Manifestacja "SOS Systemgastronomie"

W styczniu w Hamburgu z reguły jest Tippischenorddeutscheswetter czyli typowo północnoniemiecka pogoda. Mokro, ciemno, temperatura koło zera, pada mokry śnieg deszcz mżawka przechodzący w deszcz, mżawkę, śnieg, pogoda z mokrej na bardzo mokrą zmienia się kilka razy dziennie. Uroki życia w mieście portowym w miejscu, gdzie miesza się mokre powietrze znad dwóch mórz, Bałtyckiego i Północnego.
9 stycznia w samo południe. Zaczyna się manifestacja związku zawodowego NGG, solidarności z 120 tysiącami pracownikami gastronomii sieciowej zwanej w Niemczech gastronomią systemową. Hamburska siedziba związków zawodowych, kilka minut od Haupbanhof, naprzeciwko ośrodka dla uzależnionych Drop Inn i parku narkomanów.


Tu warto napisać jak wyglądają w Niemczech związki zawodowe. Związki mają charakter branżowy i obejmują całą Bundesrepublik, są jednymi z niewielu instytucji jednolitych dla całych Niemiec. Związki zjednoczone są w trzech organizacjach parasolowych, w tym największej DGB Der Deutsche Gewerkschaftsbund Niemieckiej Federacji Związków Zawodowych zrzeszającej kilka milionów pracowników. Miło jest czuć za plecami takie wsparcie. 
Sam NGG zrzesza pracowników hospitality/HoReCa i przemysłu spożywczego. Bez handlu, handlowcy są zrzeszeni w Ver.di
 Do siedziby związków zawodowych z idzie się z dworca koło Muzeum Kunst und Gewerbe, przez „park narkomanów” August Babel-Platz. Kawałek dalej na parterze starego biurowca jest ośrodek Drop Inn, element wdrażania w Niemczech polityki redukcji szkód. W ośrodku w bezpiecznych i higienicznych warunkach, narkomani mogą przyjmować substancje od których są uzależnieni. Od kiedy poprawiono bezpieczeństwo i kontrole w Rottedamu i Amsterdamie, Hamburg jest główna brama dla kokainy jaka napływa w dużych ilościach do Europy. Crack rządzi na hamburskich (i niemieckich) ulicach.
 Wraz z kokainą do Niemiec napływa holenderska Mokro-Mafia. Napływają też od lat ludzie marginesu z Europy Wschodniej, przede wszystkim z Polski a od wybuchu wojny z Ukrainy.
W przeciwieństwie do ekspertów patrzących inteligentnie, zza swoich inteligenckich okularów ze swojego inteligenckiego gabinetu na 5 piętrze w banku, na uczelni czy wielkiej redakcji, chodzę po ulicy, tej po której chodzą narkomani i dealerzy, bezdomni i strajkujący pracownicy. I takie są w tych miejscach widoki.
To wręcz symboliczne, że największe w Hamburgu i pewnie jedno z największych w Niemczech, skupisko narkomanów jest naprzeciwko siedziby związków zawodowych. I że zarówno po tej stronie, jak i w parku narkomanów jest nadreprezentacja imigrantów. I nie jest tak, ze na placu narkomanów nikt nie pracuje. jak ma się trochę orientacji to przechodząc obok łatwo zauważyć dealerów.
Praca dealera to nie jest dobra praca. Łatwo to zobaczyć, nawet jeżeli nie zna się znakomitej „Freakonomii” i przytoczonej tam pracy doktorskiej Sudhira Vankatesha na temat zarobków handlarzy crackiem (czyli jak w Niemczech) w Chicago.
Praca dealera to ulica, niezależnie od pogody, ciepło, zimno, pada, zagrożenie zatrzymaniem, aresztowaniem i brutalnością policji albo tym, ze komuś przyjdzie do głowy głupi pomysł zdobyć za darmo towar. Albo zastrzeli czy pobije go konkurencyjny gang.  To nie jest atrakcyjna praca i jest sposób, żeby skutecznie ograniczyć ten handel, żeby wyeliminować dilerów z ulic.

