Buddyzm widziany (dosłownie) od kuchni

Od pięciu i pół roku mieszkam i pracuję w ośrodku buddyjskim w Niemczech. 1,5 km do najbliższej wsi, 600 m do najbliższego sąsiada, 300 m do najblizżzego rezerwatu.
Jestem trochę jak pies żywiący się resztkami z ołtarza. I to prawie dosłownie.
Bo żywię się na przykład tym co zostaje z obiadów dla gości. Nie, żeby to było złe jedzenie. Jest bardzo dobre. Wiem bo bo to ja je gotuję.

Od kiedy stałem się przez tę pracę niejako zawodowym buddystą coraz mniej mnie wszelkie formalne, rytualne kwestie związane z buddyzmem interesują. Cała egzotyka jest dla mnie wręcz nudna a buddyjskich Nauczyciela odróżniam po tym co lubią jeść. Buddyjskie święta to dla mnie najczęściej okres wzmożonej pracy, kiedy przyjeżdżają goście na świąteczny obiad. Jak nie ma gości to święto mi umyka. Podobnie jak święta chrześcijańskie. Państwowe zauważam, bo wtedy nie jeździ autobus do miasta. Tak samo jak w weekendy.

Jedno z tych buddyjskich świąt, jedno z czterech najwązniejszych to La bab Duchen. Obchodzone, jak wszystkie święta Wadżrajany (buddyzmu tybeteńskiego) według kalendarza księżycowego, przypada na 22. dzień dziewiątego miesiąca (w roku 2014 e.v. przypadało na 23 listopada). Jest to upamiętnienie jego powrotu z Nieba Indry, gdzie przez trzy miesiące nauczał Dharmy swoją matkę, Mayadewi, która zmarła kilka dni po porodzie, oraz 33 bogów sfery pragnienia (możliwe, że liczba 33 ma tu znaczenie symboliczne, oznaczając "bardzo wielu").
Po namowach i błaganiach swego bliskiego ucznia Maugalyayany zdecydował się powrócić do świata ludzi by szerzyć Dharmę.
Zejściu Buddy towarzyszyli bogowie Indra i Brahma, którzy zamanifestowali z siebie potrójne schody z lapis lazuli, złota i kryształu a by go uhonorować    , w podzięce za Nauki, udzielone bogom, nieśli nad Nim parasol. Zstąpienie miało miejsce w Sankisa (dzisiejsze Uttar Pradesh).
Zapewne przypominało to dzisiejsze wizyty głów państw czy celebrytów z całym ceremoniałem, tłumem paparazzich i groupies. Wszak Budda był bardzo przystojny. Jak Keanuu Reves, wiadomo.
Stada słoni którymi przyjechali wielmoże, kieszonkowcy uwijający się w tłumie, sprzedawcy hot dogów i coca coli. Wszystkie pokoje w mieście zajęte przez pielgrzymów. Żniwa dla branży HoReCa.
Pośród zgromadzonych tłumów, wyróżniają się władcy i książęta ze swoimi orszakami. W tłumie jest też prosta zakonnica Utpali, która składa ślubowanie, że będzie pierwszą osobą, która powita Buddę.
Ale zwykła mniszka nie może konkurować z możnymi tego świata o miejsce w pobliżu Oświeconego. Jednak efektem jej ogromnego oddania, jest jej zamanifestowanie się jako "władca świata" wraz z całym orszakiem. W tej postaci bez trudu zajmuje odpowiednie miejsce, by jako pierwsza pokłonić się wracającemu na ziemię Buddzie. Widząc tak wielkie oddanie Budda zapowiada jej przyszłe Oświecenie.
Po swoim zstąpieniu Budda dokonał kolejnego cudu-"otwarcia światów". Spoglądając w górę i w dół sprawił, że światy bogów, ludzi i istot piekielnych stały się dla siebie nawzajem widoczne.
Tak jak rocznica narodzin Buddy jest odpowiednikiem zachodniego Dnia Dziecka tak La Bab Duchen jest buddyjskim Dniem Matki.

