

Polskiego Towarzystwa Medycyny Stylu Życia.

Szczęśliwie nie przepadam, za quinoą co oszczędza mi dylematów etyczno-ideologicznych, jakie mam przy smaczliwce (zwanej też avocado) link. Do etycznej konsumpcji mam zresztą stosunek trochę podobny jak do coś-tam-waste, slow, minimalizmu czy podobnych “fanaberii” i ideologii (w znaczeniu marksowskim).
A jeżeli kogoś gniecie sumienie (i słusznie) przy jedzeniu quinoi to dodam taka ciekawostkę.
Zmiany klimatyczne sprawiły że quinoa jest obecnie uprawiana również w.. Bawarii. Sama produkcja (ze względu na chociażby wyższe zarobki niż w Peru) jest droższa ale rolnicy sprzedają ją bezpośrednio na miejscu, bez długiego łańcucha pośredników. Bawaria jest pod tym względem w ogóle ciekawym miejscem bo inni plantatorzy eksperymentują z uprawą fig i migdałów.
Bawarska quinoę zamówicie tutaj
Zostało mi trochę ugotowanej quinoi, którą szykowałem na obiad dla joginów, którym co tydzień gotuję od jakiegoś czasu. I pomyślałem, że głupim nie będzie wykorzystać oną komosę..nie sądzicie, ze to jakoś tak bardziej sarmacko brzmi KOMOSA..hej komesie! zjesz waszmość komosy? A cóż to za dziwo mości Kuchnistrzu?! A zamorskie Waćpanie. Dodałem do podpłomyka
Tako i wy zacni gospodarze uraczcie komesa komosą w podpłomyku
SKŁADNIKI:
200 g maki pszennej
75 g (pół szklanki) ugotowanej komosy
40 g (3 duże łyżki) czarnego sezamu
łyżeczka wędzonej papryki (opcjonalnie)
pół szklanki jogurtu łubinowego (lub innego)
pół łyżeczki soli
SPOSÓB PRZYGOTOWANIA:
Mieszamy mąkę z solą, papryką i sezamem, dodajemy komosę i jogurt i wyrabiamy, dłuuugo ciasto. Ciasto powinno mieć podobna konsystencję jak ciasto na pierogi.
bardzo ważne przy robieniu podpłomyków jest by ciasto było dobrze wyrobione i napowietrzone (po przekrojeniu maiło pęcherzyki powietrza)
Zawijamy w folie spożywczą i wkładamy na pół godziny do lodówki.
odrywamy małe kawałki i wałkiem lub ugniatając rekami, formujemy placuszki o podobnej grubości jak na pierogi.
Pieczemy z obu stron na suchej patelni
WARIANTY:
Wariantów jest mnóstwo. Można do ciasta dodawać rozmaite suszone zioła: tymianek, rozmaryn, majeranek, kmin. Zachęcam do zabawy dodatkami smakowymi.
Wcześniej publikowałem przepis na podpłomyki z kaszą jaglaną (link) i widzi mi się, ze można do tej polskiej tortilli (albo polskiego taco) dodawać różne rodzaje kaszy. Świetny sposób jeżeli zostanie nam odrobina kaszy z którą nie ma co zrobić.
Oczywiście można robić podpłomyki z innej mąki zawierającej gluten. Kiedy ostatnio była Czcigodna lama Rachel, dla niej i jej męża zrobiłem podpłomyki z mąki orkiszowej. Żytnia oczywiście będzie też dobra, jak najbardziej mąki razowe, nawet będą bardziej zgodne z tradycją. Tysiąc lat temu nasi przodkowie raczej nie bawili się w produkcję białej mąki.
Od biedy i w ostateczności można nawet zastąpić jogurt wodą (chociaż proponowałbym gazowaną)
UWAGI:
Jak już pisałem w poprzednim przepisie na podpłomyki-kluczowe jest dokładne i długie zagniatanie ciasta. najlepiej robić to w robocie planetarnym a na końcu jeszcze kilka razy w rękach.
Druga kluczowa sprawa to odpowiednia temperatura. To trzeba wyczuć przez praktykę. Za niska temperatura-wyschnie a nie upiecze się. Za wysoka-spali.
Idealne wyrobienie i temperatura sa wtedy jeśli podpłomyk na patelni “bąbluje”, rosną w nim bąble powietrza.
SERWIS:
Najlepiej podawać gorące, prosto z patelni z rozmaitymi farszami podobnie jak taco. Ale dobrze też sprawcza się w roli kanapki.
No dobra. Ale tak właściwie co ty masz człowieku przeciwko etycznej konsumpcji i innym wymienionym zjawiskom? Propagujesz weganizm a to w sumie też jest rodzaj etycznej konsumpcji. I ideologii. Tak pewnie niejedna osoba sobie pomyślała czytając wstęp do dzisiejszego przepisu.
Na co ja odpowiem jak mądry rabin: i tak, i nie.