Im więcej dobrej pracy, legalnej, z poszanowaniem praw pracowniczych, z godnymi zarobkami dla wszystkich również dla imigrantów, mniej wśród tych imigrantów i wśród wszystkich przestępczości i handlu narkotykami
Od kiedy jestem w Niemczech, a dokładnie od pandemii, czyli końca 2020 roku czytam w mediach i widzę na ulicach przerażające narastanie biedy, bezdomności, narkomanii, drobnej przestępczości. Własnej i importowanej.
Imigranci, nie tylko nielegalni, są zawsze najniższą warstwą społeczną, lumpenproletariuszami, prekariatem pracującym na platformach. To się nie zmienia. Tyle że w Polsce na Ubereatsie jeżdżą Hindusi, Azjaci i Ukraińcy, a w Niemczech jeszcze Polacy.
Tym ważniejsza jest organizacja związkowa imigrantów. Na manifestacji była spora grupa bardzo młodych ludzi, prawdopodobnie hindusów była też grupa w kamizelkach, które dla mnie były hitem tej manifestacji, z logiem Liferando przerobionym na trupią czaszkę i napisem „Streikerando”. Nie wiem, czy to zamierzone czy przypadkowe nawiązanie do FC St. Pauli i znaczenia jakie ma w Hamburgu i St. Pauli i piracka flaga, będące tutaj symbolami oporu społecznego. 

 


Kurierzy delivery (pisałem o tym tulink) stają się obecnie jedną w najbardziej samoświadomych i samoorganizujących się grup pracowniczych w skali świata. 
Ich strajki i protesty przetaczają się od Indii przez całą Europę, do Stanów. Polska, Niemcy, Wielka Brytania, Hiszpania to pierwsze kraje które mi przychodzą na myśl, gdzie niedawno trwały czy trwają protesty kurierów delivery.
Najczęściej organizują się w całkowicie oddolnie powstające grass root organizacje, niekiedy nawet nie do końca sformalizowane i rozpoczynają strajki wykorzystując social media. Dla brytyjskich kurierów głównym kanałem komunikacji i informacji o strajkach i manifestacjach jest Instagram.
W Niemczech, co jest trochę ewenementem kurierzy Liferando  są zrzeszeni w NGG Die Gewerkschaft Nahrung-Genuss-Gaststätten (jedzenie-Przyjemność-Restauracja) który będzie w grudniu tego roku obchodzić 160 istnienia od założenia Ogólnoniemieckiego Stowarzyszenia Pracowników Cygar, drugiego najstarszego związku zawodowemu w Niemczech (po związku drukarzy) który dał początek dzisiejszemu związkowi pracowników przemysłu spożywczego NGG. 
W obecnej formie NGG powstało czy odrodziło, rozwiązane jak wszystkie związki zawodowe w Niemczech przez nazistów w latach trzydziestych, w maju 1949 roku. W 1959 roku NGG odniosło historyczny sukces, podpisując pierwszy w Niemczech układ zbiorowy skracający czas pracy do 40 h tygodniowo (wcześniej było to 48 h,czyli praca od poniedziałku do soboty, 40 godziny tydzień pracy to wolna sobota) w przemyśle tytoniowym. Obecnie NGG koło liczy 190 tysięcy członków
w wielu krajach duże stare związki zawodowe są trochę dinozaurami, trochę pół ślepymi i pół głuchymi starcami czekającymi, kiedy wreszcie wpadną do grobu, a trochę żółtymi związkami. Bardzo wyraźnie to widać w Polsce, gdzie przez długi czas dwie najważniejsze organizacje związkowe, czyli Solidarność i OPZZ, w zależności od tego, która partia rządziła albo wzmacniały protesty społeczne, albo je wygaszały, żeby nie przeszkadzać swoim kolegom z parlamentu. Właściwie zgodnie z leninowską zasadą, że związek zawodowy jest transmisją woli partii (a właściwie komitetu centralnego, czy tego, czy innego Duce) do mas pracujących.
Myśl leninowska się pojawiła na manifestacji w postaci pisma Spartakist i kilku rozdających je osób ze Spartakist-Arbeiterpartei Deutschlands. Spartakusowskiej Partii Robotniczej Niemiec kontynuującej tradycje dawnego Związku Spartakusa z Różą Luksemburg i Karolem Liebknechtem na czele.
Co jest o tyle szczególne, że Związek Spartakusa był w kontrze do leninowskiej wizji rewolucji i socjalizmu, a zwłaszcza partyjną dyktaturę komitetu centralnego i Lenina. jak pokazała historie racje miała Róża Luksemburg i spartakusowcy.
Hamburg ma długą i bogatą tradycję walk społecznych i robotniczych. Portowe, robotnicze miasto, od stuleci jeden z najważniejszych portów Europy. W XX wieku ścigała do Hamburga niemiecka biedota by stąd wypłynąć do Ameryki w poszukiwaniu lepszego życia. Różne idee jak poprawić los biedoty i robotników, marynarzy od zawsze znajdowały w takich miejscach posłuch.