Ile jest niebios?
Pierwszą kwestią jaką warto wyjaśnić jest nasuwające się pytanie-skoro jest to Niebo Indry to czy znaczy to, że są tez inne nieba? I ile ich ich jest?
Odpowiedź na to pytanie jest równocześnie bardzo łatwa i bardzo trudna.
Nauki Buddy mówią o 6 podstawowych światach i rodzajach istot-świecie istot piekielnych, głodnych duchów, zwierząt, ludzi, półbogów (asurów) i bogów. [obrazek z kołem 6 światów]
Właściwie należałoby tu użyć liczby mnogiej bo jest to wiele różnych światów.
Przykładowo, istnieją piekła zimne i gorące, odpowiednie dla różnych rodzajów gniewu. A tym co stwarza światy jest umysł i trawiące go emocje, czy też różne stany umysłu.
Światem piekieł jest nienawiść, gniew, głodnych duchów (istot o ogromnym brzuchu i węższym niż ucho igielne przełyku) pragnienie/pożądanie, zwierząt-niewiedza, półbogów-zazdrość, bogów-duma.
Jak widać w tej wizji rzeczywistości, bogowie są takimi samymi samsarycznymi istotami jak my wszyscy. Nawet najbardziej doskonali, pozbawienie formy bogowie najwyższego poziomu nieba są tylko uwięzionymi w samsarze istotami a gdy ich dobra karma wyczerpuje się spadają do niższych światów.
Jedynie świat istot ludzkich, jedynie ludzkie odrodzenie, niesie ze sobą możliwość wyzwolenia z samsary. Istoty w innych światach są zbyt pochłonięte przez swe stany umysłu-cierpienie w świecie głodnych duchów i istot piekielnych, niewiedza i głupota zwierząt, zazdrość i próby podboju nieba asurów, duma i rozkosze życia bogów.
Istotom ludzkim, co wyróżnia człowieka, spośród wszystkich rodzajów istnienia, nie jest przypisana jedna emocja, mówi się ze specyfiką stanu ludzkiego jest występowanie przemieszanych wszystkich emocji. Żadna nie włada całkowicie naszymi myślami, co daje możliwość uwolnienia się od nich i zwrócenia umysłu ku Dharmie. Niektórzy mówią też, że specyficzną cechą ludzką jest ciekawość, chęć zdobywania wiedzy, możliwość i chęć rozwoju.
Nauki Buddy mówią o „cennym ludzkim ciele” i „cennym ludzkim odrodzeniu”. Gdy tylko będziesz miał okazję idź na łąkę albo do lasu. Usiądź w spokoju i kontempluj mnogość życia, mnogość czujących istot wokół ciebie. Odgarnij ostrożnie kawałek darni i przyjrzyj się jak wiele istot żyje pod ziemią (pamiętaj, aby przykryć je ponownie darnią-te wszystkie istoty były naszymi matkami i ojcami, i z taka tez wdzięcznością i miłością je traktujmy).
Wokół nas są miriady czujących istot ze świata zwierząt. Samych owadów, jak szacują współcześni uczeni jest 10 do 18 potęgi, czyli ponad 140 mln owadów na jednego człowieka. A gdzie inne stawonogi? A kręgowce? A ile istot żyje w światach których nie widzimy?
Dlatego też Budda użył kiedyś metafory o żółwiu i oceanie. Wyobraź sobie, że cały świat pokryty jest morzem, pan-oceanem oblewającym cała planetę. Po powierzchni tego oceanu pływa końskie chomąto. W głębinach nurkuje nieśmiertelny żółw morski. Raz na tysiąc lat żółw wypływa na powierzchnię, by zaczerpnąć powietrza. I tak często jak zdarza mu się trafić przypadkowo w chomąto tak często ktoś rodzi sie człowiekiem!
Dlatego też to ludzkie ciało jest tak niezwykle cenne i wartościowe, i tak ważne jest dbanie by jak najdłużej i najlepiej nam służyło, a wszystko co je niszczy, zabija, skraca życie jest sprzeczne z Dharmą. Czy jest to tryb życia, spędzanego za biurkiem przy komputerze, z komórką przyklejoną do ucha czy toksyczna i zabijająca ciało dieta, czy tez używki czy zanieczyszczanie środowiska przez egoistyczną konsumpcję.
I będąc w tym ludzkim ciele możemy doświadczać, stwarzać wszystkie sześć światów w swoim umyśle, poprzez emocje, stany mentalne jakie przeżywamy-gniew, pożądliwość, tępotę, zazdrość, dumę...I można na Nauke o 6 światach spojrzeć jak na metaforę, mapę ludzkiego umysłu czy jakiegoś obszaru naszego umysłu, metafory naszych emocji.

