

Polskiego Towarzystwa Medycyny Stylu Życia.

W tekście o 5 złych stronach pracy w kuchni pisałem o jej anty socjalności.
Nie tylko zresztą gastro, ale też pracownicy hoteli czy różnych miejsc rozrywki i kultury. Pracujemy intensywniej w weekendy.
W jednej z aplikacji, z których korzystam jest poradnik jakie posty pisać w jakie dni. I jest piątkowa rutyna. O tym, że piątek po południu laptopy są zamknięte i jest weekend, nikt nie pracuje.
Wiecie jaka była moja reakcja?… A kucharze potrafią przeklinać. A właśnie zakończyłem kolejny pracowity weekend. Powiedzieć „pracowity weekend” w gastro to jak powiedzieć, że Bukowsky nie był abstynentem.
Teraz pracuję w specyficznym miejscu ta specyfika przekłada się na to, że więcej niż połowę moich godzin pracy przypada na weekendy.
Impreza która się właśnie skończyła trwała dwa tygodnie, ale większość to 2-3-dniowe imprezy w weekend.
Piątkowa rutyna w gastro to ostry zapierdol. pracujemy gdy inni się bawią, pracujemy by inni się bawili.
Za to w poniedziałek, jak jest wysyp postów o tym, że znowu od rana do roboty albo robię sobie wolne, albo góra pół dnia spędzam na porządkach w kuchni. Początek tygodnia to dla nas odpoczynek. Dla mnie to najczęściej wypad do Hamburga.
City break w środku tygodnia.
Zdecydowanie lepiej niż w weekend. Ponad 15 milionów noclegów i 100 mln osobo, a właściwie turysto-dni rocznie. To prawie 300 tyś. (równe 15% populacji miasta) gości każdego dnia.
Teoretycznie. Praktycznie głównie w weekendy. Tym bardziej że Hamburg, ze względu na swój rozrywkowy charakter jest częstym celem weekendowych wypadów imprezowych Niemców w różnym wieku.
Reeperbahn w St. Pauli, najbardziej imprezowa ulica Niemiec, w weekendy jest zatłoczona, tak samo wszystkie lokale. Trudno się poruszać i trudno znaleźć miejsce, żeby usiąść na piwo czy kawę.
À propos alkoholu. Myślę, że jeden z większych szoków kulturowych dla Polaka i pewnie tak samo Amerykanina, w Niemczech to brak zakazu picia alkoholu w miejscach publicznych. Poziom akceptacji alkoholu w Niemczech jest szokujący nawet w porównaniu z Polską.
Żeby w Niemczech sprzedawać alkohol nie trzeba żadnej licencji, a liczba punktów i ich położenie (np. odległość od szkoły) są nieograniczone żadnymi limitami. Sprzedaż i konsumpcja piwa i wina dozwolona jest już 16-latkom, a pod opieką rodzica… 14-latkom.
Bardzo często kioski czy różne małe sklepiki wystawiają na zewnątrz stolik, ławkę czy krzesła gdzie można usiąść i wypić. Jest takich miejsc dużo również na Reeperbahn.
Ale Reeperbahn zna każdy, kto był albo chce jechać do Hamburga. I prostytutki. To chyba pierwsze co się kojarzy w tym wspaniałym miastem
Ale Hamburg to mikrokosmos, miasto-państwo. Z wszystkich miast najpiękniejsze są miasta portowe. Porty zawsze były miejscami trochę poza porządkiem, miastami, wyrzutków, zakazanych rozrywek, kontaktu kultur. Miejscami pełnymi towarów z całego świata, smaków całego świata i muzyki całego świata.
Ktoś się pyta co zobaczyć w Hamburgu odpowiadam pytaniem: a co cię interesuje? Tu jest wszystko.
Ale nade wszystko to miasto dla tych, którzy kochają ten specyficzny klimat buntu, wielokulturowości i zapachu morza jaki czuć w prawie całym mieście (poza dzielnicami klasy średniej i wyższej-ale o wyprawie na teren wroga napiszę kiedyś osobno)
1. Hamburg jest najbardziej zielonym miastem Niemiec. Jeden z wielu w Hamburgu parków, koło Berliner Tor. Dworzec Główny i Berliner Tor wyznaczają granice dzielnicy St. George, mniej sławnej niż St. Pauli, ale równie imprezowej i pełnej wyrzutków społecznych.

