Wekowanie a przemiany społeczne

Jeżeli nie muszę się meldować w kuchni o szóstej rano, to najbardziej lubię zaczynać dzień od dobrego punk rocka, kawy i przeglądania internetu. Wiecie jak to jest… Przeglądasz najnowsze wydarzenia i nagle nie wiadomo dlaczego, jesteś na stronie pod tytułem „2 karły ruchają murzynkę”. Ja mam zazwyczaj jednak odwrotnie. Nie wiadomo, dlaczego ląduje na stronie np. na temat wekowania.
Nie ma obowiązku wiedzieć, więc może wyjaśnię: wekowanie to proces konserwowania żywności, popularny jeszcze kilkadziesiąt lat temu na całym chyba świecie. W każdym razie tam, gdzie można było kupić weki, specjalne słoiki do wekowania.
Dzisiaj zwyczaj wekowania pozostał bardziej na terenach wiejskich, gdzie wekowane są własne produkty. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu, kiedy dostępność zarówno cenowa, jak i fizyczna obecność na półkach sklepowych, warzyw i owoców była o wiele bardziej sezonowa niż dzisiaj, w sezonie, kiedy ceny były najniższe robiło w ten sposób zapasy na zimę również wielu mieszkańców miast.
W Polsce (i w Niemczech) zwyczaj robienia nie tylko weków, ale wszelkich przetworów był rozpowszechniony w miastach za sprawą rozpowszechnienia kleine garden, czyli ogródków działkowych, które wykarmiły pokolenia dzieci z rodzin robotniczych.
Wekowanie wyszło z szerokiego użycia wraz z dostępnością świeżych warzyw i owoców przez cały rok i upowszechnieniem się dań gotowych dostępnych w sklepach w niskich cenach.

