

Polskiego Towarzystwa Medycyny Stylu Życia.

Co jest ze mną nie tak? Że chcę sobie jakieś porno znaleźć, a kończę, czytając o chorobie bananów w stanie Aragua w Wenezueli.
Ja nawet nie lubię bananów!
Ale historia z Aragua ciekawa i pouczająca.
Trzy lata temu w stanach Aragua, Carabobo i Cojedes odkryto grzyba Fusarium Tropical Race 4 (TR4) niszczącego uprawy bananów i plantanów
Ten blokujący przewodzenie wody w korzeniach grzyb może prowadzić do całkowitej utraty plonów z zainfekowanego pola.
W latach pięćdziesiątych ten patogen doprowadził do niemal całkowitego zniszczenia upraw bananów najpopularniejszej wówczas odmiany Gros Michel.
Zwalczanie TR4 jest bardzo trudne i graniczy z niemożliwością, bo grzyb jest odporny na środki grzybobójcze. Pewne skutki przynosi dezynfekcja gleby wysoką temperaturą. I oczywiście bioasekuracja, czyli rodzaj kwarantanny i dezynfekcji, znany np. z popularnego od jakiegoś czasu pomoru afrykańskiego świń.
Ale Wenezuelski Narodowy Instytut Integralnego Zdrowia Rolniczego (INSAI) przy wsparciu FAO skupił się na poszkodowanych rolnikach i postawił na uprawy alternatywne, dostarczając wysokiej jakości nasion kukurydzy (działającej tutaj także regeneracyjnie na glebę) czy takich warzyw jak maniok, chili, fasola czy dynia, a także potrzebnego wyposażenia i narzędzi potrzebnych do zmiany upraw.
Nowe uprawy są niewrażliwe na grzyba TR4, a dywersyfikacja zapewnia rolnikom, że w każdym roku będą mieli co sprzedawać.
Aż się tu prosi o złośliwe komentarze o tym, że okrutny wenezuelski reżim prześladował grzyba TR4. I ograniczał wolność rolników, nie pozwalając im umrzeć z głodu po utracie upraw.
I się zastanówcie.
Na miejscu tego rolnika, kogo byście popierali w Wenezueli? Ten straszny reżim, który wam dał nasiona czy wolny rynek, który by was przemielił i wysrał? A potem spuścił wodę.