

Polskiego Towarzystwa Medycyny Stylu Życia.
Jeden z moich Mistrzów (kuchennych) Robert Makłowicz w wywiadzie na youtube powiedział bardzo ważną i ważką rzecz. Nie da się mówić o jedzeniu bez mówienia o kulturze i nie da sie mówić o kulturze bez mówienia o jedzeniu. W Polsce (pomimo wysiłków takich wielkich postaci jak właśnie pan Makłowicz czy Profesor Dumanowski) ta prawda ciągle jest czymś ekstrawaganckim. Dlatego też zaprzęgam moje krzywe ramię do koła (jak powiada Poeta) i staram się czasami w moich opisach, przy przepisach nawiązywać do sztuki, historii, spraw społecznych. Pokazywać połączenia pomiędzy jedzeniem a historią, kulturą czy sprawami społecznymi.
Czasami czuję sieęz tym trochę jak ktoś tropiący ślady i powiązania pomidora niczym wytrawny śledczy, wyszukujący niewidoczne połączenia wszystkiego z czymkolwiek i czegoś ze wszystkim. Czasami istniejące tylko w jego głowie.
I tak wytropiłem powiązania kaparów z Philipem Dickiem
Ale najpierw przepis
SKŁADNIKI:
50 g marynowanych kaparów
25g oleju kokosowego (dwie łyżki)
50 ml mleka kokosowego
2 łyżeczki musztardy
3 płaskie łyżki płatków drożdżowych
1/4 łyżeczki sumaku
sól

SPOSÓB PRZYGOTOWANIA:
W garczku rozgrzewamy olej kokosowy i dodajemy kapary. Smażymy 3 minuty, mieszając.
Dodajemy mleko kokosowe, musztardę, sumak i cukier. Mieszamy wszystko dokładnie i gotujemy na małym ogniu 2-3 minuty, dodajemy płatki drożdżowe, mieszamy dokładnie, gotujemy jeszcze dwie minuty.
WARIANTY:
Można się obejść ze sumaku a dodać np. gałki muszkatołowej. W ogóle pobawić się ze smakiem tego sosu. Warto pamiętać przy tym, że płatki drożdżowe pełnią podwójną rolę-dodają nuty serowej ale i zagęszczają sos.
UWAGI:
Sos najlepiej przygotować tuz przed podaniem. Jeżeli stoi jakiś czas to wychodzi bardziej na wierzch kwaśny smak z kaparów. Można wtedy sos jeszcze raz doprawić cukrem, ewentualnie dodać taż mleka kokosowego, płatków drożdżowych.
Jeżeli stoi w lodówce robi się bardzo gęsty ale nie należy się tym za bardzo przejmować bo to efekt tężejącego oleju kokosowego
SERWIS:
Doskonale konweniuje na smażonej sojowinie z ziemniaczkami z wody i surówka z buraczków, bardziej kwaśna niż słodką
Mało kto zapewne wie, że kapary pojawią się w Biblii. Jeden raz. Dokładnie w tym wierszu (Koh 12,5) z którego Dick zaczerpnął tytuł fikcyjnej powieści napisanej przez Człowieka z Wysokiego Zamku ”Utyje szarańcza” (w Biblii Tysiąclecia: “ociężałą stanie się szarańcza”).
U Koheleta kapary są metaforą marności i krótkotrwałości ludzkiego szczęścia i życia (kwiaty kaparów kwitną bardzo krótko), co doskonale koresponduje z życiem i twórczością Philipa Dicka, której głównym tematem było wręcz obsesyjne pragnienie przebicia się przez zasłony Mai, marności i ułudy codziennego życia i zajrzenie za kulisy rzeczywistości, gdzie jakiś Wielki Reżyser kieruje naszą grą na scenie a za nim zapewne kolejny, za nim kolejny i tak ad infinitum…
Właściwie całą twórczość Dicka można określić mianem religijnej, w takim znaczeniu jak ujął to inny wybitny pisarz s-f Orson Scot Card. Według którego literatura religijna to literatura skupiająca się na relacji człowieka z wszechświatem, jego miejscu we wszechświecie. Pytanie o sens jaki mają życie, wszechświat i cała reszta jest sednem i kwintesencją religijności. Żywa religijność to zadawanie wciąż i wciąż, i wciąż tego pytania. Kiedy w miejsce pytania pojawiają się jedynie słuszne odpowiedzi miejsce religii zajmuje dogmat. Martwy, nieruchomy. Jak fotografia skaczącego w przepaść. Jest tylko martwym obrazkiem i wspomnieniem doświadczenia, pozbawionym ducha.
Swoją drogą to najwybitniejsi pisarze tzw. literatury gatunkowej (kto wymyślił ten termin!?) rozsadzają ramy gatunku, który w ich wykonaniu staje się formą alegorii o sprawach i współczesnych, i uniwersalnych. U Dicka i Carda są to pytania o miejsce człowieka we wszechświecie, u brytyjczyka Richarda Morgana-krytyka społeczna. Jak powiedział Sławomir Mrożek “jutro to dziś, tyle że jutro”
A jeżeli sądzicie, ze mój związek łączący Philipa Dicka z kaparami jest naciągany to nie znacie twórczości ani życia tego mistyka.On by to na pewno docenił. Poczytajcie co sądził na temat Lema. W skrócie “Lema nie ma”, to zespół agentów KGB, mających przejąć władzę nad USA za pomocą stowarzyszenia pisarzy science fiction. Myślę, ze doceniłby też związki szczepionek, 5G i Gatesa. Coś takiego mogłoby się wręcz znaleźć w jego powieści.
Chociaż najciekawszą z jego teorii spiskowych jest, że Bóg (prawdziwy Bóg, przeciwstawiany demiurgowi, władcy marionetek, pana materii) dokonuje inwazji na nasz świat. Ta opisana w jego trzech ostatnich powieściach, jak sam twierdził będąca efektem bardzo mistycznego doświadczenia wglądu (być może wywołanego połączeniem alkoholu, LSD i schizofrenii-zdania są podzielone) jest jedną z najciekawszych współczesnych manifestacji zachodniego gnostycyzmu i kawałem znakomitej, soczystej i chrupiącej literatury. Chyba sam do tych książek wrócę. “Valis”, “Boża inwazja”, “Transmigracja Timothy Archera”. Ale czytacie na własną odpowiedzialność, żeby nie było pretensji jak wam mózg wypierdoli i zaczniecie widzieć dziwne rzeczy.
ps.
nic nie jest prawdą, chyba ze cię rozśmiesza
Podoba Ci się ten przepis? Chciałbyś więcej tego typu materiałów?
Wesprzyj to co robię i ciesz się bonusami dla patronów bloga