Gościnność i godność

Prawicowy, islamofobiczny aktywista Tommy Robinson został wyrzucony z restauracji w Londynie… na prośbę pracowników.
I bardzo dobrze się stało, szkoda tylko, że nie dostał jeszcze kopa w dupę na zapęd.

Tommy Robinson (wł. Stephen Yaxley-Lennon) to jedna z twarzy islamofobicznej skrajnej prawicy w Wielkiej Brytanii.
6 czerwca Robinson ze znajomymi odwiedził restaurację sieci Hawksmoor, wkrótce po podaniu przystawek jeden z pracowników poprosił grupę o opuszczenie lokalu ze słowami „members of staff feel uncomfortable serving you” (pracownicy czują się niekomfortowo obsługując was) i zostawił jednemu z gości wizytówkę Willa Becketta, współzałożyciel i dyrektora generalny sieci, na wypadek jakichś uwag czy pretensji. A powinien lepę na ryj! Dlaczego?-czytaj dalej.
Sprawa stała się w Wlk. Brytanii punktem wyjścia do dyskusji na temat gościnności i neutralności politycznej branży hospitality.
Sieć Hawksmoor wydał oświadczenie w tej sprawie, w którym podkreśliła swoją apolityczność (znamienne, że nie podano nazwiska tylko napisano o „znanej osobie”) oraz że do wyproszenia doszło na prośby PRACOWNIKÓW i gości.
Bo ta sprawa nie jest w ogóle o polityce, a bardzo o gościnności.
Gościnność oznacza, że kogoś wpuszczam czy zapraszam do siebie, goszczę tę osobę jak najlepiej potrafię.
To filar, na którym opiera się nasza praca
Jak lubią powtarzać zwolennicy podglądów Robinsona, to gospodarz decyduje kto jest jego gościem i do jakich reguł ma się stosować.
To ja decyduję kto może wejść, a kto nie.
Nie wiem jak jest w Hawksmoor, ale znając realia branży to prawdopodobnie jak wszędzie w hospitality duża część staffu to imigranci. Imigranci najczęściej z krajów muzułmańskich.
I jest oczywiste, że ktoś, kto uważa (z jakiegokolwiek powodu) pracowników za podludzi, których chciałby wykopać, w tym przypadku, z Anglii to jedną z reguł jest danie komuś takiemu kopa w dupę.
Błędna zasada, nasz klient, nasz pan i druga jeszcze bardziej debilna klient ma zawsze rację, są równie szkodliwe jak kultura pracy „Yes Chef”. To, że KAŻDY klient ma by jak najlepiej zaopiekowany, ugoszczony nie znaczy, że może nam pluć w twarz.
W Sylwestra 2016 roku doszło w Ełku w do zabójstwa gdzie kucharz z baru z kebabem zabił jednego z gości po tym jak ten ukradł dwa napoje z lokalu, po wcześniejszym wyśmiewaniu i poniżaniu pracowników, ze względu na ich narodowość (zabójca był Tunezyjczykiem).
Znowu tak jak w wypadku lokalu w Londynie nie mam pojęcia jak dokładnie wyglądała ta sytuacja, ale jest to dość typowa sprawa. Po pojawieniu się różnych aplikacji internetowych często właściciele lokalu histerycznie, wręcz robią laskę z połykiem, najbardziej chamskim klientom, żeby tylko nie wjechała zła ocena na Facebooka, happyCow, google maps, TryprAdvisor czy inne foodi-tourist gówno
I dzieje się to kosztem pracowników, którzy muszą znosić największych chamów, plujących nam w twarz.
To co jest dla mnie w tej sprawie najważniejsze to podkreślenie tego, że życzyli sobie tego PRACOWNICY.
Bo to nie klienci są tak naprawdę najważniejsi, nie menadżer, właściciel. To pracownicy tworzą lokal, pracownicy tworzą wartość dodaną. To my jesteśmy sercem, krwią, mięśniami i mózgiem każdej restauracji, każdego miejsca pracy.
Powiedzieć, że stekownie są niewegańskie to jak powiedzieć, że Hitler nie lubił Żydów, ale jak już musicie (czy dokładnie0wydaje wam się, że musicie) jakieś mięso to jak będziecie mogli to wybierzcie Hawksmoor. I w moim imieniu okażcie szacunek i uznanie za to co zrobili.
I dodam jeszcze, że lepiej takie coś niż gdyby mieli im nasikać do frytek. To niezgodne z zasadami bezpieczeństwa żywności!

A takie jeszcze ciekawostkie wam zapodam w tem temacie:
Gdyby coś takiego miało miejsce w Polsce wyproszeni mogliby złożyć skargę a lokal zostałby (zależy od poglądów sędziego) ukarany grzywną.
W polskim prawie funkcjonuje artykuł 135 kodeksu wykroczeń, o którym było w Polsce głośno kilka lat temu
gdy drobny przedsiębiorca drukarz i homofob odmówił druku materiałów organizacji LGBT. Myślę, że poza tym mało kto wie dziś o jego istnieniu, bo obecnie jest dość bezsensowny.
przepis pochodzi sprzed ponad 50 lat z czasów powszechnych niedoborów, również żywności i tyczył się, co sam pamiętam sprzedaży „spod lady” czyli ukrywania deficytowych towarów, rozprowadzanych potem wśród znajomych, rodziny, odsprzedawanych za znacznie wyższą cenę. Można powiedzieć, że ten artykuł działał na poziomie zamiaru takiego działania. Temat ówczesnej spekulacji, czyli handlu deficytowymi towarami, a też i usługami niekiedy poza oficjalnym obiegiem, za niekiedy wielokrotnie wyższą cenę, w czym dużą część stanowiła żywność, jest bardzo ciekawym fragmentem polskiej historii, wartym odświeżenia, bo jeżeli wydarzenia polityczne i klimatyczne toczyć tak w ostatnich latach, to niedługo znowu znajdziemy się w warunkach niedoboru żywności.

Na zdjęciu:
Ale to raczej nie artykuł 135 jest powodem, że w Polsce nie widuje się lokali z takimi napisami nad drzwiami jak na zdjęciu, jakie widuję szczególnie w Hamburgu, ale to akurat jest z Bremen, sprzed kilku lat. Zwabiony napisem wszedłem do środka i trafiłem na japońską whiskey i ekipę czterdziestoletnich punków.
Haifishbar na Viertel w Bremen niedaleko najlepszego falafela jaki jadłem w Niemczech Yalla Yalla Falafel. Oba miejsca serdecznie polecam (no, chyba że należysz do wymienionych dupków, ale wtedy raczej byś mnie nie czytał(a))
 

Moje media społecznościowe

Kategoria:

Share