Należę do Polskiego Towarzystwa Medycyny Stylu Życia

Ciastka dyniowe

Przepis właściwie nie mój, a przeze mnie tylko zmodyfikowany, ale ciastka dyniowe stały się, na moją zgubę, hitem i warto się tym przepisem podzielić.

Dziękuję za przeczytanie! Jeżeli artykuł był dla Ciebie wartościowy…

Mój przepis różni się przede wszystkim mniejszą ilością cukru od oryginału i zastąpieniem wanilii aromatycznymi olejami. Inaczej też obrabiam samo ciasto, dodając czas leżakowania i wiązania ciasta

Przepis pochodzi z książki “Vegan with a vengeance” Isy Chandry Moskowitz, wegańskiej szefowej kuchni, aktywistki i restauratorki, która zasłynęła programem telwizyjnym (w kablówce na Manhattanie i Brooklinie) “Post Punk Kitchen” https://youtu.be/s4I9CHOrve8

SKŁADNIKI:

200 g maki pszennej

120 g płatków owsianych

1 łyżeczka sody

3/4 łyżeczki soli

1 łyżeczka cynamonu

1/2 łyżeczki mielonej gałki muszkatołowej

200 g cukru

150 ml oleju sezamowego lub arachidowego lub mieszanki obu

250 ml puree z dynii

150 g bakalii

SPOSÓB PRZYGOTOWANIA:

w misce mieszamy razem mąkę, płatki owsiane, sodę sól i przyprawy.

Osobno mieszamy cukier a olejem i dynią. Dodajemy stopniowo, mieszając, suche składniki do mokrych.

Masę odstawiamy do lodówki na minimum 30 minut, lepiej nawet na kilka godzin. Dzięki temu płatki owsiane wchłoną wodę i zwiążą ciasto. Ostatnio zrobiłem ciasto w piątek i ostatnia porcje upiekłem w niedzielę.

Ciastka nakładamy łyżką, najlepiej do czegoś w rodzaju malego ringu na pierogi (u mnie fi 5,5 cm)

Pieczemy 20-30 min w 200 st. z termoobiegiem, ewentualnie obniżając po 20 minutach temperaturę do 180 st.

WARIANTY:

Ciastka i podobne specjały to nie jest moja specjalność więc za dużo tu nie wymyślę ale np. w oryginalnym przepisie nie było określne jaki powinien być rodzaj pszennej mąki i tu jest pewne pole manewru.

Podobnie jak z rodzajem płatków ale tu bym zdecydowanie doradzał grube płatki, dające ciekawszą fakturę ciastek

Bakalie daję zazwyczaj pół na pół rodzynki z siekanymi grubo orzechamiwłoskimi. Świetnie sprawdzi się żurawina, mogą być migdały zamiast orzechów.

UWAGI:

Zawsze mówię, każdy piekarnik jest inny i lepiej za pierwszym razem ciastka kontrolować w trakcie pieczenia. Powinny się mocno, na chrupiąco spiec ale nie przypalić.

Minusem tych ciastek jest, że bardzo chłoną wilgoć, więc jeżeli upieczecie większa ilość to najlepiej trzymać w jakimś zakręcanym słoju czy szczelnie zamkniętym pudełku.

SERWIS:

Najlepiej podawać jeszcze ciepłe. Ewentualnie z sezonowymi owocami, musem jabłkowym, sosem owocowym, kremem kokosowym, możliwości jest bardzo wiele.

O prawach autorskich w kuchni pisałem już kilkakrotnie, ostatnio  przy okazji przepisu na sałatkę morskąlink.

Ale warto o tym pisać i przypominać. 

Pokrótce. Prawa autorskie są częścią praw własności intelektualnej, wraz z prawem patentowym i  prawem własności znaków towarowych (lub szerzej prawa własności przemysłowej). Przepisy kulinarne nie podlegają ochronie żadnego z tych praw.

Przepis kulinarny, w tym rozumieniu, jest ideą, pomysłem, nie podlegającym prawnej ochronie. Ochronie podlega jego ZAPIS. Zdjęcie i to jak przepis jest zapisany. Jeżeli ktoś zrobi swoje zdjęcie a przepis spisze innymi słowami, prawnie jest wszystko ok.

Jedyna prawną formą ochrony receptury daje ewentualnie, wynikająca z przepisów o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, ochrona tajemnicy przedsiębiorstwa. Ale jak wynika z samej nazwy jest to możliwe tylko w wypadku receptury produkcyjnej w lokalu czy kuchni produkcyjnej. A i to, o ile wdrożone były procedury ochrony tajemnicy czyli np. dostęp do receptury mieli tylko wybrani pracownicy.

Niezrozumienie tego prowadzi do powracających co jakiś czas awantur o “kradzież” receptur i opublikowanie ich jako własnych czy to przez blogera czy nawet np. sieć handlową. 

Jest to też jeden z powodów dla których kucharze tak rzadko prowadza blogi kulinarne i piszą książki kucharskie (prócz braku czasu). Chronią własność swoich receptur.

I robią bardzo słusznie. Jego goście płacą za wartość, jaką są potrawy zrobione według tych tajemnych receptur. I to należy uszanować, tym bardziej że stoi za tym ogrom doświadczenia i ciężkiej pracy w kuchni.

Nierzadkie jest w gastronomii podkupywanie pracowników, kradzież receptur, czy kwestia własności receptury-czy należy ona do knajpy czy do kucharza, który ja przygotował.

Natomiast gdy decydujemy się na publikację przepisu to staje się on praktycznie częścią domeny publicznejlink. I każdy, w każdy sposób, może z tego korzystać. Również komercyjnie. 

Ale tworzenie nowych przepisów to są koszty.

Nie jest to tak, że np. miałbym (to znaczy mam) abonament w Legimi i pisał recenzje książek. I czy napiszę 10 czy 30 moje koszty finansowe są takie same. Natomiast przepis to oczywiście też koszty takie jak prąd, woda, zużycie sprzętu ale przede wszystkim składniki. I działa tu “błąd przeżywalności”. Bo nikt nie publikuje tych wszystkich nieudanych dań, jakie wylądowały w śmietniku. Czy wszystkich przetestowanych przy tworzeniu dania wariantów.

W lokalu płacąc za jedzenie płacicie też w tej cenie, koszty tych eksperymentów i prób. No i wszystkie inne koszty poniesione przy przygotowaniu dania.

 

U nas w gastro najlepszą motywacją do dobrej pracy jest dobry napiwek. jeżeli podoba ci się, to co piszę zostaw mi napiwek

Moje media społecznościowe

Kuchnia to moja przestrzeń dla medycyny stylu życia.
Nie jestem dietetykiem ani lekarzem – jestem szefem kuchni, który należy do Polskiego Towarzystwa Medycyny Stylu Życia. Dietetyka jest niezbędna w nowoczesnej kuchni, i nie jest to niczym nowym: stosowanie zasad dietetyki hipokratejskiej było podstawą warsztatu szefów kuchni już wieki temu. Na Rude Kitchen łączę tę tradycję z nowoczesną nauką. I stylem życia Dowiedz się więcej o tym, jak łączę kulinaria z medycyną stylu życia na stronie "O mnie".

Jeśli to, co tu robię, ma dla Ciebie wartość, możesz mnie wesprzeć albo po prostu się odezwać — linktr.ee/rudekitchen. A jeśli gotujesz moje rzeczy u siebie i smakują Twoim gościom, tym bardziej daj znać.

Kliknij element aby go usunac z wydruku