Warto się zastanowić i zatrzymać chwilę nad symboliczna wymową faktu, że Budda dokonał tego by odwdzięczyć się za cała dobroć jakiej doświadczył ze strony swej matki.
Królowa Maya zmarła zaledwie siedem dni po narodzinach małego Sidharty, więc dla Europejczyka może się wydawać dziwnym mówienie o ogromie dobra jakie doświadczył od niej syn.
W tradycji tybetańskiej matka zajmuje szczególne miejsce. Nie bez powodu "lama" znaczy "najwyższa matka" a w licznych metaforach przytacza się porównanie do bezwarunkowej dobroci i miłości, matki i zaleca by traktować wszystkie istoty jak własną matkę.
W tradycyjnym, tybetańskim społeczeństwie niewyobrażalne wręcz było by matka nie kochała swego dziecka, by dzieci oddawały rodziców do domu starców a kontakty ograniczały do dnia przyjścia emerytury. Przykładem takiej miłości (i posłuszeństwa) jest nawet życiorys Milarepy, który podjął się zbrodniczych czarnomagicznych działań z miłości do swojej matki. A potem został największym joginem w historii Tybetu. Bądźmy szczerzy-w Tybecie nie było zbyt wielu dróg kariery dla młodzieńca z ubogiej rodziny. To była feudalna teokracja. z władcami którzy właściwie żyli wiecznie, bo co umierał to od razu się odradzał.
Niezależnie od naszych poglądów na aborcje wiemy, że te 9 miesięcy ciąży to ciężki czas dla kobiety.
A co dopiero poród. Dlatego matka, relacja matki z dzieckiem była (jest?) w tybetańskiej kulturze symbolem dobroci i miłości.
Jest pewna opowieść z życia Buddy, o tym jak idąc z uczniami zobaczył kobietę jedzącą rybę. Kobieta trzymała na rękach małe dziecko i wkładała mu do ust przeżute kawałki ryby a u jej nóg pies próbował pochwycić to co spadało na ziemie, brutalnie odganiany przez kobietę.
Budda powiedział wówczas do uczniów, że to najsmutniejszy widok, jaki kiedykolwiek widział.
Gdy dopytywali się dlaczego wyjaśnił, że ryba była w poprzednim życiu matką tej kobiety, pies ojcem a dziecko wrogiem, który ją zabił.
Tak więc traktowanie wszystkich istot jak własnej matki nie jest tylko metaforą ale przede wszystkim konsekwencja tego co faktycznie nastąpiło w nie mającym początku szeregu naszych wcieleń. Odradzamy się przez nieskończenie długi czas i wszystkie czujące istoty były już naszymi matkami. Tak przynajmniej wierzą buddyści.

