

Polskiego Towarzystwa Medycyny Stylu Życia.
Wyszedłem ze strefy komfortu. Ale tylko na chwilę. Właściwie, to tylko wystawiłem jedną nogę i rękę, i zaraz cofnąłem. Tylko po to żeby wymienić świetlówkę w kuchni. Zajęło mi to tylko 2 dni, co jest jak dla mnie, znakomitym wynikiem.
Mój zapał do tak zwanych prac domowych ogromnie wzrósł od kiedy tutaj mieszkam, wcześniej zajęło by mi to co najmniej tydzień. Ba! Kiedy kurier przywiózł moje zajebiste biurko i fotel kosmonauty to zaraz je, z marszu skręcałem. I nawet sprawiło mi to radochę
A całe życie nienawidziłem serdecznie wszelkich prac takich prac. Remontów, przemeblowań, montażu i temu podobnych. Myślę, ze ze trzy narzeczone mnie z tego powodu zostawiły. Biorąc pod uwagę,że nie były to zbyt udane związki, to w sumie moja niechęć do opuszczenia strefy komfortu i podjęcia wyzwania w postaci zamocowania haka w ścianie i powieszenia na nim obrazka okazała się jednak zbawienna. Dla obu stron. One mają mężów, którzy wieszają obrazki i skręcają meble, a ja święty spokój. Win-win, po prostu.
Ale jak nad tym chwile pomyśleć to temat jest całkiem poważny.
Zastanawiałem się dlaczego tak jest. Że tak bardzo, całe życie znosiłem wszelkich prac domowo-remontowo-montażowych, a jak przyjechało biurko to nie było mowy, żebym nie zabrał się za jego skręcanie i cieszył się jak dziecko z wycieczki do fabryki czekolady. Bo biurko to było coś co bardzo chciałem i potrzebowałem, czego kupienie sprawiło mi frajdę, znalazłem takie jak chciałem, z półeczkami, nadstawką, długo szukanie i starannie wybierane. Podobnie fotel, który wybierałem przez dwa dni, przeglądając mnóstwo stron w języku niemieckim, z którego wówczas nic nie rozumiałem (nie żebym teraz dużo rozumiał), prawie jak w statku kosmicznym po prostu, jak pierwszy raz na nim usiadłem to stwierdziłem “prawie jak Hermaszewski!” Bo robiłem to, żeby sobie sprawić przyjemność, żeby sobie sprawić sobie radość a nie dlatego, ze ktoś tak mi wymyślił i robię coś czego nie rozumiem. Na przykład kompletnie rozumiem, po co robić “przemeblowanie”. No po kiego wała przemeblowywać mieszkanie? Jeszcze trzy dni temu było dobrze tak jak stało a dzisiaj juz nie pasuje..no qffa..! No co się zmieniło przez te trzy dni?! No i właściwie po co? tego nie mogłem pojąć. Po co?! Da się mieszkać, jeść, spać, pisać, czytać. A przede wszystkim gotować. To jest ok. Jak mam biurko w tym miejscu przy oknie. A łóżko pod tamta ścianą i tak jest dobrze czyli wygodnie i użytecznie (to znaczy praktycznie) to przecież nagle za trzy ni to nie zacznie być niewygodne.
Jakiś Nauczyciel powiedział kiedyś, że często zachowujemy się w życiu jak ktoś kto wprowadza się do hotelu i zaczyna przemeblowywać, urządzać na nowo, remontować i malować pokój w którym zamieszkał na kilka dni. A potem przychodzi śmierć. A naszą ostatnia myślą jest: trzeba sofę przestawić pod tamtą ścianę. I odradzamy się jako roztocze żyjące w materacu łóżka…no piękna perspektywa, nie ma co…

Thoreau kiedyś napisał, że większość ludzi “prowadzi życie w cichej rozpaczy”, cichej rozpaczy, cichym sprzeciwie. I tym co mi przychodzi do głowy jest pytanie jakie usłyszałem dawno temu na jakimś wykładzie “czy to jest moje czy ich?” czy to to robię jest “moje”, robię to bo chce, bo potrzebuje, bo w jakiś sposób się w tym realizuję, służy czemuś dla mnie ważnemu czy jest “ich”, jakimś bezsensownym dla mnie wymaganiem czegoś co jest dla mnie zmarnowaniem czasu, siły, zasobów i robię to niejako wbrew sobie. Oczywiście taki zero-jedynkowy podział to duże uproszczenie ale czy nie jest tak, że to że tak często robimy coś co nie jest nasze, co wymusza na nas otoczenie, nasi bliscy ale też (bardzo często) społeczeństwo, jego konwencje i deprawacje jest jedną (w dużym stopniu systemową) z przyczyn depresji.
