Never trust the obese chef!

Od jutra znowu goście na pokładzie więc wczoraj skorzystałem z pięknej pogody i wyskoczyłem oczywiście do Hamburga, zobaczyć 12 krzeseł. Napiszę o tej wycieczce i tych krzesłach osobno, bo to część mojego pomysłu na... Przeczytacie, zobaczycie. Ale temat cholernie ważny, zwłaszcza obecnie.
Wracając wbiłem do Rossmanna na dworcu w Hamburgu po batony wegańskie. Wegańskie batony białkowe WellMix Rossmanna rules. I kosztują tylko 99 centów.
Przy okazji kupiłem do przetestowania na drogę też WellMix wegański drink białkowy. Nie urywa, ale można wypić.
Na przykład jak się jest w takiej trasie jak wczoraj. 20 km na piechotę i 1400 kcal spalonych podczas aktywności. YEH! tak się robi redukcję!
ostatnio waga znowu poszła do góry. Wiec wracam do liczenia kalorii.
Z zastrzeżeniem, że nie liczę kalorii, jeżeli mam taki dzień jak wczoraj.
Moje wczorajsze zapotrzebowanie kaloryczne to ponad 3000 kcal i nie ma bata, żeby podczas takiej wycieczki tyle zjadł. Śniadanie, lunch na mieście, ewentualnie jakaś przekąska.
Minusem jest, że po powrocie do domu jem obfitą kolację. O ile nie jestem zbyt zmęczony i nie idę od razu spać, ale i tak mam ujemny bilans kaloryczny.
Przy redukcji/deficycie kalorycznym jest ważne, żeby dostarczać dużo białka. Więc włączam batony białkowe, wracam do odżywki białkowej (której tez już nie byłem w pewnym momencie w stanie jeść, ale zacząłem dodawać np. do moich jogurtowych deserów) czy takie właśnie drinki białkowe
jeden taki drink to 200kcal i aż 25 białka.
Batony mają po niecałe 200 kcal i 12 g białka
Takie mikro wycieczki z długą pieszą trasą są świetnym sposobem na to, żeby zachować. Kondycje. Nawet lepszym dla kogoś, kto pracuje na siedząco, a nie fizycznie jak ja.
Bardzo ważna rzecz: pamiętajcie, żeby wziąć coś do picia. Zwłaszcza w takiej gorącej porze roku. Najlepiej napój izotoniczny.
I oczywiście nie ma co szarpać się na 20 km od pierwszego dnia. Zwłaszcza jak ktoś prowadzi siedzący tryb życia. Myślę, że dystans 4 km jest bardzo w porządku na początku.
I chodzi o to, że to nie jest nabijanie kroków i sprawdzanie ile to już spaliłem kalorii. To o kant dupy rostrzaść jest.
Wczoraj pojechałem na Niendorf. Dzielnice Hamburga w której wcześniej nie byłem. Kocham odkrywać nowe miejsca, ale też po raz pięćdziesiąty powłóczyć sie po St. Pauli, podziwiać Elbę i Speicherstadt. Iść do nowej dla mnie knajpy, dwa, trzy kilometry. To jest istotne w aktywności. Żeby sprawiała Ci frajdę. Żeby nie była to jakaś mniej czy bardziej wyimaginowana nagroda, że jak schudnę to… zarucham czy cos albo że jak będę sprawniejszy to będę tak dobrze pracował, że dostąpię zaszczytu uściśnięcia ręki prezesa. Pfuj… a ja wiem gdzie on te renke wcześniej trzymał…
Sama ta aktywność ma być nagrodą, ma być czymś, co lubisz robić, bo sprawia ci to przyjemność, to twój sposób spędzania czasu, hobby..
To trochę jak z pracą… gdybym nie musiał pracować albo pracował robiąc cos innego to i tak bym gotował i karmił ludzi, bo to kocham. Gdybym nie musiał dbać o kondycje i wage to też włóczyłbym się na piechotę godzina po Hamburga czy po kolejnych miastach jakie odwiedzam, bo to uwielbiam.
Warto właśnie taką aktywność, która sama dla siebie jest przyjemna i jest nagrodą. Nie, masturbacja się nie liczy.

 

Moje media społecznościowe

Kategoria:

Share