

Polskiego Towarzystwa Medycyny Stylu Życia.

Jakąś premią od losu jest, że nigdy nie byłem fanem ani słodzonych napojów gazowanych, ani tych straszliwe słodkich Marsów, Twiksów, Pigsów czy jak się to brązowe coś z syropem kukurydzianym i dodatkami, ulepszaczami itp. nazywa.
Podobnie fast foodu. Tych wszystkich zapiekanek, hot dogów, burgerów. Ani nawet pizzy. I tych fanów nawet tak nie za bardzo rozumiałem i tak w ogóle patrzyłem na to jak na… serio uważasz, że burger z frytkami to najlepsze co można zjeść?
Więc jak odstawiłem produkty odzwierzęce, ani mi nie brakowało takich produktów ani nie szukałem za bardzo wegańskiego fast food (no poza falafelem, ale libański, podkreślam LIBAŃSKI falafel to król wszechkuchni)
Ani mi nie brakowało za bardzo, ani nie czułem potrzeby konsumpcji. Różne burgery roślinne, wchodzące na rynek, jadłem, żeby przetestować.
Trochę to taki mój zawodowy odruch, a trochę charakter, żeby ciągle próbować czegoś nowego. Nie tylko w kuchni… zaskoczyłoby was jakie zastosowania może mieć pilot do telewizora…
Sławnego Beyond Burgera pierwszy raz jadłem w Hamburgu w 2019 roku, w Vincent Vegan. Takie miałem… no jak ktoś lubi fast food to spoko. Dla mnie żadne aj waj.
Bardziej nawet smakują mi kraftowe burgery roślinne, robione według własnej receptury lokalu, chociaż raczej to nie jest mój pierwszy wybór jak mam jeść na mieście. Ale w takim Nieinaczej w Katowicach i Veganbar w Bremen chętnie bym zjadł jeszcze raz.
Na razie wymyśliłem własnego burgera, racz waść zjeść
SKŁADNIKI:
300 g marchewki
puszka cieciorki (lub analogiczna ilość cieciorki ugotowanej)
50 g łuskanego ziarna konopi
50 g oleju
50 g płatków owsianych
1/4 łyżeczki kuminu
1 łyżeczka wędzonej papryki
mielony pieprz
mielony czosnek
100 g suszonych pomidorów z oleju (osączonych)
60 g musztardy figowej (lub innej słodkiej)
3-4 łyżki maki ziemniaczanej
2 łyżki zmielonego siemienia lnianego lub chia
SPOSÓB PRZYGOTOWANIA:
Marchewkę ścieramy na tarce, na grubych oczkach.
Zmielone siemię lniane zalewamy kilkoma łyżkami gorącej wody, mieszamy i zostawiamy do spęcznienia na kilka minut.
Cieciorkę odsączamy (aqua fabę można wykorzystać do zrobienia majonezu) i razem z pomidorami olejem i przyprawami mielimy np. w food procesorze
Dodajemy pozostałe składniki i dokładnie mieszamy
Odstawiamy na pół godziny
Formujemy okrągłe burgery np. ringiem do pierogów i pieczemy w piekarniku rozgrzanym na 200 stopni przez około 20 minut.
WARIANTY:
Burger to produkt, do którego można włożyć właściwie wszystko, byle dobrze zmielić i skleić.
Kluczowe jest w przypadku roślinnych burgerów użycie składników, które będą całość “sklejać’. W klasycznych mięsnych burgerach samo mięso w procesie pieczenia uzyskuje odpowiednią sklejoną konsystencję, dodatkowo działają używane często jajka.
Tutaj takie składniki jak siemię lniane, cieciorka, mąka ziemniaczana, kasza jaglana, płatki owsiane/mąka owsiana są składnikami klejącymi.
Ważne jest też, aby pamiętać, że burgery dostarczają białka i roślinne burgery oprzeć o składniki bogate w białko. Strączki, tofu, seitan, konopie, orzechy to przykładowe składniki z dużą ilością białka.
UWAGI:
Burgery warto zrobić w większej ilości i po upieczeniu zamrozić. I wcale to oczywiście nie muszą być burgery. Można je uformować w coś bardziej jak kotlet mielony czy rodzaj klopsika.
SERWIS:
Podajemy prosto z pieca lub odsmażone na małym ogniu i małej ilości oleju, pod przykryciem.
Jak typowy burger w bułce ze świeżymi i kiszonymi warzywami i sosem, lub jako danie obiadowe.
Z jakimiś węglowodanami i surówką.
U mnie to surówka z białej kapusty i kluski kładzione z mąki pszennej z polentą.
Moje dzieciństwo było czasem przede wszystkim, kiedy zaczęła się moja choroba. Tak mniej więcej w wieku osiem, dziewięć lat miałem objawy nerwicy, a prawdopodobnie była to depresja dziecięca. Może nerwica, która się rozwinęła w depresję? Więc nie był to zbyt radosny okres. A ponieważ miałem też lęki społeczne, to nie był to też czas budowania dobrych relacji z rówieśnikami. Wręcz przeciwnie. Moją super mocą jest tworzenie maksymalnie toksycznych relacji.
Ale jedna rzecz była, powiedzieć, że dobra to nic nie powiedzieć, w moim dzieciństwie. I której prawdopodobnie zawdzięczam to, że ani słodzona woda z bąbelkami, ani syrop kukurydziany o smaku identycznym z naturalnym mnie nie pociągają. I która wytrenowała mój system odpornościowy i dzięki której, poza depresją praktycznie nie choruję.