https://maps.app.goo.gl/dz5WzR8zumg32GVdA
Must see z ogrodów to oczywiście Planten un Blomen, założony w 1821 park z ogrodem botanicznym. Z wejściem głównym ze stacji Hamburg Dammtor (jeden przystanek kolejną miejską S5 z Dworca Głównego lub 20 minut pieszo, między sztucznymi jeziorami Alster)
Nieco inny charakter ma Schanzenpark przy metrze Sternschanze, miejsce imprezowe, wielokulturowe, pełne dealerów. Niestety od jakiegoś czasu crack, a nie marihuana jest ich głównym produktem. Zalew cracku to największa plaga obecnych Niemiec
2. Stadion Millerntor, klubu FC St. Pauli.

Czym jest St. Pauli, czym jest FC St. Pauli, co nadaje im tak wyjątkowy charakter?
Najlepiej oddaje to niemieckie słowo Kiez. Nieprzetłumaczalne. Po polsku chyba najlepiej oddaje je słowo „dzielnia”. Początkowo były to getta ludności słowiańskiej, później dzielnice klasy służebnej i do dziś to są „najgorsze”, najniebezpieczniejsze, najbiedniejsze dzielnice miast niemieckich.
https://maps.app.goo.gl/X2ryc9Lp6edUuZFw8
Ważna różnica między jest miedzy Ossi i Wessi. Na Zachodzie, jak w Hamburgu Kiez ma charakter „lewicowy”, we wschodnich Niemczech ultraprawicowy. Włącznie z taką organizacją jak Combat 88. Dlatego nie jeżdżę na Wschód Niemiec.
FC St. Pauli nazywane „Kiez Club” to cały czas są ziomale z dzielni, a ich ultrasi to antyfaszystowscy skinheadzi, punki, lewica uliczna, imigranci. Część z tego antyspołecznego elementu to właściciele klubu. Bo to co jeszcze wyróżnia Kiez Club to, że jest własnością kibiców, a nie oligarchów. Ucieleśnienie wojny klasowej jaka toczy się również w futbolu od czasów, gdy West Ham zaczął odnosić pierwsze sukcesy.
FC St. zaczęło właśnie drugi sezon po powrocie do Erste Liga i to ja jest jak Dawid walczący z Goliatem.
Ten wyjątkowy charakter klubu sprawia, że ma 550 fan klubów na całym świecie. W zeszłym roku wpadłem na Reeperbahn na grupę polskich punków z jednego z tych fan klubów. Poznali mnie po jego koszulce. Bo wszyscy kibice FC St. Pauli są braćmi.
St. Pauli jest dla punków i podobnego „elementu” trochę jak dla chrześcijan Ziemia Święta. I dla wszystkich, którzy kochają r’n’r. To tutaj dla najebanych marynarzy i dziwek grali przez dwa lata Beatlesi, tutaj ćpali fenmetrazynę (środek pobudzający podobny do amfetaminy), tutaj nagrali pierwszy singiel, tutaj rodził się rock lat 60. i 70.
Beatlesi pierwszy koncert zagrali 12 sierpnia 1960 roku w istniejącym do dziś klubie Indra. Nazwa wielokulturowa jak St. Pauli i cały Hamburg, w tym roku odbywał się tam St. Pauli Punkfest, w repertuarze klubu dużo punka, jest też ska/reggae/rocksteady, metal. Generalnie porządna rockowa i subkulturowa muzyka.
3. Hamburg, perła Hanzy, pomimo, ze położony 120 km od morza od stuleci jest jednym z najważniejszych portów Europy.

