Jakkolwiek dziwnie to brzmi, to jest takie święto. I było chwilę temu 19 lipca.
I jest bardzo symboliczne, zwłaszcza gdy toczy się wojna USA przeciwko Iranowi, spadkobiercy starożytnej Persji.
Do zrobienia lodów potrzebujesz maszynki do lodów, nie jest to drogi sprzęt. Maszynki można kupić już w cenie niewiele powyżej 100 złotych, a w Niemczech już za 25 euro.
I zdecydowanie, zwłaszcza jak macie dzieci, będą to doskonale wydane pieniądze.
Tylko pamiętajcie, że misa maszynki do lodów musi się co najmniej kilkanaście godzin wcześniej mrozić. Praktycznie najlepiej, zwłaszcza w sezonie, po użyciu umyć, wysuszyć, włożyć do zamrażarki.
Dziękuję za przeczytanie! Jeżeli artykuł był dla Ciebie wartościowy…
SKŁADNIKI:
100 g orzechów włoskich
200 g jogurtu sojowego
200 g mleka kokosowego
1 dojrzały banan
ok. 40 g cukru
1 łyżka soku z limonki lub z cytryny
szczypta soli
SPOSÓB PRZYGOTOWANIA:
Orzechy zalewamy gorącą wodą. Odstawiamy do wystygnięcia. Odcedzamy.
Blendujemy jak najdokładniej ze wszystkimi pozostałymi składnikami.
Wlewamy do zamrożonej dzień wcześniej maszynki do lodów i tyle.
Znaczy, trzeba włączyć maszynkę i poczekać, aż się zrobią lody. Kocham postęp!
Wściekłbym się, jakbym miał tak 20 minut kręcić korbką, żeby zrobić lody.
WARIANTY:
Po pierwsze, możecie użyć różnych orzechów.
Bardzo ciekawy efekt może dać użycie masła orzechowego z orzeszków ziemnych, które nie są tak naprawdę orzechami, ale też świetnie zagrają.
W Niemczech można kupić mus migdałowy. Masła czy musy z orzechów są znakomitymi składnikami do lodów i dostarczają dwóch ważnych w lodach składników – tłuszczu i białka.
Tłuszczu dostarcza też mleko kokosowe, które jest dobre do wszystkiego.
Jogurt sojowy możecie zastąpić np. owsianym czy kokosowym, każdy da trochę inny smak.
UWAGI:
Ja pewnie zrobię jeszcze w tym sezonie lody z mojego tłustego jogurtu i syropu z bzu czarnego, jaki dostałem w prezencie.
Dojrzały, aż zbrązowiały banan jest bardzo słodki. Możecie dać kilka bananów zamiast dodatku cukru.
Warto, a nawet należy, pamiętać, że masa na lody powinna być za słodka, za mocna w smaku – po zamrożeniu odczucia poziomu smaku są mniej intensywne.
SERWIS:
Najlepiej, jak masz gałkownicę do nakładania lodów.
Można też kupić gotowe wafelki do lodów, można nałożyć do miseczek czy pucharków, dodać bakalii, syropów, siekanej czekolady, jogurtu, mleka kokosowego, świeżych owoców, zblendowanych np. truskawek… skaj ys de limit.
Pierwszymi deserami, od których wywodzą się dzisiejsze lody, perscy bogacze rozkoszowali się już 2500 lat temu.
I przez lat dwa tysiące lody były domeną Wschodu. Pierwszy spisany przepis na lody powstał w XIII w. w Syrii.
Trzy stulecia później w Imperium Mogołów, muzułmańskim państwie na terenach dzisiejszych Indii, istniał system sztafet konnych, by dostarczać lód do produkcji lodów z rejonów górskich.
Europa wtedy dopiero odkryła podstawową technikę produkcji lodów.
Użycie mieszanki lodu z solą. Lód topnieje w temperaturze 0 stopni i można nim coś schłodzić, ale nie zamrozić.
Mieszanka lodu z solą ma temperaturę topnienia -20 stopni i do tej temperatury w szybkim czasie się schładza.
Wystarczy wstawić wiaderko z mieszanką deserową do większego naczynia z lodem z solą i mieszać.
Mieszanie jest bardzo istotne dla dobrych lodów. Receptury typu włóż mieszankę na kilka godzin do zamrażalnika i masz pyszne lody… Nie! Nie masz dobrych lodów. Masz bryłę lodową.
