

Polskiego Towarzystwa Medycyny Stylu Życia.

O tym jak z gotowego dania zrobić pełnowartościowy posiłek i jakie gotowce wybierać.
Temat rzeka, godny mało, że eseju. Powieści wręcz, trylogii.
Nie zawsze jest to coś złego, nie zawsze trzeba się trzymać z daleka od wszelkich dan gotowych, nie zawsze mamy czas i nie zawsze nam się chce gotować.
Kiedy nie mam gości, szczególnie kiedy czuję się gorzej (a moja depresja wręcz kwitnąco) mam zawsze na podorędziu coś, co mogę wrzucić do garnka czy na patelnię i mieć obiad. Szczególnie upodobałem sobie, chyba dość popularnie w Niemczech, tortellini, pewnie dlatego, że jak każdy wolę pierogi i wszelkie podobne produkty jeść niż robić.
No i to jest podstawowa kwestia związana z daniami gotowymi czy pół gotowymi, wynikają jak wszystko ze zmian stosunków produkcji.
Przez większość historii praca była tania a żywność droga (i w niedostatecznej ilości). Wraz z rozwojem środków produkcji (również w rolnictwie) praca stawała się droższa a żywność tańsza. I zamiast lepić pół dnia pierogi sensowniej jest kupić gotowe. No powiedzmy… Nie każde warto kupić, ale tak jest z każdą produkcją masową, że oznacza obniżenie jakości, zwłaszcza żywności. Ale z drugiej strony trzymanie pewnego, minimalnego standardu. Produkt przemysłowy nie będzie nigdy tak smaczny i dobrze przyprawiony jak sporządzony przez dobrego szefa kuchni, ale też nie tak zły jak zrobiony przez kogoś, kto nie umie.
Praca o której była mowa, to oczywiście przede wszystkim praca domowa kobiet, czyli praca od zawsze uważana za gorsza i lekceważona. I uznawana za coś, co istota niższa („murzyn świata” jak śpiewa John Lennon) jest winna wraz z posłuszeństwem swemu panu i władcy.
Chociaż pamiętam z dzieciństwa hasło lifestylowej pracy PRL (tak, była taka p. znakomity magazyn „Ty i ja”, niezłe „Przyjaciółka” czy „Kobieta i życie”) hasło: szanuj prace zony, jedz gotowe makarony.
Gotowe makarony, pralka automatyczna (i of kors tabletka antykoncepcyjna) były jednymi z najważniejszych przełomów w walce o prawa kobiet i równouprawnieni. Faktyczne, a nie polegające na oddaniu raz, na kilka lat głosu na jakiegoś starego dziada z tej, czy innej partii starych dziadów.
Pisałem o tym zresztą już nie raz, np. w tym tekście
https://rudekitchen.pl/wekowanie-przemiany-spoleczne
Niezależnie od aspektu społecznego, gdyby dzisiaj ktoś zaczął mówić, że makarony gotowe to zło, degeneracja i upadek cywilizacji białego człowieka i tylko robione samemu (to znaczy przez służącą zwana często „żoną”) to byśmy patrzyli jak na debila. Albo redpillowca. W sumie na to samo wychodzi.
Makaron to prosty, ale praco i czasochłonny produkt. Podobnie wszelkie produkty mączne, wszelkie kluski, Spatzle, Schupfnudel, (wspaniałe, kiedyś reszcie sam zrobię, zamiast kupować gotowe i wrzucę przepis), gumiklyjzy, pierogi, a nawet placki czy naleśniki.
Domowe pierog, zwłaszcza jak ktoś je umie robić (a to odrębny temat, jeśli chodzi o korzystanie z gotowców, że wiele z tych produktów większość z nas nie za bardzo umie dobrze przyrządzić), to cymes i przez sam fakt, że są „domowe” zyskują na smaku
Ale ilość czasu i pracy jaka jest potrzebna do zrobienia ciasta, farszu, potem lepienia, ugotowania, zdecydowania wyklucza domowe pierogi z codziennej diety zapracowanych i przemęczonych, czyli tych, których daniem były zawsze pierogi i podobne produkty-biedniejszej część społeczeństwa.
Ale jak macie cały obiad, który (razem z pudełkiem jrdl...)wrzuca się na pięć minut do mikrofalówki to już powinna się zapalać lampka alarmowa.
