Amerykańska Apokalipsa

(i jak przed nią uchronić swoje dziecko)
I tak się właśnie kończy świat, nie hukiem lecz kupką niemowlęcia.
W renomowanym czasopiśmie naukowym peer review Communications Biology opublikowane zostały wyniki pierwszych dwóch lat amerykańskiego projektu badawczego My Baby Biome
Badanie obejmuje niemowlęta w wieku od 2 tygodni do 2 miesięcy. Naukowcy pobierają próbki kału niemowląt, by określić skład ich mikrobioty jelitowej. W naszym przewodzie pokarmowym mamy po ok. 2 kilogramy koniecznych dla dobrego zdrowia bakterii.
Wyniki badania są przerażające.
Trzy czwarte amerykańskich niemowląt ma deficyt koniecznych prozdrowotnych bakterii jelitowych. Oznacza to w przyszłości więcej takich chorób jak cukrzyca, astma, alergie, stany zapalne i ich konsekwencje, np. choroby serca.
W skali która przerasta możliwości jakiejkolwiek służby zdrowia.
Równie alarmujące dane płyną z innych krajów. Brytyjscy naukowcy odkryli ze mikrobiota jelitowa tamtejszych niemowląt jest zdominowana przez chorobotwórczego Enterococcus faecalis paciorkowca kałowego, często odpornego na antybiotyki!
Żeby dopełnić tego apokaliptycznego obrazu: naukowcy są zgodni co do przyczyn. Nie ma.
Nie ma żadnych danych demograficznych, ekonomicznych itp. które dało by się powiązać z tymi wynikami.
Nasuwająca się wielu osobom jako pierwsza myśl kwestia karmienia piersią tez nie jest znacząca.
Pewnych tropów podsuwają badania nad dziećmi ze wspólnoty Mennonitów Starego Porządku, kultywującej wiejski styl życia sprzed czasów pary i elektryczności. Mikrobiom tych dzieci tył bogaty w kluczową i prozdrowotną Bifidobacterium.
Badacze skłaniają się do teorii, że przyczyną dramatycznego stanu mikrobiomu u niemowląt jest współczesny styl życia.
Zespół czynników takich jak mało kontaktów z innymi ludźmi i zwierzętami, sterylne środowisko wydają się tu być kluczowymi czynnikami.
Ciekaw jestem bardzo wyników takich badań dla Niemiec i Polski.
To kraje, które łączy fenomen w którym Jestem zakochany od zawsze, bo wiąże się z najlepszymi wspomnieniami z mojego dzieciństwa.
Po Polsku, nazywa się to działka, ogród działkowy, kiedyś pracownicze ogrody działkowe. W Niemczech to Kleingarten. Niemiecki wynalazek z dziewiętnastego wieku.
Najpopularniejszy w Polsce. W Niemczech jest 900 tyś Kleingarten, więcej o 50 tysięcy niż w Polsce ale przy dwukrotnie większej liczbie ludności.
Kleingarten były sposobem biedoty, klasy robotniczej klasy robotniczej na uzupełnianie swojej diet, rekreacje i wakacje dla dzieci.
Jeszcze z lat siedemdziesiątych dzieciństwa i do końca lat osiemdziesiątych pamiętam te wszystkie cudowne pachnące krzakiem pomidory, warzywa, owoce. Najlepsza rzecz jaką możesz dać swojemu dziecku, żeby było zdrowe. Taki ogródek, warzywa i zabawa w błocie.
To ubogaca i rozwija nasz mikrobiom. Plus oczywiście korzyści z jedzenia dużej ilości świeżych warzyw i owoców.
Drugim sposobem jest jakaś ekologiczno-komunistyczna utopia. Z powszechną własnością Kleingarten
Zdjęcie: 90 letnie (dokładnie, założone w 35 roku, w ramach nazistowskiego zdrowienia narodu niemieckiego) ogródki działkowe Annateich w Hanowerze.
U nas w gastro najlepszą motywacją do dobrej pracy jest dobry napiwek. jeżeli podoba ci się, to co piszę zostaw mi napiwek

Moje media społecznościowe

 

Kategoria:

Share