Magiczny biały proszek

(tekst zawiera wulgaryzmy i obrazy o treści seksualnej, zażywanie narkotyków)
Praca w kuchni jest ciężka, stresująca i zazwyczaj kiepsko płatna. Żeby to odreagować, odstresować, najczęstszym sposobem jest oczywiście alkohol.
Parę słów o substancjach. 
Uwielbiam to określenie.

I o uzależnieniach w kuchni.
Jestem tu nieomalże ekspertem. Zarówno rock'n'roll, jak i depresja sprzyjają wszelkim używkom, narkotykom i uzależnieniom. Niedawno coś sobie starając przypomnieć miałem „kiedy to było… kiedy to było”. I jak sądzę normalni ludzie mają: to było jak… zmieniłem pracę, jak poznałem moją żonę, jak dostałem awans, jak pierwszy raz poruchałem. A u mnie to było: to było, wtedy kiedy brałem kokainę. Na szczęście nie stać mnie było na uzależnienie od kokainy.
Obecnie prawdopodobnie już tak. Europę, a Niemcy szczególnie zalewa obecnie tania, dobrej jakości kokaina. Więc wolę się nawet nie pytać o cenę, kiedy zaczepiają mnie dilerzy. Dla ostrożności.
Kokaina, jak zapewne większość z was wie, podobnie jak amfetamina i kilka jeszcze innych substancji ma postać białego proszku.
I pewnego ranka, kiedy pracowałem jeszcze w Polsce w cateringu, zaczynaliśmy koło siódmej, ósmej pracę na kuchni. I qrwa na kuchni, a nie w kuchni, bo w kuchni to mąż może żonę wysmyrać jak ona mu smaży kotlety.
Zaczynamy pracę, jest siódma, ósma rano i jedna z koleżanek podchodzi do mnie, ja coś tam właśnie kroję i pyta:
-czy brałeś rano magiczny biały proszek?
I po chwili do niej dotarło co powiedziała i jak to brzmi.
Bo rzeczonym proszkiem była witamina C. Ale jak pomyśleliście, że amfa, mefedron, albo koka to dobrze pomyśleliście.
Bo te używki są obecne w kuchniach.
Nie w kuchni, ale za barem sam miałem okres regularnego zażywania amfetaminy. Żeby dotrwać kolejną noc do rana w pracy.

Kolejną popularną, a właściwie najpierwszą używką jest oczywiście alkohol.
Pracowałem z kucharzem, który był w trakcie terapii antyalkoholowej, pracowałem z kucharzem, który rano przed pracą musiał małpkę wypić, bo inaczej to cały się trząsł, pracowałem z kucharzem, który potrafił wyjść na papierosa i zalec po obaleniu flaszki, w dziesięć minut
Zdecydowanie w gastro jest większa akceptacja tego typu zachowań.
Z zawodowego punktu widzenia syf najgorszy. Alkohol upośledza zarówno motorykę, jak i myślenie, jak, i to summa sumarum najważniejsze: kubki smakowe i to zarówno kiedy jesteśmy pod wpływem alkoholu, jak i na kacu.
Realia jakie są wiadomo. Praca na kacu jest najmniejszym przewinieniem. Praca po pijaku i picie w alkoholu w pracy i to nie na poziomie jednego piwa, nie jest niczym niezwykłym.
Jest raczej czymś niezwykłym, jeżeli nikt na kuchni nie ma problemu alkoholowego. Jest taki stereotypowy obraz kucharza, który ma albo problem alkoholowy, albo problem z prawem, albo problem alimentacyjny, albo dowolną kombinację tych 3. Przepraszam 4, bo jeszcze są problemy psychiczne. Które też oczywiście przyczyniają się do większej niż średnia konsumpcji substancji. I ten stereotyp zdecydowanie ma mocne podstawy.
Fakt, że pracuje się z alkoholem. Wielu takich miejscach też sprawy nie ułatwia.

