Odnaleźli się pracownicy gastro!

Prawie co dziesiąty zatrudniony w branżach dotkniętych covidowymi restrykcjami stracił pracę, poinformował 23 września Polski Instytut Ekonomiczny. Najmocniej pandemia odbiła się na pracownikach gastronomi i hotelarstwa-pracę w tych branżach straciło aż 12% zatrudnionych.
Nie jest to w sumie żadna sensacją, trzeba tez dodać że według metodyki BAEL, według jakiej było prowadzone badanie osoby pracujące to takie które tygodniowo pracują przynajmniej 1 godziną, a w gastronomii bardzo wiele osób pracowało w radykalnie okrojonym czasie pracy. Osobiście znam przypadek gdzie ilość godzin pracy w tygodniu spadła z 40-50 do około 10. I część tych osób, chociaż z formalnego punktu widzenia nie straciła pracy, to zmuszona była z oczywistych powodów do jej zmiany. I w efekcie po otworzeniu gastronomii rozległo się chóralne “gdzie są pracownicy gastro?!” Otóż są w “bardziej stabilnych branżach” jak to określa PIE.
Najwięcej osób zatrudniło się w handlu, budownictwie i usługach. I jak można przeczytać choćby na gastronomicznych grupach na fb-nie zamierzają wracać. Stabilne zatrudnienie, stabilna (a do tego pewna i na czas) płaca, wolne niedziele czy weekendy, w wielu branżach praca do 15 czy 16 i wolny czas popołudniu dla siebie i rodziny-dla kogoś kto spędził w gastronomii to jest prawie jak urlop. O takim cudzie jak płatny urlop wynikający z umowy pracę (też w gastronomii trochę jak Yeti) to byli pracownicy polskiej patogastronomii mówią ze łzami w oczach.
Po ponownym otwarciu gastronomii pod koniec maja temat “gdzie są pracownicy” gastro pojawiał się wielokrotnie. Ale to źle postawione pytanie. Właściwe pytanie to “Dlaczego?” Dlaczego doświadczeni pracownicy zdecydowali się na zmianę branży i jeżeli piszą o swoim doświadczeniu w gastronomii to są to często wyzwiska pod adresem byłych pracodawców. I jak ta sytuacja wpłynie na gastronomię w najbliższych kilku latach?
Odpowiedź na “dlaczego” jest generalnie dość oczywista dla wszystkich poza szukającymi pracowników właścicielami lokali. Stres, długie godziny pracy, bez dodatkowo płatnych nadgodzin, praca w weekendy, również nie płatna dodatkowo, złe warunki pracy, brak stabilności zatrudnienia i śmieciówki, niskie zarobki, mobbing, nierzetelni właściciele oszukujący państwo, klientów i pracowników. To główne przypadłości patologii zwanej gastronomią. Dodajmy jeszcze takie drobiazgi jak niekompetentna kadra zarządzająca i właściciele. Z jednej strony osoby bez żadnego doświadczenia w gastronomii, które zostają menadżerami i właścicielami lokali, z drugiej osoby niejako “wychowane” przez gastronomiczną patologię, które po awansie czy otworzeniu własnego lokalu tę patologię pielęgnują i rozwijają.
Czy coś się zmieni? Czy właściciele, menadżerowie wyciągną wnioski z obecnej sytuacji? Powstała nawet Izba Gospodarcza Gastronomii Polskiej. I jak wynika z informacji zamieszczonych na stronie, będzie się ona zajmowała… głównie wyciąganiem ręki po pieniądze do państwa i do Unii. Biorąc pod uwagę jak powszechne jest w tej branży uchylanie się od opłacania podatków czy składek (choćby przez śmieciowe zatrudnienie) to aż ciśnie się na usta cytat z klasyka o paniach wiadomej konduity, że “nachalne są bardzo i zuchwałe”. Znamienne, ze na stronie fb IGGP możemy znaleźć wpis o tym jakim strasznym represjom jest poddawana patogastronomia. Chodzi o obowiązek wystawiania paragonów… zapewne następny będzie wpis o roszczeniowych pracownikach domagających się umów i pensji na czas… albo o nękaniu przez domagający się czystości i higieny SANEPID.
Czy z takim podejściem można się spodziewać zmian na lepsze i uzdrowienia sytuacji w branży? Raczej “wyścigu do dna” i zastępowania doświadczonych kucharzy, barmanów czy kelnerów przez studentów (o tym dlaczego studenci to zmorą gastronomii napisze osobny tekst), młodych ludzi bez doświadczenia, którzy nie mogli znaleźć innej pracy i imigrantów godzących się na warunki i stawki na jakie nie chcieliby się zgodzić Polacy. I nadal będzie “Ukraina siedzieć i obierać”. Takie słowa usłyszałem na temat często kupowanych w gastronomii obranych warzyw, pakowanych próżniowo. Bo tania siła robocza to również największy wróg innowacyjności i nowoczesności. Po co kupować maszynę jak zrobi to podczłowiek za pół darmo.
W efekcie sytuacja stanie się raczej jeszcze bardziej patologiczna, jakość serwowanych dań i obsługi coraz gorsza a a patoprzedsiębiorcy z branży będą się dziwić i zrzeszać w obronie patologii, jaka jest ich styl uprawiania biznesu.




Podoba Ci się ten artykuł? Chciałbyś więcej tego typu materiałów?
Wesprzyj to co robię i ciesz się bonusami dla patronów bloga

Kategoria:

Share