

Polskiego Towarzystwa Medycyny Stylu Życia.

Kilka dni temu obudziłem się z paskudnym bólem karku i barków, i uczuciem napięcia w mięśniach ramion.
Zazwyczaj takich objawów nie kojarzymy z depresją. Kiedy cztery i pół roku temu z bólu nie byłem w stanie ruszać lewą ręką, nie wiedziałem co się dzieje. Początkowo, kiedy ból był jeszcze o zniesienia sądziłem, że nadwyrężyłem sobie ramię na siłowni. Ale w miarę upływu czasu ból narastał. Zaczynał się z lewej strony szyi a kończył na lewej dłoni. Nie pomagały żądne leki przeciwbólowe. Dopiero podczas pierwszej wizyty u psychiatry usłyszałem określenie maski bólowe depresji. Ból zaczął ustępować po kilku dniach brania antydepresantów.
Bo depresja wcale nie oznacza zawsze i tylko trwające przez długi czas "obniżenie nastroju" (określenie równie zwodnicze jak "epizod depresyjny", który może trać miesiącami, a "obniżenie nastroju" w depresji ma się tak do normalnego smutku, jakiemu ulega czasami każdy, jak rów Mariański do rowu melioracyjnego) i myśli samobójczych. Katalog możliwych objawów depresji jest równie wielki jak katalog Biblioteki Narodowej.
Często są to właśnie różnego rodzaju bóle-karku, barków, głowy (najczęściej z uczuciem jakby jakaś obręcz zgniatała głowę, zaburzenia, Może to trwać latami. Sam przez lata cierpiałem na bóle barku, ramion i pleców nie podejrzewając, że są objawem depresji.
Potem bywa niejako w drugą stronę-kiedy coś mi dolega, to nie wiem czy to faktycznie coś z żołądkiem, kręgosłupem, czymkolwiek, czy "tylko" objaw depresji.
Moje doświadczenie jest też takie, że te objawy są pewnego rodzaju sygnałami ostrzegawczymi, że zbliża się pogorszenie , że powinienem odpocząć, że mam za dużo stresów. Odkąd jestem w Niemczech, w ośrodku Dharmy te symptomu prawie się nie pojawiają.
Mój psychiatra już dawno temu mówił mi, że jedną z lepszych rzeczy jakie mogę dla siebie zrobić są wakacje. Wyjazd, oderwanie się od miejsc i okoliczności które mnie męczą, stresują. Polska jest bardzo stresogenna, zwłaszcza dla prekariusza. Realia pracy w gastronomi też swoje robią. To branża w której poziom stresu, niepewności, łamania praw pracowniczy i wszelkiej podłości ze strony "januszy biznesu" przekracza nawet granice wyznaczone przez księdza Stryczka. Zupełnie inne warunki, poczucie bezpieczeństwa. Niedawno zdałem sobie sprawę jak to poczucie bezpieczeństwa lub jego braku ma silny wpływ na moje samopoczucie. I na moje bóle. Brak bezpieczeństwa i stres powodują że mimowolnie i niezauważalnie kulę się napinając zwłaszcza mięśnie barku i ramion czyli te właśnie których ból najczęściej mi dokucza.Depresja to dla mnie w ogóle takie skulenie się. Dosłowne i metaforyczne. Fizyczne i psychiczne. Czarno iały a właściwie szary obraz kogoś kto siedzi skulony w kącie, to obraz który najbardziej mi się kojarzy ze słowem depresja, obraz który najlepiej dla mnie oddaje stan depresji.
Depresja maskowana (bo tak się to zazwyczaj uczenie nazywa) występuje częściej niż klasyczna depresja z typowymi objawami. Katalog symptomów depresji maskowanej obejmuje takie zaburzenia jak bezsenność i nadmierna senność, zaburzenia odżywiania, również w obie strony (jadłowstręt i objadanie się-doświadczyłem obu tych stanów), lęki (o lękach w depresji napiszę niedługo więcej, to temat szczególnie mi bliski) i fobie (u mnie to szczególna forma agorafobii), różnego rodzaju dolegliwości bólowe, zaburzenia trawienia (trwająca przez kilka-kilkanaście tygodni biegunka potrafi bardzo wycieńczyć organizm), zawroty głowy, problemy z ciśnieniem, a nawet zespół niespokojnych nóg i...swędzenie skóry. To nie wszystkie jeszcze maski za jakimi może kryć się depresja.