To miasto żyje morzem, żyje rzeką, żyje w stronę morza, w stronę rzeki i żyje na rzece.
Największą imprezą w Hamburgu są coroczne Hafengeburstag Urodziny Portu. Odradzam wizytę w tym czasie. Miasto jest potwornie zatłoczone, do każdej atrakcji, a jest ich mnóstwo, na przykład zwiedzanie statków i okrętów są ogromne kolejki. Ścisk w komunikacji publicznej (wspaniałej w Hamburgu, tutaj nie ma sensu korzystać z samochodu) niemożebny.
W tym roku wybrałem się na koncert Skaramanga na Urodzinach Portu. Ta kapela nie zawodzi i to tez bardzo fajne że gwiazdą koncertu najważniejszej imprezy w miejskiej jest kapela w stylu „spirit 0f 69”, przy której bawią się punki skiny, chuligani i normalsi. Bo takie to jest miasto. Trochę jakby na Dniach Morza w Szczecinie gwiazdą byli Analogsi (a powinni!)
https://maps.app.goo.gl/E1LYMLqHhyvYYotCA
Na co dzień, podczas zwykłego spaceru w dowolnym kierunku traficie na most, rzekę, sztuczne jezioro, symbolikę związaną z morskim, portowym charakterem Hamburga. warto zobaczyć Targ Rybny, przejść się starym tunelem pod Elbą i popływać tramwajem wodnym (na Deutchlandticket, tramwaj wodny jest częścią komunikacji publicznej)
4. Miasto Magazynów, zabytkowy, największy na świecie obszar magazynowania, w starym porcie. Możecie tu odwiedzić muzeum magazynowania (gdzie kupicie towary kolonialne np. kawę) i muzeum przypraw, również ważnego towaru od setek lat przypływającego do portu w Hamburgu. W starym porcie znajdziecie też Muzeum Celne z kolekcją pokazującą historię przemytu.

Przemyt i dostępność towarów z przemytu to też specyfika miast portowych. Kiedyś dzięki temu kuchnia na wybrzeżu była lepsza, bo łatwiej było o przyprawy i inne produkty, a dziś ulice są zasypywane crackiem.
Miasto magazynów to jak awers monety której rewersem są St. Pauli czy St. George. Magazyny, strefa wolnocłowa, wielkie firmy, biurowce i towarzystwa kupieckie to wszystko obsługują robotnicy, portowcy, robotnicy budowlani, dokerzy i marynarze. I ci marynarze przede wszystkim stworzyli St. Pauli dokąd szli się zabawić.
To pokazuje obłudę niemieckiego mieszczaństwa, tych wszystkich porządnych obywateli, którzy nawet widzieć nie chcieli deprawacji zepchnęli prostytucję na wyznaczone ulice w kiezach takich jak St. Pauli.
Prostytucja w Niemczech jest legalna. W wyznaczonych do tego gettach. My tego nie widzimy tak samo jak nie widzieliśmy obozów koncentracyjnych i deportacji naszych żydowskich sąsiadów
5. Jak wiele miast nadrzecznych Hamburg ma stronę lepszą i gorszą rzeki. Centralną i podmiejską. Dąbie na prawym brzegu Odry w hanzeatyckim również Szczecinie, Praga na prawym brzegu Wisły w Warszawie, pierwsze z brzegu przykłady z bliskich mi miast.

W Hamburgu lewy brzeg, południowa czy południowo-zachodnia strona Elby jest tą częścią gorszą. I historycznie mocno odrębną. Po tej stronie leży przede wszystkim Harburg do 1937 roku odrębne miasto przemysłowe. Włączone do Hamburga na mocy nazistowskiej Ustawy o Wielkim Hamburgu, której celem było zlikwidowanie odrębności niepokornego miasta. Do dziś Harburg ma wyraźnie odrębny charakter. Z własnym centrum i ratuszem.
Podobnie włączona została dzielnica Finkenwerder, do lat 60. zresztą wyspa. Po powodziach sztormowych w sześćdziesiątym drugim roku wybudowano połączenia lądowe i dzielnica przestała być wyspą.
Oczywiście dominował na wyspie przemysł rybacki, była też stocznia.
Obecnie w dzielnice wjeżdża gentryfikacja i przemysł lotniczy. Stary rybacki charakter dzielnicy ukazuje model 1:2 kutra rybackiego ustawiony na rondzie Steendiek w centrum dzielnicy.
Podobne kutry wciąż odpływają z pobliskiego nabrzeża, do którego dojdziecie przez typową dzielnicę rybacką starych kamienic i knajpek. Stąd popłynąć na drugą stronę do “właściwego" Hamburga tramwajem wodnym miejskim lub komercyjnym. Tuż obok ronda, na którym zacumował model możecie zatrzymać się w niedrogim Hotel Elbinsel
https://maps.app.goo.gl/9LZ8aPohMYXvMxCJA
.
6. Jeden z największych bohaterów nie tylko Hamburga i Hanzy, ale całej Europy. Oczywiście, w przeciwieństwie do koronowanych oprawców nieznany poza rodzinnym miastem.

