Demon drugiego rodzaju

Problemem naszych czasów jest nadmiar i koszt alternatywny informacji
Jak nieraz pisałem, żyję poza światem, nie tylko dosłownie, w znaczeniu miejsca, gdzie fizycznie mieszkam, ale i mentalnie.
I to właściwie od wielu lat. „Ulubioną” przeze mnie od jakiegoś czasu Taylor Swift poznałem z informacji, że jej amerykańscy fani, przy okazji wyjazdu na jej koncert, wydaja poza biletem, średnio 1000 dolarów. I najbardziej mnie interesowało na co. Na przykład. co jadają przy tej okazji.
Ja w tym czasie słuchałem zespołu, którego nazwa w tłumaczeniu znaczy Wściekłe Skurwysyny, i który w ostatnim miesiącu miał 35 słuchaczy na Spotify.

Z racji zawodowych i około/poza zawodowych zainteresowań abonuje różne internetowe magazyny związane z jedzeniem. Czy bardziej profesjonalne jak The Caterer, czy bardziej dla gospodyń domowych jak The Spruce Eats. I w jednym z nich znajduje informację, że Megan Markle coś tam.
I ja mam takie... no znam to nazwisko. Ale nie mam pojęcia, kto to jest.

W jednym z opowiadań z „Cyberiady” Stanisława Lema "Jak Trurl i Klapaucjusz demona drugiego rodzaju stworzyli, aby zbójcę Gębona pokonać”, spragnionego wiedzy zbójcę bohaterowie zasypują nadmiarem informacji, dostarczanych przez „demona drugiego rodzaju”.
Informacji o tym “jak się wije arlebardzkie wiją i że córka króla Petrycego z Labaudii zwała się Garbunda, i co jadł na drugie śniadanie Fryderyk II, król bladawców, nim wojnę wypowiedział Gwendolinom, i ile powłok elektronowych liczyłby sobie atom termionolium, gdyby taki pierwiastek był możliwy, i jakie są wymiary dziurki tylnej małego ptaszka, zwanego kurkucielem, którego na swych rozamforach malują Marłajowie Wabędzcy”, co Megan Marple zjadła na śniadanie i z kim się spotyka Taylor Swift.
Nasza uwaga jest ograniczona, nasz czas jest ograniczony i zawsze, w gospodarce nadmiaru, mamy koszt alternatywny tego co robimy.
Jeżeli czytam o córce króla Petrycego albo o Megan Markle to nie czytam o strukturze klasowej późnego kapitalizmu czy problemach pracy platformowej (Unie Europejska przyjęła wstępnie dyrektywę o pracy platformowej, takie rzeczy robią ze mnie unijnego patriotę) ani nie robię mnóstwa innych rzeczy.
jaki z tego morał?
nawet kilka

1. Trzeba sobie filtrować informacje i świadomie kierować swoją uwagą i mediami społecznościowymi, które mogą być doskonałym źródłem informacji, prasówką XXI wieku. Włącznie z Instagramem (na tik-toka jestem jednak za stary) gdzie u mnie dominują treści kulinarne, dietetyczne, polityczne i punk/skinhead.

2. Wspominałem wyżej o pracy platformowej. Jak to odwrócimy to mamy modele subskrypcyjne. Na wszystko.
Modele, w których jako klient płacisz w nieskończoność. I w sumie płacisz dużo więcej niż zapłaciłbyś za jednorazowy zakup i dużo więcej niż byłbyś skłonny wydać przy jednorazowym zakupie programu/aplikacji.
Ale jest też forma subskrypcji czy abonamentu, której jestem entuzjastą. To serwisy z abonamentem na dostęp do książek i innych publikacji.

