Należę do Polskiego Towarzystwa Medycyny Stylu Życia

Faszerowane pieczarki

Comford food zyskuje mocno, mam wrażenie, na popularności w ostatnich latach, chociaż samo pojęcie zostało użyte pierwszy raz w latach 60-tych. Najprościej (acz nie do końca dokładnie) można powiedzieć, że to jedzenie takie “jak u babci”, przywołujące dobre emocje, poczucie bezpieczeństwa z dzieciństwa.

Dziękuję za przeczytanie! Jeżeli artykuł był dla Ciebie wartościowy…

Takimi kojarzącymi się z dzieciństwem są dla mnie dania z faszerowanych warzyw-pomidory, ogórki, cukinia, kabaczek a nawet ziemniaki. I jak zobaczyłem duże grillowe pieczarki w Edece od razu wiedziałem ci z nimi zrobię.

 

SKŁADNIKI:

200 g mrożonego szpinaku (całe liście)

130 g (pół puszki) cieciorki (lub analogiczna ilość ugotowanej)

60 g (jedna średnia) cebuli

olej do smażenia

łyżeczka cukru

2 łyżki smakowego octu

2 łyżki sosu sojowego

80 g (cztery łyżki) ugotowanej al dente kaszy jaglanej

6 sztuk pieczarek z dużymi kapeluszami

SPOSÓB PRZYGOTOWANIA:

Szpinak rozmrażamy.

Cieciorkę rozgniatamy widelcem lub tłuczkiem do ziemniaków na drobne kawałki (nie jednolitą masę).

Cebule kroimy w drobna kostkę i smażymy na złoty-jasnobrązowy kolor, dodajemy rozgnieciona cieciorkę, smażymy dwie, trzy minuty, cały czas mieszając, doprawiamy Wielką Trójką, odparowujemy płyn .

Dodajemy szpinak. Dokładnie mieszamy. Doprawiamy pieprzem, czarna solą i gałka muszkatołową. Zdejmujemy z ognia.

Dodajemy kasze jaglaną, dokładnie mieszamy.

Z pieczarek usuwamy nóżki (można je potem dodać np. do sosu, tofucznicy, zupy…), napełniamy farszem (z lekka górką) i zapiekamy w 190 stopniach w zakrytym naczyniu do zapiekania, około 20 minut.

WARIANTY:

Cieciorkę może zastąpić rozgniecione widelcem tofu, granulat sojowy lub fasola.

Jeżeli chcemy mieć więcej umami to możemy do farszu dodać posiekane suszone pomidory

UWAGI:

Do faszerowania trzeba użyć jak największych pieczarek. Mogą być Portobello lub inne. W Niemczech można kupić zwykłe białe pieczarki z dużymi kapeluszami jako “pieczarki grillowe”, ale (szczególnie w Bawarii) grillowane pieczarki są jednym z z najczęstszych dań z grilla.

SERWIS:

Podajemy same jako przystawkę lub samodzielne danie na puree (np. takim), obowiązkowo polane sosem który wyciekł z pieczarek w trakcie pieczenia, z lekką surówką typu sałata, rukola, pomidor, roszponka, rzodkiewki, itp. sezonowe warzywa.

Mam, nie wiem na ile słuszne, przekonanie, że jakoś faszerowane warzywa trochę zaniknęły w polskiej kuchni. Może to tylko moje odczucie, bo tych faszerowanych warzyw jadałem w dzicieństwie mnóstwo, dzięki temu (i to jest to wspomnienie które przywołuje u mnie najlepsze emocje z dzieciństwa-te pomidory dojrzewające na oknie, te owoce prosto z drzewa), że mój ojciec miał tzw. działkę (nie, narkomani, to nie to co myślicie!). Do dziś zresztą (pomimo zakusów jednego z rządów III RP) ten polski fenomen trwa. Dzisiaj te (jak to się wtedy nazywało) Pracownicze Ogródki Działkowe częściej pełnią rolę rekreacyjna a w czasach mojego dzieciństwa były bardzo poważnym źródłem zaopatrzenia wielu rodzin w dobrej jakości i świeże warzywa i owoce. Nie tylko z resztą świeże- piwnicę mieliśmy zawsze na zimę zapełnioną przetworami-królowały ogórki kiszone, przeciery pomidorowe, duże, litrowe weki (wiecie co to?) przecieru, nierzadko z całymi pomidorami w środku, kompoty, soki owocowe (nic tak nie poprawia w zimę jak własnej roboty słodki sok malinowy, dodany do gorącej herbatki (jak byłem starszy dorzucałem jeszcze jakiegoś kielonka do herbatki.

No i nie tylko warzywa i owoce. Moje i moich sióstr pierwsze zarobione w życiu pieniądze były na skupie zebranych przez nas porzeczek. Tak, można było w czymś w rodzaju świetlicy, przynieść wiaderko zebranych owoców i był tam pan który je skupował. Co więcej, płacił tyle ze opłacało sie to zbierać. I komu to wszystko przeszkadzało….

Gdzieś po drodze, jak mam wrażenie, kiedy zachłysnęliśmy sie blichtrem i pozłotkiem, pędem i Hameryką, zatraciliśmy takie, przekazywane wcześniej z matki na córkę (zazwyczaj) umiejętności, zwyczaje. Trochę jest to też kwestia tego, że pracujemy dziś tak długo, że zazwyczaj nie starcza nam ani czasu ani sił na robienie przetworów. A i chyba z piwnicami problem w nowym luksusowym budownictwie…

Ale za to mają robotę kołcze jedzeniowi…o tempora…o mores!

Kuchnia to moja przestrzeń dla medycyny stylu życia.
Nie jestem dietetykiem ani lekarzem – jestem szefem kuchni, który należy do Polskiego Towarzystwa Medycyny Stylu Życia. Dietetyka jest niezbędna w nowoczesnej kuchni, i nie jest to niczym nowym: stosowanie zasad dietetyki hipokratejskiej było podstawą warsztatu szefów kuchni już wieki temu. Na Rude Kitchen łączę tę tradycję z nowoczesną nauką. I stylem życia Dowiedz się więcej o tym, jak łączę kulinaria z medycyną stylu życia na stronie "O mnie".

Jeśli to, co tu robię, ma dla Ciebie wartość, możesz mnie wesprzeć albo po prostu się odezwać — linktr.ee/rudekitchen. A jeśli gotujesz moje rzeczy u siebie i smakują Twoim gościom, tym bardziej daj znać.

Kliknij element aby go usunac z wydruku