Klaus Störtebeker XIV wieczny przywódca Likedeeler, Równodzielących, piratów którzy na cztery stulecia przez republiką piratów na Karaibach, stworzyli demokrację równych na Bałtyku i Morzu Północnym.
Kiedy jestem w Porcie zawszę idę się pokłonić na miejscu, gdzie wraz z 72 towarzyszami został stracony 21 października 1401 roku.
Walki i opór społeczny mają w Hamburgu długą i piękną tradycję, działała tu jedna z niewielu w Niemczech grup opory przeciwko nazistom, a także swing-jugend. Wcześniejszy o 20 lat pierwowzór amerykańskich bitników i polskich bikiniarzy. Tańczący swing wielbiciel amerykańskiej kultury i czarnej muzyki, co już wystarczało, żeby wylądować w obozie koncentracyjnym.
https://maps.app.goo.gl/BZNCUpknhVpCJuvc8
7. Pomnik Dezerterów z armii III rzeszy.

https://maps.app.goo.gl/4m1h5txAqLVK2ZRh6
Hamburg czci pamięć każdej ofiary i każdego znaku sprzeciwu wobec nazizmu. Chodząc po ulicach mam wrażenie, że jest tych upamiętnień więcej niż w Warszawie. I to jeden z powodów, dla których tak kocham to miasto.
Stolpersteine to kamienie pamięci, na które można natrafił w całych Niemczech
Dokładnie są, to jeśli dobrze rozumiem wieloznaczna niemiecką nazwę, „kamienie obrazy”, upamiętniające ofiary nazizmu. Umieszczone na przykład przed domami, w których mieszkali deportowani, zamordowani Żydzi. W Hamburgu znajduje się 7280 takich kamieni. Dosłownie potykamy się o nie w niektórych dzielnicach.
Dziwne wrażenie, gdy trafia się na to pierwszy raz.
Upamiętnione są nie tylko ofiary. Trafiłem na kamień z datą 21 września 1938 roku i miejscem Ebro, Hiszpania. Upamiętniający bojownika, który wyjechał z Hamburga walczyć przeciwko nazistom w Hiszpanii i zginął pod Ebro. Chwała bohaterom!
Wiem, że wiele osób w Polsce mówi o niemieckim czczeniu ofiar nazizmu i robieniu z Niemców ofiar nazizmu, że to teatr, że to pozowanie. Im bardziej Niemcy tak robią, tym lepiej. Nawet jeżeli jest to niemiecka poprawność polityczna. Gorzej będzie, gdy postanowią wstać z kolan, zerwać z pedagogiką wstydu i przywrócić cześć żołnierzom Wehrmachtu, którzy szli na Polskę i zrehabilitować SS. Wrogami Polski i Polaków są ci niemieccy politycy, którzy chcą do tego doprowadzić albo tylko tym grają, a nie „niemiecka antifa” składająca kwiaty pod pomnikami ofiar nazizmu, a czasami łamiąca kolana niemieckim neonazistom jak grupa Leny E. Chwała bohaterom!
Co jest bardzo ciekawe to w Hamburgu po wojnie nie niszczono pomników tylko je komentowano. Pomnik dezerterów znajduje się obok pomnika niemieckiego militaryzmu i nazizmu. Postawionego w 1936 roku pomnika 76 Pułku Piechoty. Nie jest to jedyne takie zestawienie. Wstrząsający jest „Harburski rzołnierz” któremu dodano płaczące dziecko
https://maps.app.goo.gl/rWGxEDoW88TP61k47
8. Plac Hanzy w centrum St. George, niezgentryfikowanej enklawy w centrum Hamburga.

