Nastroje konsumenckie źle wróżą gastronomii. I bardzo dobrze!

Agencja GfK opublikowała, sporządzany dla Komisji Europejskiej, j Barometr Nastrojów Konsumenckich za grudzień. Ostatni miesiąc 2021 roku był kolejnym, trzecim już miesiącem w którym nastroje konsumentów były coraz gorsze. Pogarsza się ocena własnej sytuacji finansowej i spada skłonność do zakupów. Tak komentuje to Szymon Mordasiewicz, dyrektor komercyjny Panelu Gospodarstw Domowych GfK Polonia “powrót do oszczędzania, coraz częstszego korzystania z promocji i niskich cen, a także ograniczania konsumpcji”
Kluczowe jest w tej sytuacji pytanie: na czym Polacy oszczędzają? A jedzenie na mieście to jedna z najwcześniej wykreślanych pozycji na liście wydatków.
Polska gastronomia od lat szoruje po dnie, również przez cenowy “wyścig na dno”, konkurowanie niską ceną, specjalnymi ofertami, rozmaitymi happy hours i zestawami lunchowymi. Równocześnie z branży odeszło wiele doświadczonych osób i ten exodus zdaje się trwa cały czas. Rosną też żądania płacowe tych, którzy zostali. Wiele osób jest mocno wkurwionych tym jak zostali potraktowani przez swoich przełożonych podczas lockdownu, kiedy tracili z dnia na dzień środki do życia. Jedyny sposób by utrzymać niskie płace w branży to imigranci. Już obecnie w sektorze delivery w Polsce dominują Ukraińcy, ale są też Hindusi czy Nepalczycy. Podobnie jest zresztą w delivery w Niemczech, tyle że do nacji imigranckich pracujących na najgorszych, nisko płatnych stanowiskach należą też Polacy
Sądząc po branżowych konferencjach to branża ma się świetnie. Tylko ciągle ktoś przeszkadza. jak nie władza, to covid przeszkadza, jak nie Covid, to klienci. I Sanepid…o tak Sanepid bardzo przeszkadza. A ostatnio najbardziej przeszkadzają pracownicy, którzy nie wiadomo dlaczego odchodzą po tygodniu pracy. A przecież to jest koszt, trzeba go wyszkolić… smaczku dodaje , że na lokal osoby która te słowa wypowiadała są liczne skargi byłych pracowników m.in. o mobbing, posunięty w jednym co najmniej przypadku DO PRZEMOCY FIZYCZNEJ. Że taka osoba bryluje na branżowych imprezach to już nawet nie jest dno. To pukanie w dno od spodu. Nie to na którym jest polska gastronomi. To w które polskie gastro stuka od spodu.
Ale niezależnie od tego przypadku, który oby znalazł finał w sądzie, to zdecydowanie nie widać w branży nawet cienia autorefleksji a widać mnóstwo wypierania problemów, udawania że nie ma w branży patologii. Specjaliści od kołczingów i temu podobnych chyba to nazywają “oporem przed zmianą”.
Kazimierz Wyka w “Życiu na niby” użył określenia “gospodarka wyłączona moralnie” do opisania realiów Gospodarczych Generalnej Guberni. Dis żyjemy w wolnej, demokratycznej Polsce, odrodzonej Rzeczpospolitej a to wyłączenie trwa cały czas. To chyba drugi oryginalnie polski i tylko polski wkład do metod zarządzania. Pierwszym jest opisana przez profesora Ledera “mentalność folwarczna”.
I gastronomia jest tu sztandarowym wręcz przykładem. W gastro traktuje sie jako normę rzeczy tak patologiczne jak niewypłacanie czy opóźnianie wypłacenia pensji. Mobbing? Posunięty nawet do przemocy fizycznej? Picie alkoholu przed i w trakcie pracy?
Dla tych wszystkich, którzy pracują zwłaszcza w zagranicznych korporacjach, itp.: wyobrażacie sobie że manager strzela pracownika w pysk który nie wyrobił targetu? Albo zaczyna dzień od rzucania bluzgów i opierdalanie tego kto mu się nawinie?
W gastro to norma. Więc nie dziwcie się, że życzę tej branży w Polsce armageddonu




Podoba Ci się ten atykół? Chciałbyś więcej tego typu materiałów?
Wesprzyj to co robię i ciesz się bonusami dla patronów bloga

Kategoria:

Share