Fenomen ogródków działkowych, czy jak nazywało się to w czasach mojego dzieciństwa „pracowniczych ogrodów działkowych”, XIX wieczna inicjatywa, skierowana na wsparcie biednych, zazwyczaj robotniczych rodzin w Niemczech, a zaraz potem w Polsce.
Te dwa kraje są działkowym fenomenem. Niemcy z prawie 900 tys. ogrodów działkowych i Polska z o połowę mniejszą populacją 850 tys.
Pierwszym celem ogródków działkowych było zapewnienie biedocie w miastach dodatkowego źródła kalorii. Często z inicjatywy czy przynajmniej przy wsparciu fabrykantów, bo robotnikowi wystarczało mniej pieniędzy, żeby przeżyć i był mniej zdeterminowany do walki strajkowej.
Drugim celem jaki pojawił się niedługo potem i uczynił ogródków działkowych fenomen kulturowy był cel rekreacyjny, promowanie zdrowego aktywnego wypoczynku, w naturze, najpierw dzieci, a potem całych rodzin.
Taka działka była pasją mojego ojca, który wychował się zresztą na wsi, w biednej chłopskiej rodzinie, gdzie na kilkoro dzieci były jedne buty. Dla mnie była miejscem, gdzie spędzałem dużą część dzieciństwa.
I dzięki temu mam teraz szansę dożyc do 100 lat.
Profesor Ewa Stachowska z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego, specjalistka od żywienia i mikrobioty jelitowej, a przy tym potrafiąca mówić językiem zrozumiałym dla prostego kuchty, opublikowała filmik o „błękitnych strefach”, rejonach o najdłuższej długości życia, największym odsetku żyjących stulatków. Zwróciła uwagę, że tym, co łączy te strefy są OGRÓDKI DZIAŁKOWE!
Na pewno jest to wpływ tego, że uprawa ogródka to ruch fizjologiczny, taka umiarkowana aktywność fizyczna jaka jest zalecana przez medycynę stylu życia, ale też, a może przede wszystkim o… brud. O grzebanie w ziemi, o bakterie. O to, że w ten sposób wzbogacamy i wzmacniamy naszą naturalną mikroflorę bakteryjną.
Moje dzieciństwo to były jabłka prosto z drzewa, pomidory z krzaka, truskawki, obżeranie się pod korek świeżymi warzywami i owocami. A mój ociec „miał rękę” i to wszystko było najwyższej jakości. Teraz się takie produkty oznacza bio, eco, tradycyjny i sprzedaje za mnóstwo kasy.
Oczywiście poza sezonem były, też bio, eko i kraftowe, przetwory, Przecier pomidorowy, kiszone i konserwowe ogórki, kiszona kapusta (skarb dla jelit i jeden z niewielu produktów jakie ze względu na swoje właściwości zdrowotne zasługują na określenie „super food”), dżemy, soki i kompoty własna suszona fasola i suszony groch na zimę. Pewnie o czymś zapomniałem
I wzmocniło moje zdrowie i ukształtowało moje smaki i nawyki żywieniowe.
I bez wątpienia wpływ ogródków działkowych na zdrowie populacyjne, na nawyki żywieniowe, na spożywane ilości warzyw i owoców jest na poziomie wyraźnie odczuwalnym dla obciążenia służby zdrowia.
To, że jakieś dzieciaki, tak jak ja wychowują się na działce, jedząc owoce i warzywa prosto z krzaka, przekłada się na to, że mniej jest potem przypadków cukrzycy, otyłości, chorób serca, co oznacza krótsze kolejki do lekarzy, czyli lepsze i dłuższe, zdrowsze życie nie tylko dla tych dzieciaków (i ich rodzin) ale ogółu społeczeństwa.
Jest w tym po drodze też inna ciekawa zależność. Bo jeżeli ktoś ma własne warzywa i owoce to oznacza, że będzie z nich gotować. a im więcej domowego gotowania, tym mniej żywności wysoko przetworzonej i dań gotowych, tzw. convience a to oznacza mniej kwasów nasyconych i tłuszczy, mniej soli i cukru, a to oznacza też krótsze kolejki do lekarzy.
Działki pełnią też jeszcze jedną ważną rolę. Są w miastach (jak zresztą wszystkie tereny zielone) regulatorem pogody. W mieście, które jest zabetonowane woda nie ma podczas deszczu gdzie spływać i są podtopienia, i przez to, że nie wsiąka w ziemie, latem jest sucho i gorąco, a wybetonowany plac zamiast trawnika to ogromny izolator, czyli o wiele większe burze.
Dzisiaj na tamtych działkach jest osiedle mieszkaniowe. W 2009 r. neoliberalny polski rząd próbował zlikwidować w Polsce ogródki działkowe. Na miejscy ogródków na warszawskim Okęciu już był zaplanowany Biznes Park (piękne jest tu to „park”). Mobilizacja społeczna obroniła wówczas ogródki działkowe.
Teraz po „powrocie demokracji” i odsunięcia od władzy zbrodniczych populistów, ta sama neoliberalna ekipa znowu tym razem od tyłu, przez nowelizacje ustawy o zagospodarowaniu przestrzennym chce likwidować ogródki działkowe. A biorąc pod uwagę, ze dominującym formatem są sklepy convience Żabka to polskie naśladowanie USA osiągnie sukces tworząc w miejsce ogródków działkowych „pustynie żywieniowe”.
Podobał ci się ten artykuł? Chcesz więcej podobnych? Wesprzyj mojego bloga