Papierosy
Syf równie straszliwy jak alkohol dla kubków smakowych, a nawet gorszy. Bo kto pali, ten pali co i rusz, co pół godziny, co godzinę wychodzi na szluga i potem nie ma czucia w języku. To nie tylko kubki smakowe, ale i fizjologiczny efekt działania na mózg nikotyny. W kwestii nikotyny najlepiej sięgnąć po Narkotyki Witkacego, nie ma lepszego i dokładniejszego opisu działania nikotyny. I tak samo jak Witkacy opisuje, że kolory są jak brudna ścierka i podobnie jest ze smakiem.

Marihuana. Z zawodowego punktu widzenia najgorsze jest działanie gorącego dymu kubki smakowe, podobne jak przy paleniu tytoniu.
Natomiast smak się wyostrza, wzbogaca co wcale nie jest dobre. Bo zrobisz kanapkę ze starej bułki z majonezem i uznać to za wyrafinowany fine dining.
Jak pisałem mam w kwestii substancji większe doświadczenie niż chciałbym mieć. Jak powiada poeta z tej historii ja wyszedłem z życiem to jest cud. i ja to doceniam. Wielu moich przyjaciół zginęło. Dwóch z moich najbliższych przyjaciół jeszcze w latach 90 tych zabiła heroina.
Przyczyną moich rozpaczliwych wręcz prób zmiany świadomości w jakikolwiek sposób, było to co w gastro jest równie powszechne, jak sądzę substancje. Zaburzenia psychiczne. U mnie to depresja zagłuszona w jakikolwiek sposób, ale wachlarz możliwości jest duży. Krótko przed wyjazdem z Polski pracowałem z bardzo fajnym chłopakiem, heroinistą po odwyku. Stereotypowy kucharz ma problem z substancjami albo z prawem, albo z alimentami, albo którąś z kombinacji tych trzech

Amfetamina, metaamfetamina, mefedron, kokaina i masa innego gówna
Ogólnie stymulanty, środki pobudzające. Kiedy byłem barmanem i pracowałem wiele nocy z rzędu do piątej rano, czasem do dziesiątej przed południem, nieraz używałem amfetaminy, żeby dotrwać do końca pracy.
Amfetamina po barmańsku. W specyficzny sposób zażywana (nie napisze, jak żeby nie kusić) i w małych dawkach. Szczęśliwie kiedy jeszcze w pierwszej połowie lat 90tych amfetamina zaczęła być powszechnie dostępna w Polsce, przekonałem się, że to nie mój smak.
Pamiętam zresztą do dziś swoje pierwsze doświadczenie z amfetaminą. Dostałem od przyjaciela trochę bardzo dobrej, lepszej znacznie niż na ulicy jakości, amfetaminy i pewnego dnia w domu wciągnąłem, oczekując świetnej zabawy…
I rozmontowałem i wyniosłem na śmietnik kanapę, która mi zawadzała i od raku jak nie dłużej nie chciało mi się ani miałem siły, żeby ją wynieść. No nie tego oczekiwałem po dobrej zabawie…
No ale wielu osób ma zupełnie inne doświadczenia i wrażenia. I i nie poprzestaje na małych dawkach zeby dotrwac do konca zmiany.
Smutne przypadki chociażby warszawskich kierowców, autobusów czy liczne krążące plotki na temat pracowników Amazona, inpostu i wielu innych firm pokazują, że takie środki nie są często zabawą, a koniecznością, żeby wytrzymać wyzysk i pracę ponad siły.
Jeżeli potrzebujesz brać amfetaminę, żeby dostatecznie szybko pracować, żeby dotrwać do końca zmiany, to problemem nie jest amfetamina a wyzysk i miejsce, gdzie pracujesz.