Bo oczywiście weganizm czy kuchnia roślinna (dlaczego to nie samo napisałem kiedyś (a teraz ten tekst odświeżyłem), może mieć u swoich podstaw pewną postawę etyczną, którą można uznać za formę etycznej konsumpcji ale może mieć też inne źródła. W moim wypadku wynikające mocno z religii, mój weganizm jest formą praktykowania przeze mnie mojej religii. Przy całej świadomości ułomności i sprzeczności takiej postawy. Nie bez powodów w polskiej społeczności wegan podnosiły sie niejednokrotnie dyskusje na temat roślinnych produktów takich firm jak Sokołów (czy inne firmy z branży mięsnej) czy oleju palmowego. Obecny prawie wszędzie olej palmowy jest dobrym przykładem na to, że etyczna konsumpcja jest we współczesnym świecie (tzw. late capitalism czy neoliberalis) niemożliwa i sprzeczna wewnętrznie.
Samo praktykowanie tych ideologii jest elementem przywileju. Żeby móc zrezygnować z quinoi musi mnie być na nią stać. Takiego wyboru nie mają uprawiający ją w Ameryce Płd. Indianie, których nie stać na konsumowanie własnego produktu czy biedniejsza część polskiego społeczeństwa. “Świadoma konsumpcja” to jednak nie tylko przywilej finansowy ale też to co nazywamy “kapitałem (albo właśnie “przywilejem”) kulturowym”. I (choć może się komuś wydać paradoksalne) konsumpcja statusowa, sposób p[okazania swojej wyższości
Cokolwiek kupujemy zabijamy jakieś orangutany i podsycamy wojnę domową w jakimś Kongo Jeżeli prześledzimy dokładnie drogę otaczających nas przedmiotów (jak mój laptop, na którym to piszę) “od pola do stołu” tj. od miejsca wydobycia surowców,uprawy, prześledzimy otoczenie biznesowe i społeczne ) np. pochodzenie kapitału, który umożliwia produkcje, narzędzi używanych w produkcji i cała drogę, łańcuch dostaw do naszego domu to zawsze znajdziemy coś ohydnego, coś z moralnego punktu nie do przyjęcia, gdyby to się działo w naszym domu. Teksańczycy wołali kiedyś “Pamiętajcie o Alamo”. Dziś można wołać “Pamiętajcie O Szabharze” :link). Można. Bo nic z tego nie wynika. Bo gdy cenę płaci ktoś, kto jest dostatecznie daleko to dla nas ona nie istnieje
W filmie “Wall Street” Gordon Gecko wygłasza pean ku czci chciwości.Chciwość jest słuszna. Chciwość jest skuteczna. Chciwość oczyszcza, chwyta istotę ducha ewolucji. Chciwość w każdej formie: chciwość życia, pieniędzy, miłości, wiedzy odznaczyła się rozwojem ludzkości Najciekawsze jest, że ta jeśli się zastanowić, mowa (zresztą cały film) nie jest peanem, a filipiką wymierzoną w neoliberalny kapitalizm czy (w kontekście filmu bardziej pasujące określenie) kapitalizm akcjonariuszy (który rozmywa odpowiedzialność równie skutecznie jak w Szabharze). A stała się inspiracją dla tysięcy menadżerów uznających głównego bohatera za swego idola i wzór do naśladowania.
Podobnie stało się, z jeszcze bardziej wydawałoby się surową krytyka systemu-świata, “Wilk z Wall Street”. Kiedy jakiś czas po premierze filmu w Polsce pojawiła się informacja że pierwowzór głównego bohatera Jordana Belfort przyjedzie do Polski… poprowadzić szkolenie, spotkało się to z entuzjastycznymi reakcjami “wilczków” uznających go za swój wzór i idola. I ich postawa jest uczciwsza i bardziej konsekwentna niż samego Scorsese i tych którzy oburzali się na głównego bohatera po sensie w Multiplexie i dawali temu upust w korporacyjnych (skądinąd, gdzie mieli, skoro nie ma innych) mediach społecznościowych i tradycyjnych.
w czasach PRL-u istniała sobie firma o nazwie RSW Ruch, monopolista (no prawie ale Empik to były pojedyncze salony w dużych miastach a kiosków Ruchu były tysiące w każdej małej miejscowości) na rynku dystrybucji prasy i potentat na rynku FMCG. I wydawniczy, większość gazet czasopism, duża część książek, pocztówki, muzyka pochodziła z ich drukarni. Właściwie nie dało się żyć, nie korzystając, nie robiąc zakupów w “Ruchu”. Głównym udziałowcem i beneficjentem RSW Ruch była rządząca partia PZPR, której większość dochodów pochodziła z dywidenty wypłacanej co miesiąc przez te firmę. Czyli cokolwiek byś nie robił i jakbyś głośno nie krzyczał, że jesteś przeciw-finansowałeś rządząca monopartię.
