własność państwową, a w idealnym świecie wspólną) przedsiębiorstwa łamiącego przepisy.
Jeżeli produkt nazywamy pastą dubajską to powinno być określone, że zawartość składnika zawartego w nazwie nie może być mniejsza niż 50%. Do dyskusji ile.
Na pewno nie jest wystarczająca regulacja, że w nazwie umieszczamy główny składnik. Bo to nadal będzie 20% pistacji, 19% oleju palmowego i długa lista tanich składników po kilkanaście czy kilka procent. To jest co najwyżej krem o smaku pistacjowym. I też powinno być określone, do dyskusji np. 25% pistacji minimum.
Harvey Washington Wiley amerykański chemik jest niedocenionym, bohaterem, który wniósł wielki wkład w walkę z nazizmem. Testował substancje dodawane do żywności na przełomie XIX/XX wieku w USA. Za jego sprawą zostały wprowadzone pierwsze regulacje żywności w Ameryce. Przed ich wprowadzeniem konserwantem dodawanym do mleka był toksyczny formaldehyd.
Wiley uratował zdrowie Ameryki. Zdrowie młodych Amerykanów ruszających w latach czterdziestych do Europy. Bez niego byliby o wiele słabsi i było mniej młodych ludzi zdolnych stawić czoła złu nazizmu. Kontrola żywności i Nowy Ład Roosevelta wygrały II Wojnę Światową.
Mniej więcej w tym samym okresie regulacje żywności zaczęto wprowadzać w Europie.
Przy każdej regulacji (a jeszcze bardziej deregulacji) jest ważne, by zadać sobie pytanie w czyim ona jest interesie? Konsumenta czy biznesu spożywczego. Pracownika czy korporacji?
“W porządku, istnieje walka klas. Ale to moja klasa, klasa bogatych, prowadzi tę wojnę. I to my wygrywamy”. To nie ja. To Warren Buffet. Nie ma obowiązku wiedzieć, więc wyjaśniam. 6 najbogatszy człowiek na świecie. Majątek szacowany na 145 miliardów dolarów. Chyba się zna.
A jak wygrywa? Ano tak właśnie, Dymając nas na każdym kroku jak na tym kremie pistacjowym i brakiem regulacji.
Ostatnie luźne dni przed kilkoma tygodniami ciężkiego zapierdolu w kuchni spędziłem po części oglądając serial „Gangi Londynu”. Chociaż nie było to bliskie memu sercu pokazanie ulicy, tego najniższego stopnia w hierarchii, zajmowanego, cóż za niespodzianka, zazwyczaj przez imigrantów, zwłaszcza nielegalnych.
W społeczeństwie klasowym wszystko ma charakter klasowy również przestępczość mniej i bardziej zorganizowana. A nielegalni imigranci są najniższą klasą, podklasą, warstwą społeczną.
Na drugim biegunie są bohaterowie „Gangs of London”. Wielcy bossowie. Świat gdzie polityka, biznes i zorganizowana przestępczość walczą o pieniądze i władzę. Podstawową zasadą kapitalizmu jest nieograniczona akumulacja i koncentracja kapitału.
Kapitału rozumianego nie tylko jako środki produkcji i pieniądze, ale też władza. Również nieformalna. Czy to szefów gangów czy influencerów. A jedynym celem każdej władzy jest więcej władzy. Jedynym celem kapitału jest więcej kapitału. Jak celem genu jest więcej genu.
Walka klas to też walka o to, gdzie kierowane są zasoby państwa, kto zyskuje na regulacjach podatkowych, na regulacjach nie tylko żywności. Tak samo kremu pistacjowego jak prawa pracy czy przepisów regulujących budownictwo mieszkaniowe.
Jakkolwiek szczytne byłyby idee to są one w najlepszym wypadku urojeniami idealistów (w sensie idealizmu filozoficznego). Sednem są zawsze interesy klasowe. To nie ideologia, ale interesy klasowe są powodem działań tego, czy innego państwa, działań tego, czy innego rządu, działań tej, czy innej organizacji, wprowadzanie tych, czy innych regulacji i praw. Stając naprzeciwko biznesowi zwykły konsument ani taki garkotłuk jak ja nie ma żadnej szansy.
Ale nie rozpaczajcie, organizujcie się jak powiedział Joe Hill. Bo szansę ma organizacja. Organizacje konsumenckie, związki zawodowe, ruchy społeczne. Jednostka – zerem, jednostka – bzdurą, sama – nie ruszy pięciocalowej kłody, jednostka uległym konsumentem, jednostka rynkowej maszynerii bezwolnym elementem.
Wiele osób przeciwstawia indywidualne wybory konsumenckie rozwiązaniom systemowym. Taka sprzeczność jest pozorna i służy jedynie umacnianiu szkodliwego status quo. Jednostkowe wybory, jednostkowe decyzje ujęte w organizacje, takie jak związki zawodowe, stają się rozwiązaniami systemowymi, wymuszonymi przez te organizacje na politykach i biznesie.
Jedynym celem władzy jest więcej władzy. Jedynym cenę kapitału jest więcej kapitału. Jedynym celem panowania klasowego jest jeszcze silniejsze panowanie klasowe. Ani politycy, ani biznes nic nam nie dadzą. Chociażby uczciwych przepisów regulujących skład kremu pistacjowego. Dostaniemy tyle, ile sami sobie weźmiemy, dostaniemy tyle, ile sobie wywalczymy i o ile będziemy nieustająco i wciąż walczyć