

Polskiego Towarzystwa Medycyny Stylu Życia.

Goście pojechali w piździec i mogę odpocząć. A także trochę posprzątać w pokoju, bo im więcej mam pracy, tym mam większy pierdolnik. I iść zrobić pranie.
O ile przestanie padać. Bo na razie tak pada, że się nie da.
Co ci przyszło do głowy? Dlaczego nie da się zrobić prania?
Sądzę, że najczęstsze skojarzenie: bo nie ma gdzie powiesić…
Otóż nie. Nie da się IŚĆ zrobić prania, bo pralnia jest w innym budynku.
Przez to, że jest kilka budynków, codzienne czynności, czy to jest wyrzucenie śmieci, czy zrobienie prania, wymagają chodzenia o wiele więcej, niż gdy się mieszka w mieście.
I podczas codziennych aktywności, nawet nie podczas pracy, jestem w stanie wyrobić te mityczne cokolwiek 8 tys. kroków
...chyba że mam załamanie nerwowe. Wtedy kroków robię dziennie 80. Żeby nie narobić pod siebie.
Ośrodek ma dwie części: otwartą i zamkniętą. W otwartej jest sześć budynków. Najmniejszy to domek kempingowy, największe mają po dwa pietra.
W części zamkniętej, za magiczną bramą, którą mam zaszczyt co poniedziałek przekraczać, żeby zabrać zamówienia na żywność, mieszka obecnie piątka joginów na trzyletnim odosobnieniu medytacyjnym.
W tradycji tybetańskiej trzyletnie odosobnienie medytacyjne jest podstawowym warunkiem, by zostać lamą, czyli takim trochę tybetańskim księdzem. Ale robią je też mnisi i świeccy. Zwykli w sumie ludzie.
W sumie to może być twój sąsiad. Miałem przyjaciela w Warszawie, przez jakiś czas współlokatora (mieszkaliśmy we trójkę i szalone rzeczy się działy czasami) który zamieszkał w ośrodku buddyjskim w Polsce i przeszedł trzyletnie odosobnienie.
Chefem zmywaka jest u nas kolega z Anglii, mnich, który wcześniej przechodził u nas trzyletnie odosobnienie. Chyba rodowity Londyńczyk, bo za chuj go nie rozumiem (a qrwa rozumiem nawet chińczyków miotących po angielsku, Hindusów! i Afrykanów, z trudem, ale jednak. Ale jak on mówi cockneyem to nic nie rozumiem. No i oczywiście jest ogolony na łysy. Typowy brytyjski skinhead i kibol.
A jak już, jak to u mnie zeszło na subkulturę, to miałem rozkminkę ostatnio.
Wracałem pewnie z Hamburga. Jak to ja, krokiem sprężystym, do rytmu oi! jaki leciał na słuchawkach,. Akurat przyjechała znajoma, która przyjeżdża tu od lat.
I zastanowiłem się co by było, gdyby przyjechał ktoś zupełnie nowy. I pierwszą osobą, którą by zobaczył, bym był ja w stroju wyjściowym.
Glany, dżinsy z podwiniętymi nogawkami, wyćwiekowany pas, koszulka z dwoma skrzyżowanymi młotkami i napisem "working class", pieszczocha, czapka "Skinhead antyracist"
Nie wygląda jak typowy mieszkaniec ośrodka buddyjskiego.
I za każdym razem, kiedy o tym myślę, poprawia mi to humor. Zawsze sprawiało mi wielką radość łamanie schematów i stereotypów.
A cóż nie wydaje się być bardziej odległe od stereotypowego rozmodlonego, pogrążonego w medytacji i będącego ogólnie miękką fają buddysty od wściekłego, dzikiego, agresywnego i wqrwionego panka czy innego skinheada.
No to qrwa poczytajcie o Drukpa Kunleyu, oświeconym joginie z Bhutanu co on odpierdalał. Rozjebie wam mózg. Jako i mnie przed laty rozjebało.