Warto, jeżeli sięgamy po gotowce, tak jak u mnie najczęściej są to tortellini czy różne kluski wzbogacić je czymś.
Wróć! Warto przyjrzeć się najpierw składowi. Zasada jest tak, ze im skład jest krótszy tym lepiej. To oczywiście duże uproszczenie, ale jak ktoś nie ma potrzeby zgłębiania nauki o żywieniu to wystarcza.
Pomocna jest też literowo-kolorowa klasyfikacja NutriScore: zielone dobrze, czerwone źle. Oczywiście tez jest uproszczeniem ale może być pomocna.
Niemcy są tu krajem o tyle specyficznym i wspaniałym, że ze względu na swoją tradycję, Lebensreform, sięgająca połowy XIX wieku.
Do dziś istnieje sieć sklepów o nazwie Reformhause, która powstała właśnie w tamtych czasach, istnieje wiele mających po 100 lat niekiedy tradycji, gospodarstw rolnych uprawianych metodami tradycyjnymi, biodynamicznymi itp.
I oczywiście ukochana przeze mnie i wychwalana zawsze i wszędzie sieć Edeka, ma swoją własną linię Edeka Bio i ma też duży wybór artykułów Alnatury, produkującej żywność bio/eko, w cenach porównywalnych do średniej półki produktów przemysłowych.
Więc nie mam problemu, żeby w niewysokiej cenie kupić na przykład gnocchi albo tortellini, które mają dobry, krótki, naturalny skład.
I kolejna rzecz na która wato zwrócić uwagę przy kupowaniu “gotowców’
Kaloryczność, zawartość tłuszczy, węglowodanów, zwłaszcza cukru i soli. Upraszczając im mniej tym lepiej. I w drugą stronę, wybierajcie te produkty które zawierają więcej białka i błonnika.
Warto tez zawsze kupiony produkt potraktować jako punkt wyjścia do pełnowartościowego posiłku.
Po pierwsze zadbajcie o surówkę. Jakieś sezonowe świeże, kiszone czy nawet marynowane warzywa, sałata. Bardzo lubię z wszelkiego typu sałat rukolę, z jej ma lekko ostrym smakiem. Do sałaty i w ogóle do większości warzyw świeżych wystarczającym dodatkiem będzie trochę cremo balsamico,
U mnie tym razem punktem wyjścia było gnocchi Edeka Bio.
Do tego wędzone tofu w mała kostkę i czerwona fasola jako uzupełnienie białka. Podsmażona cebulka, co zawsze dodaje smaku. Może być oczywiście inne tofu czy to klasyczne czy jakieś smakowe i niekoniecznie czerwona fasola Kidney i niekoniecznie tofu. Sojowina czyli TSP, seitan, yuba, zielony groszek, cieciorka.
Dobrze jest użyć przynajmniej dwóch składników białkowych.
Używając roślinnych źródeł białka dobrze jest łączyć co najmniej dwa w jednym posiłku, żeby dostarczyć wszystkich potrzebnych aminokwasów ale też ubogacić smak.
Im więcej jest w daniu smaków tekstur i kolorów tym bardziej nam ono smakuje, tak zostaliśmy ukształtowani przez ewolucję.
Do tego dodajemy na patelni... co nam w duszy gra, co mamy i jak zawsze, to co domaga sie zjedzenia, zmęczone życiem.
U mnie to był stary pomidor taki jakie się niekiedy opisuje jako “na zupę”. Na kanapkę to absolutnie nie ale pokrojony i smażony czy ugotowany dostarczy umami.
Poszło tez świeże chilli, kolendra (jak dacie natkę pietruszki tez dobrze, natka ma mnóstwa żelaza, inna zielenina czy świeże zioła też podniosą atrakcyjność dania. Warto mieć zawsze jakąś zieleninę i świeże zioła.
Podlałem całość sosem sojowym (bardzo ważnym uniwersalnym dodatkiem dodającym umami w kuchni roślinnej) i dusiłem całość kilka minut.
I w jakieś 15 minut max macie pełnowartościowy posiłek na obiad
Smacznego!
Jeśli doceniasz moje historie i pracę, możesz postawić mi napiwek
https://rudekitchen.pl/postaw-kawe
lub kupić coś w moim sklepie na Redbbule
https://www.redbubble.com/people/RudeKitchen