

Polskiego Towarzystwa Medycyny Stylu Życia.

Duchowość jest modna. Od kilkudziesięciu lat co najmniej. Swojego guru mieli Beatelsi, gwiazdy i celebryci uczą medytacji, na zmianę z gotowaniem. Medytacja jest modna. To moda jeszcze gorsza niż na dietę bezglutenową czy keto, powieści Paulo Coelho albo picie moczu.
Ostatnio przeglądałem rozmaite topowe blogi i oczywiście pojawiał sie tam temat medytacji i tego jaka to jest zajebista. Bo tyle przynosi korzyści…
Otóż nie moi drodzy. Medytacja nie przynosi żadnych korzyści. Nie po to jest. Jeżeli medytacja przynosi ci korzyści to jesteś jak strzała lecąca prosto do piekła.
Ale jak to!? Ale czemu to?! Przecież ci mnisi w szafranowych szatach są tacy COOOOOLLL i ten jak mu tam dalejlama taki usmiechnięty. I nawet w telewizji śniadaniowej ostatnio był taki celebryta co to zaczął propagować medytacje bo był na tygodniowym kursie i teraz jest innym człowiekiem. Wprawdzie tak samo głupim i płytkim… ale innym.
No i taką zajefajną apkę do medytacji polecał i można kupić kurs w którym prowadzi różne medytacje. I potem się jak takim COOOOOLLL i tak jest miło.
Jaki jest najlepszy kurs medytacji? Idź na oddział chorych na raka albo do domu starców i przepracuj tam kilka miesięcy. Kiedyś jogini spędzali miesiące a nawet lata na górskich odosobnieniach, na polach kremacyjnych i cmentarzach. Bez aplikacji, porad celebrytów i wakacji z medytacją w luksusowych hotelach spa. Sam na sam ze śmiercią.
Umrzesz. Żadna medytacja, żadne bogactwo, żadne cnoty ani żadne lekarstwo nic nie pomoże, nic tego nie zatrzyma. Żadna medytacja tego nie zmieni. Żadna medytacja nie da ci żadnej korzyści wobec tego faktu. Umrzesz, umrą wszyscy twoi bliscy, nic nie jest trwałe a każdego z nas nieuchronnie czeka cierpienie.
Budda Śakjamuni rozpoczął swoje Nauczanie od wygłoszenia Czterech Szlachetnych Prawd, z których pierwsza jasno i wyraźnie mówi “istnieje cierpienie”. “Narodziny są dukkha (cierpieniem), starzenie się jest dukkha, śmierć jest dukkha; rozpacz, lament, ból i napięcie są dukkha; powiązanie z niechcianym jest dukkhą; rozłąka z upragnionym jest dukkha; nie osiągnięcie pożądanego jest dukkha. Pokrótce, pięć znikających zespołów jest dukkha”
Medytacja nie jest po to, żeby od tego faktu uciec. Medytacja jest po to by zobaczyć go z całą jego jaskrawością. I… nic, ale to absolutnie nic nie zrobić z tym faktem. Niektórzy mówią, ze medytacja to kontrola nad umysłem. Medytacja pokazuje ze nie ma nikogo kto mógłby kontrolować ani tez nie ma niczego co można by kontrolować. To nie ma ja-nie ma problemu, nie ma podmiotu i przedmiotu, nie ma różnicy między myślą a brakiem myśli.
W bezpośredniej chwili doświadczania
nie ma niczego, co mógłbyś powiedzieć,
pomyśleć i sklasyfikować.
Tarthang Tulku Rinpoche, jeden z najwybitniejszych nauczycieli tradycji Ningma buddyzmu tybetańskiego (Wadżrajany)
Oczywiście są praktyki medytacyjne, które wymagają świadomego wysiłku, aktywności mentalnej, wizualizacji, recytowania wielu stron tekstu. Bywa to hardcorowe-kiedy recytujesz po tybetańsku, jednocześnie śledzisz tekst po polsku i robić skomplikowaną i zmieniającą się wizualizację. Ale można powiedzieć że jest to trening przygotowawczy, wstęp do etapu na którym nabywa się swoistej “nieświadomej kompetencji”. W buddyzmie jest to nazywane nie-medytacją, medytacją bezwysiłkową czy spontanicznie samopowstałym stanem umysłu. Stanem którym znika dualizm i nie ma rozróżnienia na podmiotu który medytuje, przedmiot medytacji i sam proces medytacji. Jako buddyści wierzymy że jeżeli będziemy potrafili utrzymać ten stan w momencie śmierci to stanie sie ona momentem wyzwolenia z koła samsary (narodzin i śmierci) i osiągnięcia Stanu Buddy
Podoba Ci się ten tekst? Chciałbyś więcej tego typu materiałów?
Wesprzyj to co robię i ciesz się bonusami dla patronów bloga