Jak jesteś na wiecu w nieznanym ci języku to masz czas na takie dywagacje. nawet jak jest mokro i zimno. Właściwie cały czas, do końca manifestacji mżyło, padało deszczem albo mokrym śniegiem. Wiadomo, Tippischenorddeutscheswetter. To słowo po okresie jesienno-zimowym w tej okolicy ma się głęboko wyryte w sercu
To jest banał, ale jak idziesz na demonstrację, nawet pokojową i legalną, zimą to naprawdę lepiej się ciepło ubierz. Stanie przez godzinę na dworze nie jest za miłe, kiedy temperatura wynosi 2 °, ale też tak, żeby to nie krępowało ruchów jakby co… 
zdjęcie
Dlatego mawiam, że Niemcy to cywilizowany kraj, co wielu moich nacjonalistycznych rodaków doprowadza do szału . Bo to jest miarą cywilizacji, jaką rolę w systemie danego kraju pełnią związki zawodowe. Silne związki zawodowe to osiągnięcie cywilizacyjne, tak samo jak powszechna, bezpłatna służba zdrowia likwidacja bezrobocia, powszechna edukacja, skracanie czasu pracy.
To realizacja takich zadań jest miarą cywilizacji i rozwoju społeczeństwa, a nie PKB. Ani dla mnie ani dla towarzyszy hindusów, ani dla tych nieszczęśników kawałek dalej z parku narkomanów wzrost PKB niewiele zmienia, jeżeli nie wynikają z tego transfery społeczne. Nie chodzi tylko o świadczenia pieniężne jak podwyżki płacy i zasiłków, ale też o rozwinięte usługi publiczne.
O lepszą komunikację publiczną dzięki której mogę dojechać nawet z mojego zadupia na manifestację czy gdziekolwiek za 58 euro w całej Bundesrepublik), pomoc psychologiczną i psychoterapeutyczną, która ograniczy ilość nieszczęśników w parku narkomanów, o leczenie odwykowe i skuteczną politykę redukcji szkód. etc…etc…etc.
PKB wcale nie musi rosnąć, ba może nawet maleć, może stać w miejscu, a większości z nas będzie się żyło lepiej, jeżeli większa jego część będzie przekierowywana na nasze potrzeby, a nie do kieszeni 1% najbogatszych .  

W grudniu zakończyła się niepowodzeniem czwarta runda negocjacji między GG a Bundesverband der Systemgastronomie (BdS). Przedsiębiorcy zaproponowali podwyżkę płacy minimalnej w najniższych grupach płacowych z 12,61 euro do 13,12 euro, czyli 40 centów powyżej obecnej płacy minimalnej (obecnie to 12,82 euro). Związki domagają się minimalnej stawki początkowej 15 euro/h dla najmniej wykwalifikowanych pracowników i 500 e dla pozostałych i klauzuli ustalającej minimalną różnicę stawki wzwyż od niemieckiej płacy minimalnej. 
Tak brzmiało główne hasło skandowane na manifestacji “Fynzerjn ojro” skandowane w konwencji call and response. Haseł było zresztą więcej, ale maj dojcz ist niszt gut więc tylko to wyłapałem, zrozumiałem i zapamiętałem.
W przemówieniach po drodze pada też wiele razy słowo “Liferando”. Jednym z żądań związku jest podpisanie układu zbiorowego przez Liferando, co gdyby się powiodło, to prawdopodobnie byłoby pierwszym układem zbiorowym nie tylko w branży delivery, ale w ogóle pracy platformowej (gig economy)! Jak pokazał strajk kolejarzy rok temu, niemieckie związki potrafią grać ostro i wygrywać.

