

Polskiego Towarzystwa Medycyny Stylu Życia.
Dawno, dawno temu..nie, nie aż tak dawno.. Ale kilkanaście lat temu studiowałem dość intensywnie rozmaite europejskie religijne tradycje rdzenne (zwane dziś powszechnie “pogańskimi”) . I takie ciekawostkie mam dla was. Nie jest żadną tajemnicą, że wiele chrześcijańskich dziś tradycji to pierwotnie były zwyczaje religii lokalnych. Proces włączania takich obrzędów czy świąt, nie jest niczym niezwykłym. W buddyzmie obejmuje nawet różne miejscowe bóstwa stające się “strażnikami Dharmy” czy bodhisattwami.
Ale co innego jest tu ciekawsze.
Skoro obyczaje Helloween są celtyckiego pochodzenia to skąd tu na Cernunnosa (bardzo ciekawe bóstwo celtyckie, przedstawiane w pozycji medytacyjnej) dynia? Przecież dynia raczej nie była popularna wśród starożytnych Celtów. Ani generalnie w Europie przed XVI wiekiem. Co innego wśród mieszkańców Ameryki. Jest to zresztą tez dość ciekawa historia, bo chociaż dynia była znana już w starożytności i na Bliskim Wschodzie i w Rzymie, to prawdziwą popularność w Europie ten owoc uzyskał dopiero po ponownym odkryciu na początku XVI-ego wieku, przywieziony z Nowego Świata przez Hiszpanów.
Owoc. Bo dynia, co pewnie wiele osób zdziwi jest owocem a nie warzywem. I to jagodą! Oczywiście jeśli mówimy z punktu widzenia biologii -botaniki i systematyki. Bo funkcjonalnie i kulinarnie to faktycznie warzywo. Cóż….Luigi Pirandello już dawno temu napisał “Tak jest, jak się państwu zdaje”.
Tak czy owak.. czy to owoc czy warzywo mam dla Was bardzo prosty przepis na bardzo zajefajny sos dyniowy.
SKŁADNIKI:
500 g dyni (bez pestek)
1/2-1 łyżeczki wędzonej soli
1/2-1 łyżeczki mielonego czosnku
300 ml wody
kilka łyżek oleju (ok. 50 ml)
SPOSÓB PRZYGOTOWANIA:
Dynię pieczesz w piekarniku, w temperaturze 200 stopni, od 20 do 40 minut, aż będzie miękka, pachnąca i zbrązowiała lekko na wierzchu. Studzisz. jeżeli ci się śpieszy użyj “domowej szokówki”
Wystudzoną dynie kroisz w duże kawałki. Jeżeli użyjesz dyni hokkaido to razem ze skórą, inne odmiany obierz ze skóry.
Dodajesz stopniowo wodę, sól, olej, czosnek i blendujesz dokładnie. Wody i oleju dodajesz do uzyskania konsystencji gęstego sosu.
Zagotowujesz ciągle mieszając, bo sos bardzo łatwo się przypala
WARIANTY:
najlepsza jest do tego przepisu dynia Hokkaido, ale można użyć innej odmiany.
Smak sosu można dodatkowo podbić dodatkiem płatków drożdżowych, płatki dodadzą do smaku serowej nuty.. Jeżeli dodacie płatków to trzeba dodać trochę więcej wody bo płatki zagęszczą sos
Jeżeli nie macie wędzonej soli (można kupić na Allegro, w Kuchniach Świata, Kotanyi ma też wśród swoich przypraw-ale nie wiem jak jest z dostępnością w zwykłych sklepach) można użyć wędzonej papryki.
Olej jest potrzebny dla podbicia smaku, dzięki niemu będzie pełniejszy, bardziej “umami”, pełni w tym przepisie role jednej z przypraw. Podobną role pełni czosnek. Jeżeli nie uda ci się kupić mielonego czosnku to oczywiście możesz użyć granulowanego a nawet świeżego ale w tym wypadku pamiętaj, że świeży czosnek o wiele bardziej zaostrzy smak.
UWAGI:
Ilość wody jest mocno orientacyjna, zależy tak naprawdę od tego jak gęsty chcesz sos uzyskać i jaka jest konsystencja dyni po upieczeniu.
Jeżeli lubisz ostre to dodaj świeżego chili, najlepiej opalonego na patelni albo bezpośrednio na ogniu.
Z podanych proporcji wychodzi około pół litra gęstego sosu.
Sos świetnie komponuje się np. z makaronem
No a jak to z tą dynia na Helloween było?
No przede wszystkim to nie Helloween tylko Samhain, bo tak się nazywało celtyckie święto z którego ten zwyczaj pochodzi. Celtowie (ale tez inne ludy europejskie np. Słowianie-pamiętacie, choćby z Mickiewicza, obrzęd Dziadów?) uważali, że w ten dzień a właściwie noc, zostają otwarte bramy pomiędzy światami i demony, strzygi, duchy i inne byty mogą wejść do naszego świata. I tak samo jak z ludźmi-jedne są miłe i pomocne a inne złowrogie i niebezpieczne. Stąd zwyczaj palenia ognisk by odstraszyć złe duchy i noszenia masek, robienia tak jak dziś z dyni, strasznych świecących twarzy. Tyle ze w tamtych czasach wydrążano i wkładano świeczkę nie w dynię, a w rzepę. Co swoją drogą musiało być cholernie trudne. Nawet jeżeli założymy ze wybierano do tego wyjątkowo duże rzepy, to jednak jest ona dość twarda.
I pewnie wygoda była powodem, że kiedy irlandzcy imigranci dotarli do Ameryki to zamiast rzepy zaczęli używać dyni. A dziś ten obyczaj zatoczył koło i dotarł z powrotem do Europy. Ostatnio na zakupach, u mnie na niemieckiej prowincji, widziałem motywy helloweenowo-dyniowe. To jeszcze jedna ciekawostka-dowiedziałem się niedawno, że w tej okolicy jest całkiem sporo osób praktykujących dawne rdzenne, germańskie wierzenia, nawet napotkałem kiedyś ich kamienne totemy w lesie. A w Polsce , stał się niejako namiastką rodzimych Dziadów. O Dziadach pewnie kiedyś napisze więcej bo to bardzo “jedzeniowe” święto.