

Polskiego Towarzystwa Medycyny Stylu Życia.

Jeżeli nie lubisz frytek, to jesteś złym człowiekiem żyjącym wbrew naturze..
Poważnie
Może jesteś cyborgiem zgodnie z przepowiednią Bogdana Mielnika z Antrovisu (jednej z dwóch polskich sekt współczesnych, związanej z kilkoma niewyjaśnionymi zgonami wyznawców).
Dlaczego lubimy frytki?
Zastanawialiście się kiedyś nad tym, dlaczego lubimy frytki
I wiele różnych dań, które niekoniecznie nam służą zdrowotnie.
Co to są frytki? Węglowodany, tłuszcze, sól.
Wysokokaloryczne danie, które poza kaloriami nie ma wartości odżywczych, za to dużo za dużo soli. I generalnie nas pomału zabija.
A my się ślinimy na samą myśl, jak pojebani!
Bo nasze upodobania smakowe są wstępnie zaprogramowane od momentu urodzenia albo wcześniej, przez ewolucję. Ewolucyjnie ci, którzy wpierdalali węglowodany z dużą ilością tłuszczu, w czasach ciągłego niedoboru żywności, czyli przez ponad 90% dziejów gatunków homo, mieli większe szanse na przeżycie niż smakosze jarmużu.
Dlatego zdrowym i normalnym odruchem na hasło „chipsy z jarmużu” jest powiedzenie „spierdalaj”.
Z tych samych powodów lubimy rzeczy słodkie i tłuste. Jak lody batony i podobne. Pączki! Każdy kocha Tłusty Czwartek! No to jest część bycia człowiekiem!
Ciekawa kwestia jest z solą, której obecnie mamy wszyscy w nadmiarze w diecie. To, że coś jest słone, w czasach nie tylko niedoboru, ale też zerowej wiedzy żywieniowej, słony smak był większą szansą na dostarczenie nie tylko kalorii, ale też mikroelementów. Chociażby magnezu niezbędnego do prawidłowego funkcjonowania systemu nerwowego.
Czyli najlepsze żarcie jest tłuste, słone i z mnóstwem cukru…
No to brzmi jak recepta na cukrzycę, otyłość i zawał po czterdziestce.
Jestem tylko kucharzem, a nie biologiem, ale ta koincydencja aż krzyczy.
Człowiek nie jest celem ewolucji. Człowiek jest skutkiem ubocznym ewolucji. Człowiek jest wehikułem dla ewolucji. A całym sensem jest przekazywanie genów. Nie. Wyobrażenie, że przetrwają najsilniejsi. Naiwne wyobrażenie ewolucji, przetrwają najsilniejszy nie nic wspólnego z rzeczywistością. Przetrwają ci, którzy skutecznie przekażą swoje geny.
A co z nimi, jak przekażą? Koło czterdziestki, to potomstwo już dorosłe, a miarę starzenia nieuchronnie zaczynamy być obciążeniem. Więc z ewolucyjnego punktu widzenia, pora się zawijać. Rak, atak serca, śpiączka cukrzycowa… Tak zaraz po czterdziestce
I to było życie (i śmierć) zgodne z naturą.
Więc oczywiście tysiące chorób dziś niegroźnych czy wręcz nieznanych, które cię mogły zabić, tygrysy, zimno… sto innych przyczyn, których dziś nawet sobie nie wyobrazimy pisząc czy czytając to w domu, autobusie, pociągu, samochodzie (pfuj!), poczekalni…
no qrwa zwykła grypa zabijała masowo jeszcze sto lat temu. Hiszpanka wykosiła kilka procent populacji.
No qtwa stare dobre czasy i życie zgodne z naturą, więc nie wiem, czy jak nie żyje zgodnie z naturą to jest złym człowiekiem. Ale na jest pewno rozsądnym.
Kocham historię jedzenia, kocham historię o jedzeniu, a najbardziej kocham, kiedy są one zakotwiczone w codziennym doświadczeniu.
A historia o słodkim, słonym i tłustym jak mało co jest zakotwiczona w naszym codziennym doświadczeniu. Zrobiłem wczoraj ulubione ciasto. Królowej angielskiej (hak-tfu), które składa się w głównie z cukru i tłuszczu.
I co byście zjedli? takie ciasto czy chipsy z jarmużu? (Tak, jeżeli ktoś myśli, że mam coś do jarmużu, to tak ma, ***** rację)
Bo tego typu dieta oparta o chipsy z jarmużu i humus (to ok) z selerem naciowym i surową marchewką to są wiecie… lepiej tej marchewki nie kroić tylko sobie… ten tego… chociaż trochę radości będzie.
W dużym
Oto oparta jest w dużym stopniu cała koncepcja comford food. To pokazuje nam też, że wszelkie restrykcyjne diety bez cukru, bez węglowodanów, bez tłuszczu są również z tego powodu aberracją. I zadawaniem gwałtu samemu sobie, własnej naturze, własnemu czlowieczeństwu
Więc zamiast walczyć z gracją pudzianowskiego lepiej zastosować wobec swojej diety podejście rodem bardziej z brazylijskiego jiu-jitsu.
A jeszcze bardziej ze współczesnej polityki narkotykowej, zwanej redukcją szkód.
Z wykorzystaniem wiedzy o tym, co i dlaczego nam smakuje.
Lubimy rzeczy, które są tłuste, słone.
Lubimy też chrupiące (więc ta wspomniana wcześniej marchewka nie jest całkiem bez sensu), bo to oznaczało, że jest świeże, więc się nie zatrujemy.
Więc też ci, co woleli świeże i chrupiące, przeżyli i przekazali to upodobanie nam w genach.
I na przykład dobrym sposobem, żeby to danie było wartościowsze jest dodanie do niego białka i oparcie go, co jest ważne na tłuszczach nienasyconych.
Falafel, czy mówimy w sensie „kotlecika” z ciecierzycy, smażonego w głębokim oleju, czy mówimy o całym daniu, w picie z ogromem warzyw (wiele kolorów i tekstur to też upodobanie ewolucyjne), tłustym i słonym sosem z sezamu.