Nie żebyś zaraz jak Cię rozboli głowa albo jak dostaniesz sraczki miał/a biec do psychiatry. Ale jeżeli takie objawy występują regularnie, przez dłuższy czas, albo np. w sytuacjach stresu i przemęczenia, i nie udaje się tego wyleczyć czy w ogóle zdiagnozować przyczyny somatycznej to lepiej za zimne dmuchać i zapisać się do psychiatry na wizytę. Tym bardziej, ze jeżeli nie masz na zbyciu 200 zł za jedną wizytę to potrzebujesz czasu żeby dostać się do psychiatry na NFZ. W Warszawie to 2-3 miesiące. W małych miejscowościach jest jeszcze gorzej. Od myślenia o tym już można dostać depresji. Kiedy niedawno mój lekarz odszedł na emeryturę (chyba, w każdym razie przestał pracować w poradni w której się leczę) przez ponad miesiąc nie mogłem się dobić do przychodni na wizytę. tak długo nie było nikogo na jego miejsce. I to nie był tylko mój problem ale wszystkich którzy u niego się leczyli znaleźli się w takiej sytuacji. Wiecie co to znaczy dla kogoś z silną depresją kiedy okazuje się że nie będzie wizyty i np. recepty na leki? Że dopiero za dwa-trzy miesiące? Na przykład to, że zacznie układać listę osób które trzeba powiadomić w po śmierci. U mnie skończyło się na liście. Bo kiedy dotarło do mnie co robię to wpadłem w taka panikę że następnego dnia biegiem prawie poszedłem do przychodni rejonowej i lekarz ogólny przepisał mi po opakowaniu moich leków. A tu kolejny absurd-żeby mógł mi przepisać leki z refundacją muszę mu przynieść zaświadczenie od psychiatry u którego się leczę. NO ŻESZ QRWA! Jakbym mógł wziąć zaświadczenie od psychiatry to równie dobrze bym mógł wziąć od niego receptę. Kto to wszystko nawymyślał? Debil jakiś, no po prostu debil!
Oczywiście-no co takiego wielkiego iśc do przychodni. Ano właśnie na tym problem polega. Dla kogoś z depresją TO JEST PROBLEM.Myśl o tym żeby tak po prostu sobie wejść do przychodni czy nawet tylko zadzwonić....Nie to wcale nie jest taki proste. W depresji naprawdę takie najzwyklejsze sprawy stają się przeszkodami nie do pokonania. Właściwie nawet nie potrafię określić co w tym takiego strasznego bo często to nawet nie jest lęk. Bardziej takie"nie ma szansy, nie dam rady, może lepiej nie, a co będzie jak rejestratorka w przychodni rzuci się na mnie i przegryzie mi gardło albo lekarz będzie na mnie krzyczał albo cokolwiek' W depresji świat jest wrogi i przerażający a każda aktywnośc wzmaga jeszcze ból.
Ważnym (i moim zdaniem bardzo częstym) objawem jest nadużywanie alkoholu i innych substancji psychoaktywnych. Mój lekarz powiedział mi kiedyś że tzw. zapijanie depresji jest bardzo częste. Działając znieczulająco fizycznie i psychicznie alkohol jest najłatwiej dostępnym środkiem "terapeutycznym" przy depresji. Ostatnie tygodnie przed pierwszą wizytą w przychodni i początkiem brania leków tym właśnie glównie się zajmowałem. Znieczulaniem przy pomocy alkoholu. To był jedyny sposób który zmniejszał cierpienie psychiczne, ból fizyczny i umożliwiał zaśniecie. Bez alkoholu zasypiałem najwyżej na dwie trzy godziny rano, czasami jeszcze na chwilę w ciągu dnia. Kiedy zacząłem brać leki i mój stan się poprawiał nie miałem żadnych problemów z odstawieniem alkoholu.
Zawsze kiedy widzę bezdomnych i rozmaitych żuli zastanawiam, się ilu spośród nich to ofiary depresyjnej jazdy w dół. Pojawia się depresja (często maskowana), osoba zaniedbuje swoje sprawy, nie jest w stanie sobie poradzić z wieloma, pozornie drobnymi sprawami, które w depresji urastają do rangi wyzwania wielkości Czomolungmy, przegrywa swoja cichą walkę o życie, zaczyna się ostre picie, utrata pracy, utrata rodziny, mieszkania.... Myśle też jak niewiele mnie od takiej sytuacji wiele razy w życiu dzieliło i jak, tak naprawdę każdego z nas, niewiele od tego dzieli.
