

Polskiego Towarzystwa Medycyny Stylu Życia.

Nie jestem deserantem. Ani piekarzem czy ciastkarzem. Choć realia są takie, zresztą nie tylko w mojej obecnej pracy, że trzeba być one man army i robić wszystko?
Ostatnio żeby było ciekawiej do zabaw z wszelkiego rodzaju słodkościami pchają mnie zaburzenia odżywiania.
SKŁADNIKI:
30 g gęstej części mleka koksowego
2 łyżki wody
50 g jogurtu sojowego najlepiej typu Skyr lub Quark (patrz warianty)
75 g cukru pudru (patrz Uwagi)
1 łyżeczka proszku do pieczenia
10 g mąki cieciorkowej
150 g wiórków kokosowych
potrzebujesz też papilotki
SPOSÓB PRZYGOTOWANIA:
Wszystkie składniki dodajemy do miski i dokładnie mieszamy
Odstawiamy na pół godziny, żeby wiórki wchłonęły płyn
nagrzewamy piekarnik do 180 stopni.
Nakładamy masę na papilotki i pieczemy ok 15 minut
WARIANTY:
Kwestia rodzaju mleka czy jogurtu jest całkowicie otwarta. Sam mam ochotę zrobić te ciastka np. z jogurtem mango czy na mleku sojowym czekoladowym (karton mam w kuchni nie wiadomo skąd ani po co i kombinuję jak je wykorzystać)
Można też z wierzchu posypać czekoladę czy dodać kawałki posiekanej czekolady albo rodzynki czy moje ukochane rodzynki korynckie do masy na ciastka.
UWAGI:
Cukier puder, chyba że używacie dużych ilości typu na jedne raz do ciastek pół kilo, najlepiej robić samemu ze zwykłego cukru. Możecie mieć dzięki temu np. brązowy cukier puder.
Najlepiej używać do tego młynka do kawy. Ja mam taki młynek z dwoma pojemnikami do mielenia. jednego używam do kawy a drugi można używać do ziół, przypraw, pestek, czy cukru.
Pamiętajcie ze w tych ciastach dark muscavado lub inny cukier z intestwnym koklorem zmieni kolor. Aż muszę sprawdzić ile, bo mam jeszcze trochę muscavado, sam jestem ciekaw efektu.
SERWIS:
Wystawiamy talerz na stół i informujemy wszystkich Whatsapem lub innym Messengerem, że są ciastka
Kokosanki, co nie było nawet intencjonalne, są też bezglutenowe.
Chociaż często planując menu czy tworząc nowe danie zwracam uwagę na kwestię glutenu, tak żeby wszyscy goście mogli się cieszyć tym co przygotowałem
Natomiast zdecydowanie religia bezglutenowości jest równie głupia jak inne podobne religie żywieniowe.
To naturalne że chcemy łatwych i prostych rozwiązań na nasze problemy zdrowotne i sami sobie nieraz wmawiamy że ta cudowna recepta nas uzdowi. Bo chcemy w to wierzyć.
Ale sprowadzanie całej skomplikowanej sieci zależności i skutków naszej diety do jednego czynnika-glutenu, węglowodanów, cukru, czegokolwiek jest równie uzasadnione co twierdzenie ze od masturbacji można oślepnąć. Albo od picia herbaty.
Jak się nie wyjmie łyżeczki z kubka to owszem.
Chociaż z drugiej strony
Można do kilku prostych reguł sprowadzić dobrą, zdrową dietę, która też oczywiście nie jest rozwiązaniem wszystkich problemów zdrowotnych.
Chociażby dlatego, że dieta jest zawsze połączona ze stylem życia. Jeżeli jem pomidory, które kupiłem w supermarkecie, które przeleciały do mnie tysiące kilometrów a jeżeli takie, które zerwałem z krzaka we własnym ogródku to kolosalna różnica dla mojego zdrowia.
Ale w obrębie samej diety to tak naprawdę wiemy, jaka dieta jest najlepsza, najzdrowsza i nie są to żadne religie żywieniowe, typu keto-sreto, gluten czy inne yogi-bugi-bujdy.
To po pierwsze dieta zrównoważona i urozmaicona, bogata we wszyrstkie potrzebne mikro i makro składniki.
I taka dietą według zgodnych zaleceń organizacji medycznych i dietetycznych, sprawdzoną zgodnie z sadami EBM jest dieta śródziemnomorska i diety pochodne takie jak dieta MIND.
Chyba każdy wie mniej więcej jak jaka to dieta. Dużo różnorodnych warzyw i owoców.
Tłuszcze nienasycone, jak mięso to raczej ryby niż mięso zwierząt lądowych. Falafel. Musaka. Sałatka grecka. Oliwki. Jogurty
I ma najważniejszą też cechę, którą powinna spełniać dobra dieta.
Jest smaczna!
I jak się tak staracie odżywiać na co dzień czasem takie kokosanki wjadą to, zwłaszcza jak lubicie spacery w moim stylu czyli tak 15 km... polecam taki styl życia