Racjonalnym zachodni umysł, ma często problem z tego typu opowieściami. Bo o ile buddyzm sprowadzony do jakiejś formy "tylko siedzenia", że posłużę się terminem Zen, coraz popularniejszego mindfullnes, jest dla Zachodu czymś jak najbardziej do przyjęcia i zaakceptowania, BA! nawet do praktykowania, to powstaje pytanie czy nie jest tak, że ten "buddyzm light" nie staje się li tylko, jeszcze jedną metodą rozwoju osobistego, jakąś kolejną formą mambo-dżambo-nju-ejdż-lekko-łatwo-i-przyjemnie. Zostaje niekiedy tak "oczyszczony z naleciałości kulturowych", ze pozostaje już niewiele, niczym w starej polskiej komedii: "ile buddyzmu jest w buddyzmie".
Ten oswojony przez racjonalny umysł buddyzm ogranicza się do poziomu konwencjonalnego. Opisanego w buddyzmie.
W dużym uproszczeniu możemy mówić o dwóch poziomach postrzegania rzeczywistości. Zwykłym konwencjonalnym poziomie, dostępnym zwykłym istotom, na którym rzeczy są tym czym są, czy też tym, jak je postrzegamy.
Ale istnieje też poziom inny, dostępny na pewnym etapie duchowego wglądu. Jakkolwiek by to dziwnie i ezoterycznie brzmiało. Skoro cała rzeczywistość manifestuje się z Natury Umysłu, jest nieoddzielną od pustki grą przejawień, to co mogłoby stać na przeszkodzie jakiemukolwiek manifestowaniu zjawisk przez Buddów?
Na konwencjonalnym poziomie dżataki, opowieści o podróży do Nieba Indry, przybyciu do Tybetu drogą powietrzną Przez Guru Padmasabhawę ( czy siadaniu przez Drugpę Kunleja na promieniach słońca i pokonaniu demona kutasem są mitami, co najwyżej służącymi do przekazania Nauk. Ale na poziomie absolutnym w tych zjawiskach nie ma nic bardziej dziwnego niż w filiżance kawy, tym ze trawa jest zielona a niebo niebieskie, a słońca wstaje i zachodzi....
Ale z kolejnej strony... Kiedy opowieści o cudach i niezwykłych czynach Buddy, Milarepy czy Padmasabhawy traktujemy li tylko jako metaforę, podobnie jak 6 światów (a szczególnie niższe), przypomina to tych chrześcijan, którzy wierzą w niebo, ale w piekło to już nie, a z przykazań wybierają których będą przestrzegać a które są "przestarzałe" i nie warto się nimi przejmować (jakoś najbardziej niemodne jest szóste).
Podobnie sprowadzanie buddyzmu do samej techniki niszczy podstawy, takie jak wiara i oddanie Trzem Klejnotom, 5 Wskazań czy 4 Szlachetne Prawdy. Warto sobie zadawać pytanie czy to co robię jest zgodne z Dharmą, czy nie łamię zobowiązania Schronienia, czy przestrzegam 5 wskazań. Czy jeżeli sięgam po rozmaite metody ezoteryczne, magiczne a co więcej-wykorzystuję je dla własnej korzyści czy też popisuję się przed innymi jest to zgodne z Dharmą? Czy nie łamię zobowiązania przyjmowania Schronienia w Trzech Klejnotach a nie samsarycznych bóstwach i aktywnościach. Budda wyraźnie wskazał też zajęcia czy zawody w jakich nie powinien pracować praktykujący Dharmę. Powracanie do tych podstaw, ich ciągłe kontemplowanie czy to podczas formalnych sesji praktyki, czy podczas codziennych aktywności jest więcej warte niż czczenie Buddów i bodhisattwów. Przestrzeganie ich w pełni jest trudne w naszych czasów za sprawą niesamowitego splątania i współzależności, jakie mają miejsce w naszej cywilizacji i kulturze. Jednym z zawodów jakich nie powinien wykonywać praktykujący Dharmę jest praca przy produkcji i sprzedaży alkoholu. Proste? Niby tak. Ale jeżeli pracuję w sklepie który handluje alkoholem, na dziale z pieczywem? A w firmie marketingowej która robi kampanie reklamową piwa? A kiedy występuję w reklamie tego piwa?
I nie są to teoretyczne rozważania. To samo pytanie tyczy się mojej pracy. jeżeli gotuj w knajpie gdzie jest alkohol to czy jest to właściwe”
Nie wiem... ja tylko gotuję i zmywam naczynia.
Jestem jak pies zjadający resztki ofiarne z ołtarza albo karaluch zjadający okruchy chleba jedzonego przez Mistrza.. Zawsze w świątyni jest ktoś kto sprząta sale do medytacji i kto sprząta kible, i ktoś kto gotuje i ktoś kto zmywa naczynia. Raz w roku jest u nas dwutygodniowe wydarzenie na 150 osób. Ja widzę to wszystko od kuchni. A takie wydarzenie oznacza dla mnie przede wszystkim ogrom pracy i stresu.
Rano w kuchni jest zimno i ciemno, jest jeszcze przed świtem. Zapalam swiatłą, czapka, fartuch i biorę sie do roboty. Uruchmiam piec do pieczenia chleba, robi się ciepło. Mam też już kawę. Jedną dziennie, z samego rana, ale taka w rodzaju że cie z laciów wydupi... Kiedy kończę, sprzątam, zamiatam, myję podłogę, gaszę światła, wychodzę. Normalny dzień pracy, taki sam w kuchni, jak każdy inny.
Praca w kuchni ma wiele elementów zrytualizowanych, bardziej w stylu Zen niż buddyzmu tybetańskiego. Tak jak święty czas Lha Bab Duchem jest czasem odtwarzanym w specjalnym rytuale tak każde miejsce dgdzie odprawia się rytuał staje się miejscem i czasem świętym. Takim miejscem jest kuchnia podczas pracy. W tej metaforze kucharz jest Arcykapłanem, ofiarnikiem i ofiarą jednocześnie. Najdoskonalszą forma praktykowania tego jest umysł obecny tu i teraz. Kuchnia sprzyja takiej koncentracji. Nic tak nie przypomina o uważności jak jak złapanie za rozgrzane do 220 drzwiczki pieca czy uciecie kawałka palca przy krojeniu cebuli (zawsze mam wtedy zadwozdke cy ta cebula jest nadal wegańska)