Opisywana zazwyczaj w przewodnikach jako piękna dzielnica klubów, jedzenia z całego świata i LGBT jest też dzielnicą prostytucji, handlu twardymi narkotykami i walk gangów o dominację nad handlem zalewającym Hamburg i całe Niemcy crackiem.
Przy placu Hansy w Arpi's z kuchnią niemiecką (głownie, ale i pizza i dania imigranckie), polecam wegańskiego kumpira, czyli wielkiego faszerowanego ziemniaka, jedna ze specjalności kuchni niemieckiej.
Do Arpi's uciekł w styczniu 2025 roku niedoszły młodociany sicario wysłany przez Mokromafię. Oni zawsze są niepełnoletni. Innowacja południowo-amerykańskich karteli, która wraz z kokainą (crackiem) dotarła do europy.
Ta strzelanina była początkiem wojny gangów w Hamburgu, która przyszła wraz z crackiem zalewającym obecnie Hamburg. Kiedy w Amsterdamie i Rotterdamie wzmocniono kontrole i środki bezpieczeństwa Hamburg stał się głównym portem importowym kokainy w Europie. A Niemcy nowym wielkim rynkiem. O który walczą gangi
Nie jest (jeszcze) tak, że bandyci strzelają się na ulicach, ale w St. George i St. Pauli były kilka razy strzelaniny/zamachy i ataki bombowe (bez ofiar śmiertelnych; na razie). Więc jakbyście chcieli zabalować to weźcie to ryzyko pod uwagę, bo ataki są z reguły w knajpach albo pod knajpami.
9. Hamburg to miasto wszechobecnego i wspaniałego street artu, podobne pod tym względem jest Bremen (tylko 2 h pociągiem z Hamburga)

Oczywiście najwięcej street artu jest i w Hamburgu, i w Bremen w najgorszych dzielnicach. W Bremen to Viertel, co jest zabawne, bo „Viertel” to po niemiecku dzielnica, ale tu pewnie bardziej w znaczeniu takim jak polskie „dzielnia” czy “niemieckie „Kiez” przyjęte jako nazwa własna.
W Hamburgu to oczywiście St. Pauli, to oczywiście St. George, ale właściwie street art jest wszędzie. Może poza jakimiś dzielnicami czysto biznesowymi-klasy średniej/wyższej. Bo w korporacyjno-biurowym, a kiedyś przemysłowym Hammerbrook tez można zobaczyć wiele dzieł sztuki na murach.
Nie ma graffiti ani żadnego street artu w Uhlenhorst, dzielnicy klasy średniej wyższej i Błękitnego Meczetu (zamkniętego w zeszłym roku przez służby niemieckie jako agentura irańska) nad sztucznym jeziorem Alster (tak, tutejsi bogacze mają jachty) z dochodem prawie dwa razy wyższym niż średnia dla całego miasta. Nie ma też w Winterhude, z równie wysokim dochodem. Ale tam, to z moją subkulturową stylówką, czułem się jakbym zabłądził na terenie wroga. Miejscowa klasa średnia tez tak na mnie patrzyła
Trochę to jest syndrom wybitej szyby. Jeżeli w okolicy jest już jedna wybita szyba, to jest łatwo wybić następną, coś zniszczyć. I też, jeżeli okolica jest brudna, zaniedbana, to wtedy się zaczną pojawiać graffiti. Bo łatwiej psychologicznie na takich murach coś namalować. Ale co też istotne to często upiększanie swojej ulicy. I najbardziej demokratyczna forma sztuki i komunikatu w przestrzeni społecznej/publicznej.
Im więcej różnorodnych graffiti, tym kultura miasta jest żywsza i wartościowsze. Nie tylko graffiti, ale street art, w najszerszym znaczeniu sztuki, twórczości, kreacji i ekspresji twórczej w przestrzeni publicznej. Formalnej i nieformalnej.
10. Hamburg tylko komunikacją publiczną! No ewentualnie rowerem. Zarówno sieć komunikacji publicznej, jak i ścieżek rowerowych jest w Hamburgu imponująca. Co zapewne przekłada się na niewielkie jak na tak duże miasto korki nawet w piątkowe popołudnie.
4 linie metra (UBahn), sześc linii kolei miejskiej (SBahn) z nie wiem czy nie jedynym metrem jeżdżącym nad ziemią (linia U3, bardzo ciekawa turystycznie, dla równowagi w Hanowerze jest podziemny tramwaj) i gęsta sieć często jeżdżących autobusów. Od końca lat 70 tych w Hamburgu nie ma tramwajów. Za to na dniach maja zacząć jeździć po Hamburgu autonomiczne autobusy-taksówki.
Bilety najlepiej kupić w aplikacji. Albo w aplikacji HVV
https://play.google.com/store/apps/details?id=de.hochbahn.hvvswitch&pcam...
albo kupujecie Dojczlandticket za 58 € i nic was nie obchodzi. Cała komunikacja publiczna poza Intercity/Eurocity jest wasza. Nie tylko w Hamburgu, ale w całej Bundesrepublik. Kupujecie w każdej aplikacji komunikacyjnej lokalnej takiej jak HVV, w aplikacji Deutchebahn albo w aplikacji Deutchlandticket.

