Jarmarki i czynsze w Niemczech

Początek grudnia to w całych Niemczech sezon Weinachtsmarkt, które rozpoczynają się pod koniec listopada. W Hamburgu jest ich kilkadziesiąt. Największy pod ratuszem. Duża część jest takich jak ten na zdjęciu. Wzdłuż ulicy czy na jakimś placu postawionych kilkanaście, dwadzieścia, trzydzieści budek z jedzeniem, a przede wszystkim piciem. Nie ma nawet niekiedy bardzo ważnego elementu, jakim jest karuzela. 
Ale zawsze jest podstawa czyli grzane wino. mit szus oder nicht czyli z dwudziestką mocnego alkoholu lub bez to podstawa gastronomii na Weinahtsmarkt. Cena za grzańca. Nicht szus to 4 €, plus 3 € kaucja za kubek.

Kubki ładne, jednego o mało to nie ukradłem, ale o tym dalej. Właściwie to nie byłaby kradzież, bo za dla niego zapłaciłem.
Wszechobecne są dekoracje świąteczne. Całe Niemcy wyglądają jak alternatywny świat, w którym rozgrywają się komedie romantyczne. I nie sposób uwierzyć, że tacy ludzie mogliby wsiąść w czołgi i najechać Polskę.

Myślę, że sprawę wyjaśnia. W jakimś stopniu gastronomia dostępna na Weinachtsmarkt. Naleśniki z nutellą, Schmalzkuchen czyli ciastka na smalcu (przynajmniej w teorii w praktyce raczej na fryturze-hak thua!) z ciasta drożdżowego smażonego w głębokim tłuszczu, Bratuwurst, czyli smażona kiełbasa, jarmuż z kiełbasą. Przy takiej kuchni tez wolałby wsiać do czołgu i najechać Polskę tylko po to, żeby objadać się pierogami 
wbrew pozorom. 
Idę od Dworca Głównego na Gansenmarkt czyli Targ Gęsi

To jakieś 20 minut na piechotę. Oczywiście w grudniu to zależy ile razy przystaniecie na grzańca. Łatwo zrozumieć, dlaczego grzaniec jest tu tak ważny. Bo drugą obok grudniową atrakcję obok Weinachtsmarkt jest w Hamburgu i całych północnych Niemczech,a szczególni tutaj gdzie łączą sie strefy powietrza znad Bałtyku i znad Morza Północnego, jest Tippischenorddeuttscheswetter czyli typowo północno-niemiecka pogoda. O tej porze roku oznacza to kilka stopni na plusie i mżawkę przechodzącą albo w deszcz, albo w mżawkę. Jeśli pada śniegm jak dwa tygodnie temu, to z reguły jest mokry i wszędzie jest pełno błota i wody. Takie są uroki życia w porcie i jego okolicy.

Dochodzę do Gansenmarkt mijając kolejne wozy policji. na ulicy pomimo mżawki soi kilkaset osób z transparentami, tuż obok jednego z kilkudziesięciu Weinachtsmarkt. Mój niemiecki jest na poziomie “antszuldigung maj dojcz ist niszt gut”. Więc z kolejnych wystąpień wyłapuję co najwyżej pojedyncze słowa. Ale za to dostaje ulotkę najlepszej organizacji anty-nazi ever czyli “Omas gegen Recht” Babcie przeciwko prawicy”

I to ma bardzo dużo sensu. Pokolenie 68 roku ma dziś skromnie licząc około siedemdziesiątk,i a to oni w Niemczech domagali się najmocniej rozliczeń nazistowskiej przeszłości. Dlatego w latach 70-tych a nawet 80-tych trwały w Bundesrepublik procesy nazistowskich zbrodniarzy, przekonanych o swojej bezkarności, jak SS-mani z obozu Sachsenhausen, skazani na kary dożywotnego więzienia w 1970 roku. Mogę się tylko pokłonić i podziękować temu pokoleniu za ich służbę dla społeczeństwa.
 W manifestacji uczestniczy dużo różnych grup, głównym organizatorem jest Hamburskie Stowarzyszenie Lokatorów, niektórych nazw i flag kompletnie nie rozpoznaję. Od młodzieży do wspomnianych babć, normalsi, którym wysokie czynsze w Hamburgu i trwający w całych Niemczech kryzys mieszkaniowy dopiekły w ostatnich latach.
Już w zeszłym roku cena za pokój (pokój! nie za mieszkanie) wynosiła w Hamburgu nawet 1000 euro, obecnie ceny za wynajem mieszkania sięgają w Hamburgu 100 euro za metr kwadratowy. Jedno z najbardziej przeklętych słów w ludzkim słowniku-gentryfikacja.
St. Pauli, Gangenviertel czy Munzenviertel to dzielnice Hamburga gdzie gentryfikacja niszczy lokalne społeczności, wyrzuca miejscowych do dzielnic podmiejskich, bo mieszkania staja dla nich za drogie. Przedziwny jest widok np. w Ganvervieltel gdzie nowoczesnym biurowcom towarzyszą stare stuletnie, zniszczone kamienice.

