Krem czekoladowy

Dzisiaj tak trochę z okazji Dnia Kobiet a trochę bez żadnego trybu przepis na jeszcze więcej słodyczy. Dołóżcie Panowie dobry deser do tych banalnych kwiatków i co tam jeszcze dziś w prezencie dajecie. Ale w sumie takie pyszności działają zawsze, nie tylko w Dzień Kobiet. Sprawdzone info.

SKŁADNIKI:
150 g gorzkiej czekolady o dużej zawartości kakao
150 ml mleka kokosowego
100g silken tofu
50 g cukru puder
100 g margaryny
50-100 karobu
wersja fit
100 g czekolady
150 ml mleka kokosowego
50 g silken tofu

SPOSÓB PRZYGOTOWANIA:
Margarynę wyjmujemy z lodówki, żeby się rozgrzała i zmiękła
Podgrzewamy mleko kokosowe do wrzenia na niedużym ogniu. Zdejmujemy z ognia i dodajemy połamana czekoladę. Mieszany aż sie rozpuści i odstawiamy do wystygnięcia.
Kiedy kokosowo-czekoladowa masa bedzie jeszcze płynna ale już wystudzona dodajemy silken tofu, margarynę i cukier puder i ucieramy. Najlepiej w mikserze planetarnym, specjalna końcówką do ubijania.
Odstawiamy do lodówki, około 20 minut żeby się schłodził i stężał. pamiętajcie, żeby go szczelnie przykryć, żeby nie przesiąknął zapachami.
Wersje fit robimy podobne ale jedynie z czekolady, mleka kokosowego i tofu.

WARIANTY:
Karob można zastąpić kakao ale wtedy trzeba dać odpowiednio więcej cukru.

UWAGI:
Ważne jest żeby tofu było naprawdę silken (jedwabiste). Nie nadaje sie do tego przepisu raczej tofu marketowe (chyba żeby spróbować jest wcześniej zblendować z odrobina wody na gładko)
Karob dodajemy do uzyskania odpowiedniej gęstości, pamiętając, ze podczas chłodzenia w lodowce krem gęstnieje. jeżeli tofu jest gęste to możliwe, ze w ogóle można obyć się bez karobu.
Do kremu używamy cukru pudru bo zwykły by chrzęścił miedzy zębami

SERWIS:
Możemy podawać samodzielnie jako deser, z dodatkiem owoców, pokruszonych lub całych ciastek, połączony z kremem cytrusowym, z musem owocowym
lub też wkomponować w tego typu deser.

propozycja podania-dwa kremy przełozone ciastem francuskim Czy czekolada uzależnia? A może to cukier? Gorszy niż kokaina…wprawdzie nie widziałem, żeby np. na dworcu ktoś żebrał, żeby uzbierać na snickersa ale zdaniem dietetyków to słodycze są gorsze niż fosgen i iperyt razem wzięte.
Ale bez żartów. Bo oczywiście tak.
Bo po pierwsze-uzależnienia behawioralne. A jednym z nich jest kompulsywne objadanie się, więc również może być to objadanie się czekoladą (coś o tym wiem).
Po drugie czekolada zawiera wiele substancji psychoaktywnych, mogących uzależnić: teobraminę, kofeinę, teofilinę. Już nazwy brzmią groźnie. No i ewolucyjnie jesteśmy tak uwarunkowani, że mamy wręcz w genach uzależnienie od słodyczy czyli węglowodanów prostych. Cukier, dający w krótkim czasie, po zjedzeniu, kopa energetycznego był w dawnych czasach, ciągłego ciągłego niedoboru żywności i ciągłego zagrożenia, kwestią biologicznego przetrwania. Ewolucyjnie wygrywali smakosze słodyczy a nie jarmużu.
Dziś oczywiście żyjemy w zupełnie innych warunkach. Największym zagrożeniem jest, że zagapimy sie na jezdni i spowodujemy wypadek. Albo ze nawrzeszczy na nas szef i stracimy pracę. Sytuacje stresowe powodują cały czas typową reakcję “walka lub ucieczka”.
No niestety. Nie można ani dać w mordę szefowi (niezależnie jak bardzo mu się należy) ani uciec z biura (czy miejsca pracy). Ale pozostała typowa, wykształcona ewolucyjnie reakcja na stres, jaką jest sięganie po słodycze, dające w sytuacji “walki lub ucieczki” zastrzyk energii.
Pamiętam, kiedy siedem lat temu osuwałem się w otchłań najgorszej w moim życiu depresji, to zacząłem sie obżerać czekoladą i wszelkimi słodyczami. To jest zresztą częsta i naturalna reakcja. Czekolada ale też w ogóle słodycze powodują wydzielanie w mózgu endorfin, zwanych hormonami szczęścia. Te same hormony zalewają mózg gdy się zakochamy, szczęśliwie rzecz jasna, jak nieszczęśliwie to kortyzol (który z kolei zalewa mózg w depresji). Ten mechanizm był ewolucyjnym sposobem nakłonienia nas do sięgania po słodkie. I ciekawostka i przydatna rada dietetyczna zarazem: chili tez powoduje wydzielanie endorfin a nie jest tak kaloryczne i nie powoduje wyrzutu insuliny.
Oczywiście nadmiar słodyczy jest dla nas, z wielu powodów bardzo szkodliwy-otyłość, cukrzyca, duże ryzyko miażdżycy, udaru i zawału serca, nawet niektóre odmiany raka. Do tego dodajmy jeszcze, że obecnie najczęstszą formą spożywania słodyczy są gotowe batoniki i temu podobne produkty spożywczo-podobne, składające się ze smaków i aromatów identycznych z naturalnym i cukru (albo, co jeszcze gorsze, syropu glukozowo-fruktozowego), co jest zabójcze dla dobroczynnej mikrobioty jelitowej (mikrobiota i jej wpływ na psychikę to mój najnowszy “konik), co może skutkować nawet depresją. Łatwo zauważyć, że jest tu błędne koło: depresja, stres powodują większy apetyt na słodycze, większe spożycie słodyczy niszczy mikrobiotę, co z kolei pogłębia depresję. Samo myślenie o tym tak mnie stresuje, że muszę zjeść coś słodkiego.
Ale tak poważnie… To oczywiście nadmiar cukru (w jakiejkolwiek postaci) w diecie jest szkodliwy. Ale jak powiedział pewien wybitny mistyk “równowaga jest podstawą Wielkiego Dzieła” a nie, że zaraz cukier rzuć pod szafę i urządź dietetyczne auto-da fe.
Moim zdaniem, jeżeli odżywiamy się w miarę chociaż w zdrowy i zrównoważony sposób, to nic nie zaszkodzi od czasu do czasu krem typu “koszmar dietetyka”, zwłaszcza jeżeli się potem (albo przedtem) trochę poruszamy, zamiast siedzieć cały dzień przy kompie/przed telewizorem.. i nie, cola, chipsy i batoniki to nie jest zrównoważona dieta. Jak colę zastąpisz piwem (albo wódką) też nie. Niestety!




Podoba Ci się ten przepis? Chciałbyś więcej tego typu materiałów?
Wesprzyj to co robię i ciesz się bonusami dla patronów bloga

Kategoria:

Share