

Polskiego Towarzystwa Medycyny Stylu Życia.
Ciągły pęd, wyścig, przepracowanie przeładowanie… czas zwolnić
A najlepiej zrobisz to na naszych slow life wakacjach na Bali, na które polecisz z prędkością tysiąca kilometrów na godzinę. No w chuj wolno. I na które, żeby zarobić, musiałeś zapierdalać jak mrówka.
Możesz też zwolnić na naszym kursie, na który też musiałeś zapierdalać jak mrówka, a my teraz nauczymy cię takich rzeczy, jak oddychanie, gotowanie, spędzanie czasu z przyjaciółmi. Czyli tego co, gdybyś nie zapierdalał jak mrówka, byś praktykował na co dzień. Nawet o tym nie wiedząc.
Żeby zadbać o swoją powolność, kup też nasz kalendarz na ścianę. Oczywiście w czasach, kiedy każdy ma kalendarz w telefonie możesz ten kalendarz równie dobrze sobie na chuju powiesić i podrywać na to laski. Oczywiście powoli.
There's No Business Like Show Business już nie jest dłużej aktualne. Dzisiaj najlepszy biznes to (przepraszam za wyrażenie) duchowość i (przepraszam za wyrażenie) rozwój osobisty.
A może, zamiast zapierdalać jak mrówka…
Ta anegdota ma zapewne wiele wersji. W mojej amerykański turysta w Grecji pyta rybaka na plaży
-Czemu tak siedzisz, zamiast pracować i łowić ryby?
-Po co?
-Żeby więcej zarobić. Kupić drugą sieć. Jeszcze więcej zarobić. Kupić drugą łódź. Będziesz mieć potem całą flotyllę łodzi rybackich.
-Po co?
-Będziesz zmógł siedzieć cały dzień na plaży i nic nie robić.
-Ale właśnie siedzę na plaży i nic nie robię.
Bo jeżeli śpieszę się na zajęcia o tym, żeby żyć powoli to coś jest nie tak. Może zamiast śpieszyć się na zajęcia o tym jak zwolnić, usiać w spokoju i nigdzie się nie spieszyć?
Czy to nie jest tak, że gubimy się w różnych technikach i metodach, i koncentrujemy się na środkach, a nie na celach. Że tak jak w starej buddyjskiej przypowieści mylimy palec z Księżycem, na który wskazuje? Usiłujemy pochwycić odbicie księżyca w wodzie i zjeść menu. Mylimy mapę z terenem.
„Mapę”, kolejną modę podsuniętą usłużnie przez marketing. Jak w filmie Jodorowskyego „Święta Góra” gdzie władca Jowisza ma fabrykę sztuki “Produkujemy nowe nurty w sztuce na każdą porą roku"
Oczywiście, kpie i szydzę, świadomie przejaskrawiając. I wiedząc, że choćby technik oddechowych z jogi czy technik medytacji trzeba się nauczyć i ćwiczyć.
Czy do tego, żeby żyć w NORMALNY sposób i oddychać normalnie, nie tak by osiągać medytacyjne wglądy czy uprawiać freediving, nie potrzeba nic… poza takim życie. Zamiast dokładać sobie kolejne rupiecie czy skarby o nazwie slow life wystarczy, nawet nie to, że się pozbywać czegokolwiek. Ale nie dokładać
Slow life jest niczym innym niż nie przyśpieszaniem swojego życia do patologicznego i szkodliwego dla zdrowia fizycznego i psychicznego poziomu. To trochę tak jak z amfetaminą. Nie jesteś spowolniony, jeśli nie bierzesz amfetaminy. To po amfetaminie przyśpieszasz, to nie jest naturalny stan umysłu, ciała ani życia. Podobny jest też zapewne dopaminowych kop.
I oczywiście nie byłbym sobą, gdybym idąc śladami Jego Świętobliwości Dalajlamy nie połączył buddyzmu i Marksa. Odwołam się do dziedziny najlepiej mi znanej, czyli do gotowania. W ramach oferty slow life pojawiają się kursy gotowania.
Odbycie takiego kursu wymaga zasobów i wcale nie tak małych. Chodzi nie tylko o pieniądze, które tez są tu istotne, bo kursy kulinarne muszą być drogie.
Dużo więcej kosztuje, wymaga też odpowiedniego sprzętu, logistyki zaopatrzenia w produkty zorganizowanie kursu gotowania dla 10 osób niż kursu oddychania dla 10 osób. trzeba mieć też oczywiście czas i energię.
To pokazuje, czym są tego typu zjawiska czy mody duchowo-rozwojowe jak Slow Life, aspiracyjną duchowością, klasy średniej. W kategoriach buddyjskich są duchowością demoniczną, czyli ukierunkowaną na dopieszczanie i powiększanie ego.
Gotowanie w domu, tym bardziej wspólne i wspólne jedzenie jest czymś jak najbardziej godnym polecenia. Ale tez wymaga odpowiednich zasobów.
W obecnych realiach zawodowych i społecznych wspólne spożywanie posiłków przez całą rodzinę jest poważnym przedsięwzięciem logistycznym i gratuluję każdej rodzinie, której się to udaje.
A przecież trzeba jeszcze zrobić zakupy, trzeba poświęcić czas na gotowanie.
To pokazuje też jak rozwój środków produkcji kształtuje stosunki społeczne, nawet wewnątrz rodziny i sama rodzinę. W erze przed industrialnej, wspólnie pracująca na roli rodzina (wielopokoleniowa, co też wraz ze zmianą stosunków produkcji odchodzi w przeszłość) wspólnie jadła.
Mówi się o metodzie na lepsze życie, którą ma być to, że się gotuje w domu, najlepiej z rodziną i celebruje posiłek. W sytuacji, w której również finansowo, najbardziej dostępną opcją dla klasy niższej jest gotowa, wysoko przetworzona żywność. To pokazuje fałszywość i wykluczający charakter takich zjawisk jak slow life (a właściwe cały rozwój osobisty i nowoczesna duchowość).
Żeby slow life było czymś więcej niż kolejną fanaberią znudzonej klasy próżniaczej musiały zawierać element, jako podstawowy, zmiany systemowej, tak przekształcającej system społecznoekonomiczny, żeby dawał on dostęp do takiego życia wszystkim klasom społecznym.
Podobał ci się ten artykuł? Chcesz więcej podobnych? Wesprzyj mojego bloga