https://rudekitchen.pl/koniec-strajkow-w-deutsche-bahn

 

Idziemy w stronę Ratusza. Nie ma już śladu po jarmarkach bożonarodzeniowych, jakie mijała w grudniu manifestacja lokatorskalink) ale na Mönckebergstraße wciąż świecą świąteczne ozdoby. Ta jedna z głównych ulic Hamburga i główny pasaż handlowy. Prowadzi do hamburskiego ratusza, pod którym odbywa się krótki wiec.  W ogóle demonstracja kończy się przed czasem, ale na razie marznę trochę i chowam się pod dach. W grudniu na całym placu przed Ratuszem był Weinachtmarkt. Taki jak w Magdeburgu, gdzie szaleniec zabił sześć osób.
Jak pierwszy raz przeczytałem o udaremnionym zamachu bombowym na targ świąteczny, samemu wracając z takiego targu w Hamburgu, to mnie przeszły, ciarki. Ale człowiek się na wszystko znieczula. Teraz zareagowałem tylko: aha, czyli będzie wzmocniona ochrona wszędzie i tyle. Równie dobrze mogę wpaść pod samochód, albo zginąć w katastrofie pociągu. Bardziej prawdopodobne jest, że ktoś cię zaatakuje albo obrabuje, kiedy jak ja wysiadasz z pociągu na dworcu głównym w Hamburgu. I to też jest problem. na który ważną częścią odpowiedzi są silne związki zawodowe. Bo silne związki zawodowe oznaczają stabilną pracę i zarobki, które pozwalają bez trudu na opłacenie mieszkania i życie. A niestabilne zatrudnienie i niskie zarobki oznaczają, że miliony ludzi są o miesiąc, dwa, trzy, jedną dwie trzy niezapłacone raty, niezapłacone czynsze od życia na ulicy. 
Postój i przemowy trwają krócej niż pod siedzibą związków zawodowych. Chyba wszyscy odczuwają skutki tej pogody.

 

Znowu  ruszamy, teraz brzegiem Binnenalster, mniejszego z dwóch sztucznych jezior w Hamburgu na rzece Alster, która wpada w Hamburgu do Łaby.

Dwa kilometry w linii prostej, w górę biegu Alsteru jest Uhlenhorst dzielnica klasy średniej i średniej wyższej z Centrum Islamskim, zamkniętym pół roku temu przez służby Bundesrepublik.

Ten pierwszy w Hamburgu meczet wybudowali i sponsorowali od lat 60-tych bogaci kupcy irańscy. Dzielnica taka, że ja z moją stylową St. Pauli Skinheads wyglądałem tak. że lokalsi siedzący w fancy kawiarniach dla klasy średniej i średniej wyższej, i wychodzący z fancy butików dla klasy średniej i średniej wyższej patrzyli na mnie, jakbym się zgubił. Ja też czułem się, jakbym się zgubił.
Chyba dlatego łatwiej wczuwać mi się w rolę odrzucanych przez społeczeństwo imigrantów i wszelkich (zwłaszcza widocznych), mniejszości. Bo sam za młodu taką widzialną mniejszością byłem w skórzanej kurtce i glanach.Odpadem społeczeństwa.
Nie każdą inność widać, kiedy ktoś idzie na po ulicy. Widać kolor skóry. Tak samo widać, kiedy ktoś jest punkiem albo skinheadem (nie mylić z boneheadami hak tfu!) I identycznie jak z czarnym kolorem skóry sam wygląd sprawia, że przyciągasz kłopoty. A policja na dzień dobry uważa, że jesteś przestępcą. Podobnie jest z narkomanami takimi jak z placu narkomanów.
W drugą stronę trochę ponad trzysta metrów jest Gänsemarkt gdzie w grudniu startowała manifestacja lokatorska.
Nad samym brzegiem Alsteru stoi facet z… ptakiem na głowie. Ostatnio widziałem kobietę na której siedziało kilka ptaków. I grupkę moich bezdomnych rodaków spożywających przed południem substancję. Płynną. Było jakieś 3 stopnie, na ich miejscu robiłbym to samo.

