

Polskiego Towarzystwa Medycyny Stylu Życia.

Wiele osób na Zachodzie uważa buddyzm za ponurą i nihilistyczną… religię/filozofię/ścieżkę życiową. Z obsesją na punkcie śmierci i cierpienia.
Faktycznie. Pierwsza (z czterech) Szlachetna Prawda brzmi: Istnieje cierpienie. “Narodziny są cierpieniem, starzenie się jest cierpieniem, śmierć jest cierpieniem; rozpacz, lament, ból i napięcie są cierpieniem; powiązanie z niechcianym jest cierpieniem; rozłąka z upragnionym jest cierpieniem; nie osiągnięcie pożądanego jest cierpieniem”. Uwarunkowana egzystencja jest nieustającym pasmem cierpienia. Analizowanie i klasyfikacja tego cierpienia jest ważną częścią buddyjskiej teorii i praktyki. Ale tylko częścią i punktem wyjścia tak jak i świadomość nieuchronności śmierci. Bo jakie znaczenia ma cokolwiek skoro za chwilę (Tybetańczycy mawiają, że “nigdy nie wiadomo co będzie szybciej. Następny dzień czy następne życie”), być może jeszcze dzisiaj-umrzemy. Ta świadomość że nigdy nie wiemy ile jest przed nami życia i ze być może tylko kilka godzin, jest w buddyzmie źródłem potężnej motywacji. Jak powiedział Budda “jak ktoś na kim palą się włosy”, tak powinniśmy podchodzić do praktyki Dharmy. Kiedy bierzemy wdech nie wiemy czy nie jest ostatnim. Kiedy wstajemy nie wiemy czy dożyjemy wieczora, kiedy wychodzimy z domu nie wiemy czy powrócimy.
Ale ta świadomość śmierci jest tylko punktem wyjścia. Gdyby Budda poprzestał na tej smutnej konstatacji, faktycznie byłby to nihilizm. Ale za Pierwszą idą trzy kolejne Szlachetne Prawdy o przyczynie cierpienia, ustaniu cierpienia i prowadzącej do tego Ścieżce.
Czy chcielibyśmy leczyć się u lekarza który zapewnia nas że nic nam poważnego nie jest i nie ma się czym przejmować, smażony na smalcu schabowy pod litra wódki nie szkodzi wątrobie a dwie paczki papierosów dziennie to nic.. czy u takiego która rzetelnie stawia diagnozę i ostrzega że z nasza wątrobą to dieta i wstrzemięźliwość. I zaleca odpowiednie lekarstwa. I terapię, niekiedy operacje i rehabilitacje. niekoniecznie przyjemne ale przynoszące ratunek
A wszak-cały czas tak postępujemy. Uciekamy w rozmaite aktywności, znieczulacze przed cierpieniem i nieuchronnością nadchodzącej z każdą sekundą śmierci. Mówiąc o śmierci i cierpieniu, Budda to właśnie nam mówi. Jesteśmy ciężko i śmiertelnie chorzy a nasze rozrywki są jak szklanka słonej wody na pustyni i zlizywanie miody z ostrza noża, prowadzą nieuchronnie do cierpienia.
“Świadomość nieuchronnej śmierci sprawia, że podchodzisz do życia z większą energią, a jeśli zaakceptujesz fakt, iż śmierć jest jednym z jego elementów, to gdy wreszcie nadejdzie, dużo łatwiej ją przyjmiesz” J. Św Dalajlama XIV
Dobrze jest też zdać sobie sprawę z bardzo istotnej różnicy między kulturą zachodnią wyrosłą na gruncie religii abrahamowych z liniowym pojmowaniem czasu i “postanowione ludziom raz umrzeć, a potem sąd” Hbr 9,27 z kulturami wyrosłymi z religii dharmicznych, z kołową linią czasu i śmiercią po której jest zawsze następne życie czyli następna szansa.
Jeżeli sobie to uświadomimy to łatwo też zrozumiemy że w buddyzmie nie ma przegranej. Że ta obsesja śmierci, nawet jeżeli pominiemy znaczenie procesu umierania jako sposobności do osiągnięcia Oświecenia (a przynajmniej “korzystnego odrodzenia”, ma swoja jasną, pozytywną stronę. Skoro odradzamy się wciąż i wciąż, aż osiągniemy Stan Buddy..to, może za tysiące eonów, ale w końcu osiągniemy Oświecenie. Wszystko inne nie jest trwałe i kiedyś się kończy. Ta myśl, ze jak nauczał Oświecony, nic nie jest trwałe i wszystko przemija, również, każde cierpienia pomogła mi siedem lat temu, kiedy na dnie najgorszej depresji pragnąłem już tylko umrzeć by zakończyć swoje cierpienie
W buddyzmie nie ma potępienia na wieki, nie tylko dlatego, że nie ma nikogo, kto by nas potępił ale też dlatego, ze każde odrodzenie wcześniej czy później dobiega kresu. Wszystko jedno w którym z tzw. Sześciu Światów się odradzamy. Świat bogów (tak w buddyzmie, są bogowie, są to potężne i długowieczne istoty, cieszące się bardzo długim życiem w rozkoszy, ale są to istoty samsaryczne, rodzą się i umierają a ich egzystencja jest uwarunkowana nagromadzoną karmą, tak samo jak nasza), asurów (półbogów), ludzi, zwierząt, głodnych duchów i piekieł (istot piekielnych). Odrodzenie w każdym z tych światów czy w każdej z tych form egzystencji jest uwarunkowane naszą karmą. Co też jest jest dobra wiadomością. Bo karma nie jest żadnym przeznaczeniem ani wola bożą ale skutkami naszych własnych czynów. I to my i tylko my mamy summa summarum klucz do skarbu, którym jest nasz własny umysł.
Sześć Światów, na innym poziomie (bo w buddyzmie właściwie każda nauka ma wiele poziomów, inne znaczenie jest na poziomie względnym, inne na absolutny, inne jest znaczenie zewnętrzne, inne wewnętrzne a jeszcze inne tajemne, ta wielopoziomowość i to że można rozumieć i tłumaczyć to samo na wiele sposobów i każdy będzie prawdziwy i słuszny to tez charakterystyczna cecha buddyzmu) to sześć stanów naszego umysłu, sześć emocji. Budda pozostawił (Czwarta Szlachetna Prawda) szczegółowe instrukcje jak pracować z każdą z tych emocji, by wykorzystać je na Ścieżce. I osiągnąć kres kresów, którym jest stan Buddy. Taniec szkieletów okazuje się ostatecznie tańcem wielkiej radości mahamudry.
Autor nie uzurpuje sobie reprezentowania czystego, buddyjskiego widzenia. jest tylko psem zagubionym w samsarze. Ale wierzy, ze podzielenie się swoim skromny doświadczeniem może przynieść pożytek i zachęcić do poszukiwania znaczenia Świętej Dharmy.
Cały pożytek jaki wyniknie z tego tekstu, jest zasługą moich szlachetnych Nauczycieli, przede wszystkim Szlachetnego Mahasidhy Garchena Rinpoche, którego długiemu życiu i zdrowiu dedykuję całą zasługę z wszelkich moich aktywności
Podoba Ci się ten przepis? Chciałbyś więcej tego typu materiałów?
Wesprzyj to co robię i ciesz się bonusami dla patronów bloga