Nie inaczej działa system-świat w jakim-żyjemy. Różnica jest taka, że nie jest to już polityczne imperium-świat a handlowa gospodarka-świat. Z tak zagmatwanymi relacjami własnościowymi, udziałami, że każda próba wyrwania się z niej, działa jak pajęczyna na szarpiącą sie muszkę-jedynie jeszcze mocniej nas oblepia (jak to działa polecam książkę “Bunt na sprzedaż” Heatha i Pottera . Można ją i to dość tanio kupić w obiegu wtórnym) A etyczna konsumpcja przypomina ludożercę z aforyzmu S.J. Leca jedzącego nożem i widelcem. “Czy to postęp?”.
Etyczna konsumpcja to wygodny sposób by utwierdzić się w samozadowoleniu i pokazać swoją wyższość. A “świadoma konsumpcja” (podobnie jak wszystkie te mody less/zero/cośtamwaste, slow, minimalizm) jest jeszcze jedną forma konsumpcji statusowej . Wymaga mnóstwa czasu, pieniędzy (zauwazyliście jak te wszystkie fair-trade, eko, vega, glutenfree, etc. produkty są drogie? Taki podatek od brandu ideologicznego), wymaga też kapitału kulturowego. Żeby wiedzieć, że coś jest eko, etycznie itp. i że tak trzeba, musisz się obracać w odpowiednich kręgach i czytać odpowiednie publikacje. Inaczej będziesz co najwyżej takim samym pośmiewiskiem jak pan Jourdan z Moliera, cham co to chciał należeć do elity, a nie wiedział że mówi prozą.
I właśnie sobie uświadomiłem, że takim Jourdainem w zeszłym roku byłem (i w tym tez zamierzam), kiedy zbierałem mleczyki (wam też to słowo zawsze przypomina Sida Leniwc az Epoki Lodowcowej?) i dziki bez, i robiłem z nich syrop. Nie myślałem ani o tym, że to jest bio i eko ani o etycznej konsumpcji. Cieszyłem się życiem w miejscu, jednym pewnie z ostatnich w Europie nie zniszczonym przez ludzką zachłanność i robieniem tego co kocham.
I, chociaż może to się wydawać równie utopijne, jak wiara że odkładając szynkę zbawimy świat, jest moim zdaniem właściwa postawa. Bez zważania na mody byle jakie, kierując się prostymi zasadami, bez opowiadania o tym zawsze i każdemu (jak w tym dowcipie “czy jest na sali lekarz? Wstaje ktoś i mówi “nie wiem, ale morsowałem” a na to drugi “chciałbym powiedzieć tylko ze jestem weganinem”), prostotą i współczuciem.
Nieważne jak mało możemy zrobić zawsze możemy zrobić “coś”. Nawet, a może zwłaszcza, z pełną świadomością, że to niczego nie zmienia tak naprawdę. Ale to jest właśnie klucz-nie oczkując pochwały, nagrody, walczyć z dżumą.
PS. temat ledwo dotknąłem i pewnie jeszcze nieraz o nim napisze. Również zachęcając (jednak) do rozważnych zakupów, a tu jeszcze taki krótki tekst o tym dlaczego etyczna konsumpcja nie istnieje, jest niemożliwa, i jest elementem uprzywilejowania, z Nowego Obywatela
Większość z kupowanych przez nas produktów żywnościowych oraz innych naszych zakupów jest pakowana w nieprzetwarzalny plastik. Żywność bez pestycydów jest droższa. Pracujemy najdłużej w historii, zatem zostaje nam mało czasu na ugotowanie i spokojne zjedzenie domowego posiłku, nie mówiąc o szyciu i naprawie przedmiotów, które już posiadamy. Co gorsza, większość naszych zakupów została zaprojektowana w taki sposób, by po roku lub dwóch stać się przestarzałymi, a zatem – abyśmy nabyli w ich miejsce nowe przedmioty. Tylko 2 procent odzieży jest produkowane w Stanach Zjednoczonych – a ta, która faktycznie jest, kosztuje 20 procent więcej niż produkty importowane. Olej palmowy, składnik odpowiedzialny za niszczenie lasów deszczowych i emisję dwutlenku węgla, znajduje się w połowie nabywanej przez nas żywności – ukryty pod tuzinem różnych nazw. To tylko kilka przykładów na to, w jaki sposób rząd i biznes współdziałają, by zmusić konsumenta do nieświadomego i regularnego niszczenia środowiska, bez względu na to, czy w sklepie wybiera on mleko ekologiczne, czy zwykłe.
PS. jeżeli decydujecie się nie kupować jakiegoś produktu bo jest on np. wyprodukowany w “Sweatshop” lub zawiera olej palmowy, którego pozyskiwanie dewsatuje środowiska i zabija tysiące dzikich zwierząt to nie ma za bardzo potrzeby opowiadać o tym każdemu ale np. sprzedawcy warto. Od czasów Ralpha Nadera wiemy ze konsumenci mają siłę.
Podoba Ci się ten przepis? Chciałbyś więcej tego typu materiałów?
Wesprzyj to co robię i ciesz się bonusami dla patronów bloga