Przez ostatnie kilka lat. kiedy jeżdżę do Hamburga widzę jak coraz więcej osób, zwłaszcza imigrantów, dojeżdża coraz dalej od Hamburga w godzinach powrotów z pracy.
Mowa jest o tym, że. W Niemczech brakuje około miliona mieszkań. W zeszłym roku z planowanych przez rząd 400 000 mieszkań wybudowano jedynie 295 000. Demonstracja odbywa się w tym samym czasie, gdy W Berlinie odbywa się z udziałem ministra szczyt mieszkalnictwa. Z tego, co wiem, demonstracje odbyły się w wielu miastach w Niemczech. Kluczowe żądania to uchwalenie ogólno-niemieckiego górnego limitu czynszów (Meten-Deckel). Czynsz taki mogą wprowadzać obecnie władze lokalne, obecnie obowiązuje w około 400 gminach w Niemczech, w tym Hamburgu, Bremie i Hanowerze w moim regionie Niemiec. jest jednak często omijamy przez landlordów. 
Manifestanci domagają się ponadto więcej nakładów na budownictwo komunalne i spółdzielcze i zatrzymanie gentryfikacyjnych wysiedleń, niszczących społeczności lokalne i zwiększające bezdomność w Hamburgu i innych dużych niemieckich miastach, i ochrony lokatorów przed eksmisjami. Bezdomność w Hamburgu to osobny i bardzo obszerny temat, drugie pod względem wielkości miasto Niemiec, perła Hansy ma najwięcej bezdomnych w stosunku do liczby mieszkańców w całym kraju.
 

Niemcy przy tym są krajem gdzie sytuacja jest jednak w pewnym stopniu łagodzona przez świadczenia socjalne. Od przyszłego roku ma wzrosnąć zasiłek mieszkaniowy Wohngeld i wynosić będzie średnio 400 € na gospodarstwo domowe, dodatkowo od stycznia wypłacany będzie dodatek na ogrzewanie mieszkania w wysokości 1,2 euro na metr kwadratowy.
Jednak jeżeli porównamy to z cenami mieszkań w Hamburgu i innych największych ośrodkach nie jest to dużo. Rośnie w tych miastach liczba biednych pracujących. I tych, których większość życia zajmuje praca i dojazd, ponieważ tak jak moi towarzysze podróży Heidebahn (cóż za romantyczna nazwa: Kolej Wrzosowiskowa, aż trudno uwierzyć, że pod koniec wojny wywożono tą romantyczną trasą więźniów obozu pracy w Hamburgu na zachód), między Hanowerem i Hamburgiem, mieszkają coraz dalej od miejsca, gdzie pracują.  

Przemówienia z których nic nie rozumiem trwają i trwają. Jest zimno i mokro i idę na grzańca na jarmark tuż przy ulicy w miejscu, gdzie stoi manifestacja. jest wino i jest ważna na niemieckich Wenachtsmarkt karuzela.

 

                                      .

 

Biorę kubek za 4+3 (kaucja za kubek) euro. I staję tak, żeby widzieć manifestację, gdzie najwyraźniej zaczyna się coś dziać. Coś co wygląda jak przygotowania do wymarszu. “No qrwa wiedziałem... ukradnę chyba kubek,,, nie, w sumie nie ukradnę zapłaciłem za niego kaucję, a nawet ładny”. Staram się szybko wypić gorący napój, co odbiera sporą część przyjemności z picia rozgrzewającego płynu. Ale udaje mi się skończyć i oddać kubek, zanim manifestacja rusza.
W stronę Dworca Głównego, przez Jungfernstieg, mijamy po prawej Ratusz i Kościół Św. Piotra, idziemy dalej Mönckebergstrasse, głównym pasażem handlowym Hamburga do mostu Oberhafenbrücke. 
 

Nie bez powodu manifestacja kończy się w tym miejscu. Tu obok budowane jest HafenCity, którą ma zamieszkać około 14 tysięcy osób. Chociaż są tam również planowane mieszkania socjalne to są one kroplą w morzu potrzeb a przeciętna cena mieszkania w HafenCity jest dla biedniejszej częsści mieszkańców Hamburga abstrakcyjna i nieosiągalna.

Dochodzi dziewiętnasta manifestacja się kończy, za godzinę ma odbyć sie w pobliskim klubie Beat Boutique przy Altländer Straße dyskusja panelowa na temat mieszkalnictwa. Z której nic bym nie zrozumiał
A czeka mnie jeszcze ponad godzinna jazda dwoma pociągami i sześć kilometrów przez las więc krokiem marszowym ruszam na dworzec.

Jeżeli podobała Ci sie ta relacja, to możesz zachęcić mnie do kolejnych wycieczek i relacji zostają ich sponsorem i stawiając mi kawę lub lunch

Lub kupując coś w moim sklepie na Redbubble

Dziękuję

 

Hamburg. The best city of the world!

 

U nas w gastro najlepszą motywacją do dobrej pracy jest dobry napiwek. jeżeli podoba ci się, to co piszę zostaw mi napiwek

 

Moje media społecznościowe

Share