Co to jest wekowanie?
Wekowanie jest rodzajem pasteryzacji.
Pasteryzacja to proces konserwacji pożywienia opracowany przez Ludwika Pasteura, wynalazcę szczepionki na wściekliznę. Pasteur obalił też teorię samorództwa i odkrył, że proces fermentacji jest wywoływany przez drobnoustroje.
Dzisiaj to oczywista oczywistość, ale wówczas był to przełomowe odkrycie, które doprowadziło w konsekwencji do odkrycia pasteryzacji.
Do Pasteura zgłosił się minister marynarki wojennej Francji z prośbą pomoc. Historia ta pokazuje nam jak upowszechniony w dziejach człowieka jest alkoholizm. Bo każdy statek marynarki wojennej (cywilne chyba też) zabierał zapas wina dla załogi, która miała swój codzienny przydział. Ale wino zawierające witaminę C było też sposobem na zapobieganie szkorbutowi, koszmarnej chorobie, w której gniją dziąsła i wypadają zęby. Dzisiaj wiemy, że wystarczą tabletki z witaminą c albo dużo sok z cytrusów. tylko że witaminę C okrył dopiero w 1928 roku węgierski biochemik Albert Szent-György. Problemem było kwaśnienie wina. Dziś wiemy, że odpowiadają za to bakterie kwasu octowego fermentujące alkohol do octu.
I 20 kwietnia 1862 roku Pasteur odkrył, że jeżeli podgrzać wino do 63 st C nie traci ono ani smaku, ani swoich właściwości. I nie kwaśnieje!
Proces podgrzewania produktów do temperatury minimum 60 stopni w celu pozbycia się drobnoustrojów nazywamy właśnie pasteryzacją.
Ale aby skutecznie i na dłuższy czas pasteryzacja zapobiegała psuciu się żywności potrzebne jest jej odpowiednie zapakowanie, zabezpieczenie przed drobnoustrojami z otoczenia.
I tu wchodzi na scenę niemiecki chemik Rudolf Rempel, który 23 kwietnia 1892 roku opatentował „urządzenie do automatycznego zamykania i odpowietrzania naczyń sterylizacyjnych”. Rumpel opracował nową technologię umożliwiająca tworzenie szklanych pojemników o gładkich krawędziach, które nie pękały podczas sterylizacji i były zamykane gumową uszczelką i specjalną sprężyną.
Rok później po śmierci Rempela prawa patentowe do jego wynalazku kupił Johann Carl Weck, wegetarianin i abstynent związany z niemieckim XIX wiecznym ruchem reformy życia „Lebensreform”, głoszącym hasła powrotu do natury, zdrowego stylu życia i odrzucenia industrializmu. I nacjonalizmu i rasizmu, który zainspirował nazistowskie idee „ziemi i krwi”. Taki trochę New Age, trochę moda na eko i zdrowy styl życia, a trochę jedno z ważnych ideowych źródeł nazizmu.
I zapewne to kierowało Weckiem-dostęp do zdrowej żywności przez cały rok, zakonserwowanych na zimę w słoikach warzywach i owocach. Nie był jednak zbyt dobrym handlowcem i ten przełomowy wynalazek nie zyskał dużej popularności i nie sprzedawał się prawie wcale. Z jednym wyjątkiem. W Emmerich w Nadrenii sprzedaż szła znakomicie.
Za sprawą Georga van Eycka, doświadczonego handlowca i właściciela hurtowni artykułów gospodarstwa domowego, który był dystrybutorem Wecka w tym mieście.
1 stycznia 19oo roku rozpoczęła działalność spółka Wecka i van Eycka, J. Weck u. Co.
Ogromny sukces słoików z gumka i sprężynką firma zawdzięczała nowatorskim metodom marketingowym van Eycka
Zatrudnił on nauczycieli gospodarstwa domowego którzy prowadzili zajęcia w szkołach gotowania, szpitalach i na parafiach ucząc gospodynie nowej metody konserwowania żywności. Wydawał też serię książek kucharskich „Koche auf Vorrat”(Gotuj na zapas) i czasopismo poradnikowe dla gospodyń domowych.
Nic więc dziwnego, że już wkrótce do słoików zamykanych gumką i sprężyną przylgnęła nazwa weki, a sam proces pasteryzacji żywności w takich słoikach zaczęto nazywać wekowaniem.
W 2023 roku firma Weck ogłosiła upadłość i została przejęta przez międzynarodową grupę inwestycyjną Aurelius, która zobowiązała się do utrzymania produkcji i zachowania marki Weck wraz z charakterystycznym logo, prostym schematycznym rysunkiem truskawki
Wynalazek weków jest jednym z tych wielkich małych wynalazków, które zmieniły zasadniczo nasze życie.
To historia życia codziennego, która nie ma jakoś uznania w mediach, szkołach i prawie u historyków (bo są zacne wyjątki). Historia to wojny napoleońskie, Adolf Hitler, rewolucja meksykańska i Al Capone. Ale nie to jak żyli nasi przodkowie, co jedli, jak zarabiali na swoje utrzymanie, jak wyglądał dzień ucznia cechowego, a jak pańszczyźnianego chłopa.
A wystarczy prosta statystyka, żeby zdawać sobie sprawę, że jesteśmy w 90, co najmniej procentach potomkami uczniów cechowych i chłopów pańszczyźnianych. I tych naszych przodków i ich życia nie ma w historii.
I nie chodzi nawet o to, co nazywa się historią ludową. Bo ta często jest to też na wysokim poziomie ogólności i mówi głównie o takich wydarzeniach jak strajki czy bunty, a niewiele mówi o życiu codziennym. Co robił dziewiętnastowieczny robotnik, co robił siedemnastowieczny chłop rano, kiedy wstał? Gdzie się szedł wysrać na przykład? I co robiono z tymi nieczystościami potem? Podstawowy problem dla naszego życia, myślę, że dużo ważniejszy od tego, kto właśnie rządzi, kto wygrał ostatnie wybory.
Tak samo możemy poczyta mnóstwo o skutkach wojen i traktatów politycznych, ale nie o skutkach takich wynalazków jak weki.
A pasteryzacja i wekowanie zmieniło gruntownie naszą dietę, ograniczyło ilość zatruć pokarmowych i ilość soli w diecie (wcześniej solenie było jednym z podstawowych sposobów konserwowania żywności) żywnością. Kiedy mówimy, że zmiana stosunków produkcji wymusza zmianę społeczną, ale zazwyczaj jest to rozumiane na dużym poziomie ogólności, zmian ustrojowych, politycznych, trochę jakby ten proces odbywał się automatycznie czy „magicznie”, bez przyjrzenia się życiu codziennemu
Tak jak gruntownie zmieniło stosunki społeczne wprowadzenie do użytku takich wynalazków jak pralka automatyczna i tabletka koncepcyjna, które pomogły (czy wręcz umożliwiły kobietom uzyskanie niezależności, oszczędzały wysiłku i dały czas, aby walczyć o swoje prawa.
Czy podobnie zadziałało wekowanie?
Jeżeli się zastanowić nie jest to wcale bezzasadne pytanie.
Poprawa diety oznaczała poprawę stanu zdrowia i więcej sił. na cokolwiek poza pracą. czyli na przykład na „działalność wywrotową”, co wpływało na stosunki społeczne.
Społeczeństwo jest niczym diamentowa sieć Indry, w której każdy klejnot łączy się z każdym innym, weki z triumfem nazizmu. Który spowodował boom w produkcji konserw (technologia rozwijana równolegle z wekowaniem) bo słoiki były za ciężkie i nieporęczne na froncie.

Podobał ci się ten artykuł? Chcesz więcej podobnych? Wesprzyj mojego bloga

Moje media społecznościowe

Share