Spiskowy kotlet (z fasoli)

Jeżeli byśmy kogoś zapytali o typowe, najczęściej używane w kuchni i typowo polskie strączkowe to zapewne pojawi się groch, może bób i na pewno fasola. Zwłaszcza biała, odmiana Piękny Jaś jest nawet na liście Chronionych Nazw Pochodzenia Unii Europejskiej i na liście produktów roślinnych Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi. A przecież… to nie fasola była tradycyjnym pokarmem naszych przodków.

kotlety fasolowo gryczane

SKŁADNIKI:
150 g białej fasoli suchej
100 kaszy gryczanej
1/2 kostki silken tofu
50 g płatków jaglanych
50 ml oleju
1 łyżka (35 g) maki ziemniaczanej
2 łyżki majeranku
1 łyżeczka czarnego pieprzu
2 łyżeczki wędzonej papryki
1 łyżeczka mielonych nasion kolendry
1 łyżeczka mielonych ziaren jałowca
1/2 łyżeczki mielonej gałki muszkatołowej

SPOSÓB PRZYGOTOWANIA:
Fasole moczymy 8 godzin, odlewamy i gotujemy do miękkości, tak żeby dała się rozgnieść.
kaszę gryczana gotujemy mocno al dente.
Odstawiamy do wystudzenia
Tofu blendujemy. jeżeli jest za twarde…to bardzo niedobrze. Ale możemy dodać trochę wody i oleju.
Wszystkie składniki dokładnie mieszamy i odstawiamy na 20 minut, aż płatki wchłoną wodę.
Formujemy kotlety panierujemy w tartej bułce z dodatkiem pokruszonych corn flakes (bez cukru!)
Smażymy na mocno rozgrzanym oleju z dwóch stron

WARIANTY:
To jest kolejny przepis będący efektem mojego przeglądu spiżarni pod kontem tego co trzeba zużyć. Więc oczywiście można skład skorygować na bazie tych składników jakie macie.
Biała fasolę, której ja mam akurat dość dużo (kilka kilogramów) można zastąpić innymi strączkami, zamiast kaszy gryczanej dać inną. Podobnie z tofu, które dodałem w sumie dlatego ze akurat miałem pół kostki takiego bardzo delikatnego silken tofu.
Co to jest ważne to płatki jaglane i mąka ziemniaczane które pełnia rolę lepiszcza.

UWAGI:
Tofu powinno być jak najbardziej miękkie i delikatne, takie nawet trochę wodniste.
te kotlety zdecydowanie na oleju na patelni, pieczone się nie sprawdzają.

SERWIS:
Dobrze konweniują z ziemniaczkami, ryżem, klasycznie z ogórkiem kiszonym ale tez bardzo dobrze sprawdza się miks sałat czy tak jak u mnie rukola z pomidorkami koktajlowymi, do tego jakiś lekki dip jogurtowy lub vinaigrette

W czasach Kołodzieja Piasta
soczewicą kraj porastał.
Miejscami, tak po trochu
były też pola grochu.
Uprawa bobu i wyki
też dawała wyniki.
I choć nas to może boli,
nie było wcale fasoli.
Takie właśnie ziarna strączkowe były odkrywane podczas wykopalisk w Biskupinie, Gnieźnie, Wrocławiu, Opolu czy Żmijowiskach koło Kazimierza Dolnego (gdzie w skansenie Muzeum Dawnych Słowian można, w ramach pokazów “archeologii doświadczalnej”, spróbować nie tylko strączków przyrządzanych po starosłowiańsku, (dzieki państwu Hannie i Pawłowi Lisom)
Te zmiany w upodobaniach i dostępności poszczególnych strączkowych, w polskich sklepach i kuchni, pokazują jak zmienia się nasza dieta wraz z upływem czasu. Niekiedy trudno określić właściwie dlaczego. No bo dlaczego fasola wyparła prawie całkowicie inne strączki (poza grochem) na długie lata. Bób jest traktowany obecnie raczej jako sezonowy i okazjonalny, wyka, bobik zniknęły całkowicie a soczewica zaczęła wracać na polskie stoły od lat 90-tych ale ciągle jest raczej kojarzona z egzotyka i kuchnią indyjską niż polską klasyka kulinarną.
Za to do klejnotów koronnych kuchni polskiej (oczywiście jeżeli przyjmiemy założenie, o nader wątłych podstawach, że coś takiego jak “kuchnie narodowe” istnieje, bardzo dużo i mądrze mówił o tym Mistrz Makłowicz) należy “fasolka po bretońsku” będąca najprawdopodobniej odmianą brytyjskiej “baked beans”
Fasola dotarła do Polski (jak i do całej Europy) sprowadzona z Ameryki w XVI wieku i była…rośliną ozdobną. Dopiero w XVII wieku zaczęła być uprawiana w Polsce jako roślina jadalna.
I zyskała na tyle dużą popularność, że już np. w “365 obiadach” Ćwierczakiewiczowej nie pojawia się w ogóle soczewica ale jest fasola. W późniejszych, bo z okresy międzywojennego “Stu postnych i jarskich daniach” Kiewniarskiej (znanej szerzej jako Pani Elżbieta) pojawia się i fasola i soczewica. Ale fasola jest zdecydowanie górą-pojawia się jako podstawowy składnik 4 dań a soczewica tylko jednego. W wydanej w tym samym okresie czasu książce “Jak gotować” Disslowej fasola pojawia się dziesięć razy a soczewica znowu tylko raz. Nawiasem mówiąc w tej ostatniej książce pojawia się, co może być sporym zaskoczeniem, tapioka.
Aż dziwne, że do Polski nie przeniosła się bogini Indian Huiczol, Tate Hautse Kupiur czyli Bogini Północnej Wody, która w postaci żółtego węża przynosiła plonom życiodajny deszcz z północy i była boginią fasoli. A może…niezły byłby to temat na spiskową fantazy, może trochę w stylu szalonych powieści spiskowych Roberta Antona Wilsona.
O tym jak wielki szaman Huiczolów, przeczuwając zagładę swojego ludu (albo widząc ją w szamańskiej wizji) zaklina bóstwa w zwierzęta, rośliny i przedmioty którym patronują, by przetrwały do lepszych czasów. Ale wszystkie zostają zniszczone przez złowrogiego inkwizytora Don Pedro (Carrramba!!), który przybył wraz z konkwistadorami i tylko małe ziarenko białej fasoli trafia na statek do Europy i jest potem częścią daru hiszpańskiego władcy dla Zygmunta Starego.
Zasiane wydaje owoc nie tylko w postaci kolejnych roślin ale i odrodzenia Tate Hautse Kupiur a podarowany wraz z fasola Indianin okazuje sie szamanem który potajemnie czci i służy Bogini, i kaptuje wśród służby i pospólstwa kolejnych wyznawców. Dla Bogini chłopi są Indianami, uciskanymi przez szlacheckich kolonizatorów i inspiruje one kolejne bunty. Jej potajemnym wyznawcą jest Jakub Szela…Można by to dociągnąć aż do obecnej pandemii, która ostateczni niszczy cywilizację i ziemia staje sie ponownie czczona, w świecie gdzie odrodziły się Rdzenne Ludy i ich tradycje duchowe.
Smacznego!




Podoba Ci się ten przepis? Chciałbyś więcej tego typu materiałów?
Wesprzyj to co robię i ciesz się bonusami dla patronów bloga

Share