I pewnie też to, że jest coś takiego jak Dharma Punk, bardzo właściwie nieostry i mało znany termin pierwszy raz użyty przez Noah Levina i nazwa założonej przez niego sanghi (wspólnoty) buddyjskiej Dharma Punkx dla ćpunów, punków i innych wyrzutków, którzy źle się czuli i byli źle widziany w amerykańskich grupach buddyjskich robiących wrażenie spotkania towarzyskiego klasy średniej.
"Pierwotny etos punka zawsze dotyczył społeczności. I tego nauczał Budda. Powiedział, że warunkiem wstępnym każdej duchowej ścieżki jest posiadanie mądrych duchowych przyjaciół. To właśnie oferowali sobie nawzajem punki, a także głębokie kwestionowanie, a nawet poszukiwanie celu w życiu poza materializmem"
Josh Korda jeden z nauczycieli w Dharma Punx
Jest też Brad Warner, dla mnie jednym z najważniejszych nauczycieli. Basista punkowych Zero Defex i Dimentia 13, hard core punk i mistrz szkoły Zen Soto z Japonii.
I fan filmów z Godzillą. Przez które doszedł do Zen. Zaprawdę duch tchnie kędy chce...
Jest coś takiego jak stereotypowa pobożność. Zazwyczaj trochę prześmiewcze i negatywne postrzeganie typowego obskuranta, zazwyczaj ze wsi lub małego miasteczka. I jak każdy stereotyp ma oczywiście w sobie trochę prawdy i jest jednocześnie, jak każdy stereotyp całkowicie fałszywy.
Subkultura ("punki, skini, chuligani") ma całościowy charakter. I jest spektrum. Spektrum postaw i stylów. Od dziaders punków dyskretnie identyfikujących się wizualnie przez małe logo Fred Perry czy dres Bena Shermana, poprzez zawsze ascetycznych w ubiorze hard core punków, przez irokezy, dredy po bezdomnych crust punków.
Jest też oczywiście modyfikowana w każdej kolejnej kulturze krajowej/lokalnej od "szkoły Hamburskiej" kiedyś i hamburskiego oi! dzisiaj, poprzez białoruskiego Mister X po kapele (i załogi!) z Ameryki południowej i Azji.
Każda częśc kultury ma swoje odbicie, często w krzywym zwiercoadle, czesto pokazujace brzydka prawdę od której społeczeństwo ucieka.
Więc i religia pojawia się w punku. Częściej wprawdzie jako wyśmianie.. ale imo głównie wyśmianie obłudy religianctwa i obskurantyzmu. Myślę swoja drogą, że to mocny punkt wspólny polskiego i amerykańskiego punka.
Oczywiście religia w pozytywnej roli też jest punku obecna. Ale przede wszystkim nie buddyzm a.. ISKCON Międzynarodowe Towarzystwo Świadomości Kryszny. Ci śmieszni faceci w dziwnych pomarańczowych szatach, co śpiewają Hare Kryszna i rozdają jedzenie. czym notabene przyciągali wielu punków.
Z kolei radykalne skrzydło Straight Edge punk czyli trzeźwych punków, poprzez napierdalanie pijących piwo na koncertach doszło w swojej ewolucji do islamu. Oczywiście zawsze jest to religia rozumiana i interpretowana subkulturowo, jako miejsce dla wyrzutków i sprzeciw wobec systemu.
Życie w ośrodku buddyjskim jest też trochę formą sprzeciwu wobec systemu. a właściwe, życiem trochę poza systemem. Nie tylko dlatego ze mieszkam prawie w lesie, 500 m do przystanku, 600 m do najbliższego sąsiada, 1,5 km do najbliższej wsi i 300 metrów do najbliższego rezerwatu, ale tez dlatego że pracując (i żyjąc) w organizacji religijnej jestem poza logika zysku dzisiejszego systemu ekonomiczno-politycznego. Trochę z boku, trochę na drodze mniej uczęszczanej wśród mniej uczęszczanych.