No i jest druga kwestia czyli “strefa komfortu”. Taki bardzo ważny składnik ideologii kołczingowej, która (i jej reprezentantów) poznałem trochę od środka (o czym może kiedyś napisze więcej) i na którą mam tym większe uczulenie obecnie (znacie Ptaśka Śtaśka? On ma podobne uczulenie)
No bo właśnie takie przemeblowanie i temu podobne to jest dla mnie “wyjście ze strefy komfortu” no bo sraj is de limit (czy jakoś tak) i codziennie lepszy niż wczoraj. A ja tak sobie od jakiegoś czasu myślę że ni huja! No pasaram! Rozbiłem namiot na środku strefy komfortu i nie wychodzę. Okopałem się, postawiłem zasieki a do fosy wlałem wrzącą lawę.
Bo tak jeżeli się zastanowić na tak zwany “chłopski rozum” no to właściwie, co to znaczy być w strefie komfortu i wyjść ze strefy komfortu? Co to jest ta “strefa komfortu”? Wygodne łóżko, dobra kawa, ewentualnie herbata, książka, spokój i bezpieczeństwo, miejsce w którym czuję się dobrze, w którym odpoczywam, relaksuje się. No i od raku mam moja strefę komfortu, której przez całe życie nie mogłem sobie zbudować. Cudowne miejsce w którym mieszkam i pracuję, w pięknym otoczeniu, w bezpieczeństwie emocjonalnym i materialnym )a obu mi całe życie brakowało). No i jak słyszę teraz, że ktoś mi mówi “wyjdź ze strefy komfortu to odpowiadam “ni huja, wypierdalaj bo ci jebnę. No bo po co niby mam wychodzić z mojej upragnionej i wymarzonej strefy komfortu? Jak masz depresję życie jest dostatecznie przejebane i trudne, i dostatecznie wiele rzeczy sprawia ci przykrość , Cierpienie właściwie sam fakt, że rano się budzisz. Nie zawsze tak jest oczywiście są lepsze dni ale generalnie życie jest już wystarczająco bolesne, żeby chcieć sobie jeszcze dokładać cierpienia. No chyba, że na krótko i w bardzo konkretnym celu: wejść na drabinkę i wymienić przepaloną świetlówkę, bo źle się pracuje w kuchni kiedy jest ciemno.
Pojęcie “strefy komfortu to bardzo popularne pojęcie i bardzo popularnie, bardzo źle używane. Zupełnie błędne dodawane jest mu bardzo negatywne znaczenie, podkreślanie że “tkwienie w strefie komfortu” jest zawsze czymś bardzo czymś złym a wychodzenie zawsze czymś bardzo dobrym. A tak wcale nie jest. Strefa komfortu, miejsce bezpieczeństwa, odpoczynku, regeneracji to coś, czego każdy z nas potrzebuje aby móc funkcjonować w świecie i stawiać czoła trudnym sytuacjom.
Mój przyjaciel będzie nagrywał na ten temat film z obszernym wyjaśnieniem. Sam się nie mogę doczekać i jak tylko się pojawi to udostępnię. Rozmawiałem z nim przed napisaniem tego tekstu i na parę spraw spojrzałem inaczej dzięki tej rozmowie. I tak na koniec, jedna rzecz jaka dostałem od Michała.
Zanim wyjdziesz ze strefy komfortu, to najpierw sprawdź czy w niej jesteś. Czy jesteś w miejscu, w sytuacji w której czujesz się dobrze, gdzie się regenerujesz i odpoczywasz. Czy w ogóle masz takie miejsce. Dla mnie ważne jest to poczucie bezpieczeństwa, na różnych poziomach, którego od 8 roku życia nie miałem a mam dopiero od roku i dopiero od roku mogę się cieszyć z bycia w “strefie komfortu”. Jeżeli u Ciebie jest podobnie jak było u mnie a ktoś ci będzie proponował wyjście ze strefy komfortu to napluj mu w oko. Możesz się śmiało potem tłumaczyć, że to ja tak ci doradziłem
,
Disclaimer:
Nie jestem psychologiem terapeutą ani psychiatrą. Piszę z punktu widzenia osoby cierpiącej przez całe życie na depresję i nie należy traktować tego co piszę, jako jakikolwiek wskazówki terapeutycznej czy medycznej. Jeżeli podejrzewasz, że możesz mieć depresję lub inne zaburzenie psychiczne zwróć się do wykwalifikowanej osoby po pomoc. Wykwalifikowana osoba jest lekarz psychiatra, psychoterapeuta, psycholog. Nie sa takimi osobami rozmaici internetowi guru, specjaliści z uniwersytetu jutube czy doradcy rozwoju osobistego i duchowego.
Pamiętaj też, że depresja ani żadna inna choroba psychiczna nie jest niczym złym ani zawinionym. Często natomiast jest czymś co można wyleczyć a przynajmniej w czym farmakoterapia i psychoterapia mogą bardzo pomóc i z czym można mieć całkiem dobre i udane życie.