Jeżeli dużo czytasz, a przede wszystkim, jeżeli potrzebujesz często coś sprawdzić, jak ja wyżej cytat ze Stanisława Lema czy kilka dni temu słowo i kontekst „Yogibogeybox” w Ulissesie Jamesa Joyce’a, czy sprawdzacie różne informacje w wielu książkach, czy magazynach, to dostęp do ogromnej, w języku angielskim praktycznie nieograniczonej biblioteki czytelni. Skromnie licząc ponad 100 milionów ebooków, magazynów i innych publikacji
Jak zarejestrujecie się z mojego linku to dostaniecie dodatkowy miesiąc darmowego korzystania. a jak potem wykupicie płatną subskrypcję to będzie mi miło, bo ja dostanę darmowy miesiąc.

W Polsce podobnym serwisem (niestety tylko z ebookami audiobookami) to Legimi. Od długiego czasu mój pierwszy wybór jak szukam jakiejś książki po polsku.
Jak zarejestrujecie się z mojego linku w Legimi to nic ekstra nie dostaniecie ponad zwykły okres próbny, ale ja dostanę dwa tygodnie gratis. jeżeli wykupicie subskrypcję więc też mi będzie miło

3. Teraz pewnie zabrzmię jak jakiś kiepski kołcz czy inny mówca motywacyjny. Ale umiejętność szybkiego czytania, przyswajania treści jest obecnie w domenie demona drugiego rodzaju kluczowa.
Bez szybkiego czytania się nie obejdzie. Zwłaszcza jeżeli jest się człowiekiem żyjącym z uczciwej pracy rąk swoich, a nie reprezentantem klasy próżniaczej i czyta się po pracy.

Przetestowałem, sprawdziłem. Trzeba ćwiczyć, pracować, po dobrym kursie i ćwiczeniach nie tylko zwiększa się szybkość czytania, ale zmienia się sposób przyswajania informacji na efektywniejszy i szybszy.
Polecam kurs szybkiego czytania u mojego dobrego przyjaciela, u którego, po polsku, sam się szkoliłem. kurs jest po angielsku, jak wejdziecie z mojego linku dostaniecie zniżke, a ja będę miał satysfakcję
Po polsku Rafał prowadzi szkolenia stacjonarne w warszawie i czasami też online.

4. Piszę, od zawsze gotuję też od zawsze. Tak ponad 40 lat. Ostatnio piszę najwięcej od ponad 20 lat. Kiedy szczytem techniki był komputer stacjonarny 486 lub podobny, bez internetu. Z edytorem tekstu, wczesną (bardzo) wersją Worda.
I jestem pod ogromnym wrażeniem tego, jak rozwinęły się dzięki nowym technologiom narzędzia wspomagające pisanie. Włącznie z AI.
Ale tu też nas dopada demon nadmiaru, bo tych narzędzi jest… za dużo. Można by spędzać czas tylko na ich testowaniu. I tez wiele z tych narzędzi ma nadmiarowe funkcje. Nawet tak już trochę przestarzały obecnie Scrivener, który jest moim głównym edytorem tekstu, ma funkcje, które po trzech latach korzystania ze zdziwieniem odkrywam. I których większości nie potrzebuję

Ale aż sobie sprawdziłem skąd mi się w wiadomościach ta Megan pojawiła.
Chodzi o jej wypieki i dżemy. To jedyny powód, dla którego mnie zainteresowała. Ale pewien jestem, że moje wypieki i dżemy są lepsze. Nie dlatego, że jestem taki wspaniały, ale dlatego, że domyślnie, z marszu każdy jeden zawodowy szef kuchni jest lepszy od każdego blogera i gospodyni domowej. A tym z mojego punktu widzenia jest Megan. Wszystko zależy od tego, z jakiego punktu widzenia patrzymy. Dodatkiem do smażonych falafeli.
Bo jak sprawdziłem w Internecie kto zacz owa dama to otworzył mi się kawałek „pałacu pamięci” i to spontanicznego. Bo informacje o Megan Markle miałem „przyczepione” do sytuacji, gdy na zamówienie smażyłem gdzieś falafele i w telewizorze leciał ślub Megan i księcia i informacje o nich. O „pałacu pamięci/pokoju rzymskim” tez dowiedzie się na kursie u Rafała

Podobał ci się ten artykuł? Chcesz więcej podobnych? Wesprzyj mojego bloga

Moje media społecznościowe

Kategoria:

Share