Katastrofa w Sokółce

To będzie trochę jak wybuch bomby atomowej. Bez promieniowania, ale w promieniu kilkudziesięciu kilometrów wszystko zostanie zniszczone.
A mówiąc dokładniej zostanie zniszczone lokalne rolnictwo wokół Sokółki w Białostockim. A jeszcze dokładniej wokół chłodni w Sokółce.
Do zakładu wszedł syndyk po tym, jak sąd ogłosił upadłość właściciela chłodni spółki Eskimos SA mającej 450 wierzycieli.
Sytuację pogarsza upolitycznienie sprawy i udział w niej ministra rolnictwa w poprzednim rządzie Jana Krzysztofa Ardanowskiego
Syndyk zapowiada sprzedaż chłodni. O ile znajdzie się nabywca. Jeżeli nie...
Zakład w Sokółce zatrudnia ponad 150 osób, drugie tyle pracuje w sezonie.  Jeden z największych pracodawców w promieniu kilkudziesięciu kilometrów.
Ponad 150 osób tracących pracę zakładach chłodniczych w Sokółce dorzuci kolejny procent czy dwa do bezrobocia, które już w tej chwili w powiecie wynosi ponad 10%. W mieście mającym kilkanaście tysięcy mieszkańców. 150 osób więcej bez pracy odbije się wyraźnie nie tylko na domowych budżetach, ale też chociażby na lokalnych sklepach. Tym bardziej. Że spadną dochody okolicznych rolników. Że pojawią się również bezrobotni, wcześniej pracujący w rolnictwie. 
Stanie się coś jeszcze. Bardzo ważnego 
Żywność to nie są, na przykład dżinsy. Akurat chcę sobie kupić fajne spodnie, fajne dżinsy, najlepiej spirit 69 albo podobne.
I szukam dobrej promocji. W Niemczech tych promocji, internetowych outletów jest dużo.
Albo markowe chinosy.
I jak kupie to mieć będę na... rok, dwa, kilka. I mogę generalnie spokojnie szukać bo jak nie mam to się owinę sari albo będę chodził z goła dupą
Albo zakup jak samochodu. Nie mam samochodu i jeżdżę komunikacją. A w ogóle to w domu jest fajnie i można siedzieć i trollować inteligentów w internecie. 
Tym bardziej z goła dupą. Bo przypominam, że nie mam spodni.
Ale jak potrzebuje chleb? Fasolę, pomidory. To potrzebujemy dzisiaj nie za 3 miesiące. I jutro i pojutrze też. Żywność jest tym podstawowym dobrem bez którego nie ma innych. Bo umieramy.
Jakikolwiek towar, jakąkolwiek wartość nabiera dzięki pracy ludzkiej. Dla pracy ludzkiej niezbędną jest żywność. Tak jak silnik ciężarówki przewożącej zaopatrzenie do sklepu spożywczego potrzebuje benzyny, prądu czy oleju napędowego tak kierowca i każdy inny, który uczestniczy w tym procesie od pola do stołu jako paliwa potrzebuje żywności.
Każdy jakąkolwiek pracę wykonuje, jakkolwiek żyje, potrzebuje efektów pracy tych, którzy pracują w łańcuchu od pola do stołu. Żywność jest dobrem absolutnie podstawowym, fundamentalnym, początkiem wszelkich dóbr, wszelkich towarów, wszelkiej wartości i wszelkiej produkcji. 
 I takie wydarzenia jak upadek zakładów Sokółce i następujące zanim prawdopodobnie upadek rolnictwa w promieniu kilkudziesięciu kilometrów są poważnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa żywnościowego. 
Co więc mogłoby, czy co powinno się stać?
Odpowiedź jest moim zdaniem dość oczywista. Jest w Polsce podmiot gospodarczy, który jest jak stworzony do takich sytuacji.
To Polska Grupa Spożywcza. Państwowy konglomerat sięgający niemalże od pola do stołu, przynajmniej w teorii. Którego jednym z nadrzędnych celów jest, czy może raczej powinno być zapewnienie bezpieczeństwa żywnościowego kraju.
Dalsze nieprzerwane funkcjonowanie chłodni jest kluczowe dla rolnictwa w promieniu kilkudziesięciu kilometrów, którego chłodnia jest praktycznie jedynym kontrahentem>
Jeżeli zakład przejdzie w ręce międzynarodowej korporacji, służyć będzie jej interesom i zaspokajaniu potrzeby zysku, jeżeli przeszedłby na własność państwowego konglomeratu. Czy konglomeratu utworzonego na wzór niemieckiej sieci spółdzielczej sklepów edeka służyłby zaspokajaniu potrzeb polskich konsumentów i rolników? 
Istnieją w Polsce grupy producenckie, niektóre z nich również tworzą zakłady przetwórcze. Dlaczego Polska Grupa Spożywcza nie mogłaby wesprzeć lokalnych rolników w utworzeniu grupy producenckiej i przejęciu razem z nimi tego zakładu. 
Jak mawiają kołcze sukcesu: nie patrz na to jak na problem. Patrz na to jak na okazję. Aby zwiększyć bezpieczeństwo żywnościowe Polaków. 
Oczywiście tak się nie stanie.
Idea państwowego konglomeratu spożywczego, to idea poprzedniego rządu, więc z definicji dla obecnie rządzących zła, jak wszystko, co robili poprzednicy. Na tej zasadzie na przykład zniszczono reformę psychiatrii Marka Balickiego, dla mnie osobiście bardzo ważną. Ale  pod tym jest sposób myślenia o państwie i społeczeństwie.  I o człowieku. Pytanie o to na ile jesteśmy kowalami własnego losu a na ile igraszka przypadku takiego jak to czy urodziliśmy się w biednej czy bogatej rodzinie?
I czy to ma decydować w wypadku kogoś, kto jak ja jest poważnie chory od dzieciństwa o tym, czy otrzyma pomoc? A ludzie, którzy nie ze swojej winy tracą źródło utrzymania. Jak pracownicy z Sokółki i okolic? Czy wszystko jest w ich rękach, czy jako społeczeństwo jesteśmy połączeni i zobowiązani, by jedni drugich brzemiona nosić? 
I jeżeli państwo w takiej sytuacji nie pomaga, nie wspiera, nie ratuje swoich tracących grunt spod nóg obywateli to jaki ma sens jego istnienie?

U nas w gastro najlepszą motywacją do dobrej pracy jest dobry napiwek. jeżeli podoba ci się, to co piszę zostaw mi napiwek

Moje media społecznościowe

 

Kategoria:

Share