Heroina, morfina, fentanyl, opiaty
To są chyba substancje najmniej obecne w kuchni.
No nie da się po działce hery pracować (niby po alku tez nie ale to jakoś łatwo uchodzi). Generalnie po opiatach to troche jesteś kuchenny bo jak worek kartofli. Albo zombie
Jak pojawiły się jakiś czas temu w internecie filmy z „zombie” po fentanylu dla mnie nie było to nic niezwykłego.
Pamiętam to z przełomu lat 80/90 z bajzla w Katowicach, ale generalnie łatwo było zobaczyć takie osoby na mieście. Wtedy w Polsce był to kompot, czyli polska heroina. Wyjątkowa technologia, pozwalająca otrzymywać heroine z maku w warunkach domowych.
Są to też substancje tak wyniszczające i w tak szybkim tempie, że niewielka, jest szansa na utrzymanie jakiejkolwiek pracy przy uzależnieniu od opiatów.
W Niemczech mamy teraz, przypominającą czasy bajzli i kompotu epidemię cracku. Której epicentrum jest w Hamburgu, obecnie głównym porcie, przez który duże ilości taniej kokainy zalewają Europę i Frankfurcie zwanym potocznie obecnie Crakfurt.

Z substancjami łączy się nieuchronnie temat mniej czy bardziej zorganizowanej przestępczości.
To nie jest przypadek, że w trwającej obecnie w Hamburgu wojnie gangów wszystkie ataki związane są z knajpami. A to oznacza też łatwy dostęp do nielegalnych substancji.
Jest normą, że na kuchni zawsze jest ktoś, kto umie ogarnąć temat, ma kontakt do dealera. Bywa że dealerzy siedzą na sali. Zdarza się, że barman jest dilerem. Ale to jest patologia i to się tępi. Chyba że właściciele od niego kupują. Też w takim miejscu pracowałem wiele lat temu.
W tym samym miejscu zdarzyła się jedna z moich najdziwniejszych przygód gastronomicznych
Byłem barmanem. Przychodzę na nocną zmianę, a barmanka do mnie, co ty qrwa, ty chciałeś spluwę od kogoś kupić.pojebało Cię?
Ale że co?
Przyszedł jakiś koleś i się pyta, czy jest barman. Ja mówię, że nie ma i o co chodzi to mu powiem. No klamkę chciał kupić
Jaką klamkę?
No klamkę i koleś rozchyla i pokazuje spluwę.
Dostałem tak zwanej kociej mordy, bo nie miałem i do dziś nie mam, pojęcia i to jest do dziś dla mnie nieodgadniona są tajemnicą. Skąd, się do kurwy nędzy, wziął ten koleś.
Nikogo nie prosiłem, nie rozmawiałem, żeby mi załatwił broń. Nie rozmawiałem w ogóle na temat broni z nikim. Swoją drogą to Jestem pewien, że niektórzy z naszych gości wtedy przychodzili ze spluwami. Ci z mafii raczej nie, bo ich się i tak się każdy bał.
Również w czasach stania za barem wiele lat temu regularnie dostawałem od jednego z dealerów coś do zapalenia po pracy. Po tym jak uparcie odmiałem zapalenia w pracy. To był akurat przyjacielski gest wobec starego znajomego. kiedy ja byłem już tzw. starym załogantem, tan dealer był młodym punkiem. Zdarzyło mi się też, pamiętam też przy sprzątaniu i marihuanę i amfetaminę. Więc dostępność substancji jest ogromna.
Ciężka praca, nie ma nic dziwnego w pracy 12,14 godzin, przez tydzień z rzędu. Stres, pośpiech, mobbing. A substancje to najłatwiejszy. I w gastronomii różne nie tylko alkohol łatwo dostępny regulator emocji.
Nie jest możliwe wyeliminowanie substancji z kuchni. Ale można i należy starać się je ograniczać. I sięgać do przyczyn, a nie do skutków. Mobbing, praca ponad siły, nędzne zarobki, niestabilność zatrudnienia, brak ścieżki kariery. Poprawa tych problemów jest najprostszym. I właściwie jedynym skutecznym sposobem do znaczącego ograniczenia substancji w kuchni.
O kofeinie napiszę osobno hymn pochwalny
Zdjęcie: alkohol i inne substancje to łatwa droga do bezdom,ności. Na zdjeciu autobus kąpielowy dla bezdomnych GoBanyo koło parku narkomanów, tuż koło dworca Gównego w Hamburgu.
U nas w gastro najlepszą motywacją do dobrej pracy jest dobry napiwek. jeżeli podoba ci się, to co piszę zostaw mi napiwek

Moje media społecznościowe

 

Share