Pracuje sam. Jak jest dużo gości to nawet od 4 rano. Określenie szef kuchni jest o tyle nieprecyzyjne, że nie mam żadnego zespołu ale o tyle adekwatne, ze wykonuję, wszystkie poza tym obowiązki szefa kuchni i jeszcze kilka. Robię dostawy i zamówienia, tworzę menu, nowe receptury, gotuję, piekę pieczywo, robię serwis, robię przynajmniej jeden zmywak.
Jestem psem żywiącym się resztkami z ołtarza. I wbrew pozorom to bardzo dobra pozycja. taka dosłownie od kuchni. Od zaplecza.
Z buddyjskiego punktu widzenia trudno o lepsze miejsce dla takiego świszczypały i utracjusza. Kiedy kogoś karmisz tworzysz z nim silne związki karmiczne. Biorąc pod uwagę ilu Mistrzów karmiłem to mam zajebiści cie mocne plecy w kwestii kolejnego odrodzenia.z
Oświeceni w swym nieskończonym współczuciu dali nam bardzo wiele zręcznych środków, będących niczym lina czy koło ratunkowe rzucone tonącemu.
Wielu urzeczywistnionych Nauczycieli składało ślubowania związane np. z ich mantrami imion, jak Padmasambhawa czy Czenrezig, którzy zobowiązali się, że gdy tylko ktoś z wiarą i oddaniem będzie recytował ich mantry to natychmiast przybędą.
Podobnie, jak mniemam, Budda ustanowił 4 najważniejsze Święta, 8 świętych miejsc-abyśmy mogli chwycić się nich, niczym tonący koła ratunkowego w oceanie cierpienia jakim jest samsara.
10 000 000 razy przemnożone karmiczne skutki-oznacza to, ze jedna mantra ma moc 10 000 000 mantr, jedno ofiarowanie 10 000 000 ofiarowań. To tez wspaniała okazja do praktykowania uważności ciała mowy i umysłu bo jak potężna moc karmiczną mają w takim dniu nasze myśli, emocje, słowa i czyny.
I to jest najważniejsza, jak sądzę, Nauka jaką niesie ze sobą La Bab Duchen- aby każdy dzień traktować tak jakby był Świętem gdy 10 000 000 rośnie moc naszych czynów, słów, myśli i emocji.

autor nie pretenduje do reprezentowania czystego buddyjskiego punktu widzenia, jest tylko psem zagubionym w samsarze, który postanowił podzielić się swoim dośwaidczeniem w nadziei że przyniesie to komuś pożytek

Podobał ci się ten artykuł? Chcesz więcej podobnych? Wesprzyj mojego bloga

Moje media społecznościowe

Kategoria:

Share