Skręcamy w lewo idziemy Ballindam, wzdłuż brzegu jeziora, gdzieś po drodze jest sklep Pomocy Hanzeatyckiej, organizacji zajmującej się pomocą biednym i bezdomnych, gdzie mogą za darmo otrzymywać ubrania i inne towary. Koszta każdego kryzysu są zawsze przerzucane na najsłabszych i najbiedniejszych. Rok temu inna organizacja Deutchland Taffel, rozdająca żywność ogłosiła pierwszy raz, że nie jest w stanie zaspokoić wszystkich potrzeb.


Idziemy przez okolice Steintowall, St. George, Munzenviertel, gdzie latem o mało przez przypadek nie zrobiłem zdjęcia dwóm gościom wstrzykującym sobie heroinę, i dalej kilkaset metrów od dworca głównego, gdzie tego samego dnia na środku chodnika spotkałem kolesia palącego bez przypału crack. Ja rozumiem tych zwykłych statecznych obywateli którzy są przerażeni tym, co się dzieje. I to do nich trafia AfD...
Dlatego tak ważne jest by imigranci zrzeszali się w miejscowych (a nie własnych, narodowych) związkach zawodowych tak jak w NGG. Moim wrogiem nie jest imigrant, ale ten, kto płaci nam nierówną płacę i obu wyzyskuje. W Niemczech jestem właściwie pól imigrantem. albo lepszym imigrantem. Bo wprawdzie z gorszej, wschodniej, słowiańskiej “nowej’ Unii, ale jednak z Unii Europejskiej. Nie potrzebuje dokumentów, żeby przekraczać granice i mam te same prawa, poza głosowaniem co tutejsi obywatel. W najgorszej oczywiście sytuacji są imigranci o ciemnym kolorze skóry.  

Przechodzimy koło Hauptbanhof. Dworzec główny w Hamburgu był najniebezpieczniejszym miejscem w Niemczech w 2023 roku. Hot spotem narkomanii, bezdomności, żebractwa, alkoholizmu, drobnej przestępności. własnej i importowanej. I postanowiono rozwiązać to w typowy sposób: wypchnięto tych ludzi z dworca w Hamburgu. Podobnie, z tego, co wiem, wygląda to w innych dużych miastach. 
Cały czas jest Typpischenorddetscheswetter Kilka razy pogoda się zmieniała. Od mżawki, przez deszcz do śniegu. I z powrotem. Kiedy manifestacja wraca pod siedzibę związków zawodowych wszyscy się momentalnie rozchodzą. Ja ja tez uciekam. To mój pierwszy wyjazd po imprezie w ośrodku na której gotowałem i zawsze idę gdzieś na obiad przy takiej okazji. Stać mnie, przynajmniej na razie.
Czasy są ciężkie ale mam dość dobrą, jak na takie czasy pracę, mało płatną ale stałą i stabilną a tego towarzysze z liferando nie mogą powiedzieć. A i miejsc, gdzie warto iść na obiad ubywa. Gastronomia pada jako jedna z pierwszych branż ofiarą kryzysu. Niektóre lokale nie podniosły się już po pandemii. Za to rozwija się notuje rekordowe zysk gastronomia sieciowa. Najmniej ciekawa i wartościowa dla mnie zarówno jako klienta jak i kucharza. 
Ale w ciężkich czasach nie należy marnować czasu na rozpacz ale organizować się. Wspólnoty sąsiedzkie, spółdzielnie i związki zawodowe, których celem jest pomoc wzajemna a nie zysk, dobro wspólne, większe, społeczne a nie indywidualny egoizm.
Czy to pomoc bezdomnym i ofiarom z placu narkomanów, czy działalność związkowa, czy pomoc choremu sąsiadowi, działania na rzecz innych i wspólnoty są sprzeciwem wobec egoizmu, indywidualizmu i chciwości przedstawianych jako cnoty kardynalne, leżące u podstaw obecnego systemu, zwanego neoliberalizmem czy późnym kapitalizmem. Nikt nam nie da w prezencie lepszego życia. Musimy o nie walczyć.
"Don't waste time mourning, organize!" 

U nas w gastro najlepszą motywacją do dobrej pracy jest dobry napiwek. jeżeli podoba ci się, to co piszę zostaw mi napiwek
lub kupić coś w moim sklepie na Redbbule
https://www.redbubble.com/people/RudeKitchen

Share