Nie polecam też pomysłu, żeby lody co 15-30 minut wyjmować z zamrażalnika i blendować. I tak przez kilka godzin.
Czy pomysł, że miałbym przez 6 godzin latać do zamrażalnika i z powrotem? No, mało jest seksowny. Ale jeszcze gorszy jest pomysł blendowania lodów. Do robienia lodów potrzebujemy czegoś, co je napowietrza, tak jak przy bitej śmietanie. Wtedy mają fajną, puszystą teksturę. Taką właśnie daje maszynka do robienia lodów z mieszadłem.
I dopiero po odkryciu, być może podpatrzeniu, jak to robią innowiercy, Europa się zachwyciła i zaczęła się objadać lodami.
No bądźmy szczerzy. Niecała Europa. Tak bardziej ówczesny 1% najbogatszych.
Późniejsza historia to demokratyzacja dzięki technologii. Wraz z rozwojem sił wytwórczych rozwinęły się również techniki schładzania, przełomowe było odkrycie i rozpowszechnienie elektryczności. Lody stawały się coraz tańsze i dostępne, dzisiaj już praktycznie dla wszystkich warstw społecznych.
I tak to się toczyło aż do roku 1984, kiedy Ronald Reagan podpisał uchwałę ustanawiającą National Ice Cream Day. Zapewne miało to jakiś sens, zwłaszcza dla producentów lodów. Bo ten przypadający w trzecią niedzielę lipca dzień jest przede wszystkim świętem marketingu lodów.
I tak jak cała amerykańska popkultura Narodowy Dzień Lodów i amerykański sposób widzenia lodów, jako czegoś amerykańskiego, rozpowszechnił się, czasami przy użyciu amerykańskiej armii, po całym świecie.
Co poniekąd jest szlachetniejsze niż świętowanie Bożego Narodzenia. Albo Walentynek. Bo nie udaje religijnych ani miłosnych uniesień jak Boże Narodzenie czy Walentynki, tylko jest tym, czym jest. Imperializmem. Lodowym imperializmem.
Bo jaki jest sens Dnia Lodów? Sprzedawać więcej lodów, więcej kupować, więcej konsumować.
Jednym z podstawowych założeń i ideologii kapitalizmu jest ciągły wzrost i rozrost. Na podobieństwo nowotworu.
I wcale nie musi to być imperialny atak, jak na Iran.
Nie ma już terenów ani zasobów na planecie, które są łatwo dostępne. Obecna wojna na Bliskim i Środkowym Wschodzie doskonale to pokazuje.
Jak można dokonywać wzrostu, gdy nie ma już kogo podbijać? Dokonywać podbojów wewnętrznych.
Kierunek podboju już jakiś czas temu uległ zmianie. Imperializm stał się utowarowieniem kolejnych obszarów naszego życia. Zmienia w towar czas spędzany z rodziną, randki, związki, a nawet sam bunt przeciwko temu stanowi rzeczy (jak choćby koszulki z Che Guevarą).
I to, co stało się ze wszystkimi świętami, jest tego doskonałym przykładem. Celebrujemy konsumpcję.
Co się stanie, kiedy wszystko już stanie się towarem?
Potraficie to sobie wyobrazić? Ja nie za bardzo. Jak powiedział Klasyk, łatwiej sobie wyobrazić koniec świata niż koniec kapitalizmu.
Kuchnia to moja przestrzeń dla medycyny stylu życia.
Nie jestem dietetykiem ani lekarzem – jestem szefem kuchni, który należy do Polskiego Towarzystwa Medycyny Stylu Życia. Dietetyka jest niezbędna w nowoczesnej kuchni, i nie jest to niczym nowym: stosowanie zasad dietetyki hipokratejskiej było podstawą warsztatu szefów kuchni już wieki temu. Na Rude Kitchen łączę tę tradycję z nowoczesną nauką. I stylem życia Dowiedz się więcej o tym, jak łączę kulinaria z medycyną stylu życia na stronie "O mnie".
Jeśli to, co tu robię, ma dla Ciebie wartość, możesz mnie wesprzeć albo po prostu się odezwać — linktr.ee/rudekitchen. A jeśli gotujesz moje rzeczy u siebie i smakują Twoim gościom, tym bardziej daj znać.
