...śpiewała w roku 1980 Krystyna Prońko, co jak przystało na dziaders punka doskonale pamiętam
Dziękuję za przeczytanie! Jeżeli artykuł był dla Ciebie wartościowy…
Przyjeżdżają pierwsi goście i zaczyna się kilka miesięcy wytężonej pracy.
Sezon letni, urlopowy, wakacyjny, ciepło, słońce, okolica turystyczna. Mam wrażenie, że mieszkam w ulubionym regionie niemieckich emerytów i przede wszystkim emerytek, a niektóre w takim wieku, że pierwszy narzeczony to został pod Stalingradem. Więc również do nas ludzie chętniej przyjeżdżają i planowanych jest więcej wydarzeń niż w sezonie jesienno-zimowym
Dzień, dwa przed wydarzeniem zaczyna się moja praca. A właściwie nawet wcześniej.
Bo wcześniej przygotowuję menu i planuję zakupy. To temat rzeka. Na pewno o nim chcę napisać. Doświadczenie z planowania menu i zakupów na cały tydzień dla kilkunastu (tyle mam najczęściej gości na „kursie”) osób może pomóc w planowaniu i zakupach w domu dla kilku osób. Dobrze zaplanowane menu i zakupy to mniej marnowanej żywności.
Dzień przed i pierwszy dzień jest najwięcej pracy. Wiele rzeczy trzeba przygotować na pierwszy dzień i wszystkie w ostatniej chwili, im później, tym lepiej, żeby było świeże.
Więc piekę chleb. Robię pesto
na stronie jest przepis na pesto z moim ukochanym czosnkiem niedźwiedzim, który w sezonie jem jak pojebion. Dla gości robię według podobnego przepisu tyle że z natki pietruszki i liści rzodkiewki
majonez
i ostry sos
I humus.
Mój humus ma fanów w wielu krajach na świecie i lubili go już wszyscy, którzy próbowali jeszcze w Polsce, a przez te sześć lat od wyjazdu doskonaliłem siebie (zawodowo) i mój humus.
Ostatnio z kilku powodów, postanowiłem spisać moje przepisy na dania, które trafiły do mojego stałego menu a większości powstawały przez gotowanie.
Tak jak by się dało zupę wymedytować! Przyjeżdżają jogini i siedzą w świątyni a zupa się sama gotuje. I podłogi same umyją od tej medytacji. No… ale jednak nie
Właściwie ośrodek buddyjski to coś między ośrodkiem wypoczynkowym na łonie natury a ośrodkiem szkoleniowym Rzadko kiedy duże ośrodki buddyjskie powstają w miastach.
Gdy coś szczególnie smakuje gościom, trafia do menu. I gotuje to danie tylko dla gości, a wtedy nie mam czasu na spisywanie przepisów
Ale udało mi się ostatnio spisać dwa przepisy.
Na makaron ze szpinakiem. I na humus właśnie.
Przepis na humus raczej nieprędko opublikuję, bo chcę opisać dokładnie co robić, jak robić, dlaczego tak robić. I tak dalej. Esej właściwie. A w sezonie nie mam raczej na to siły ani czasu. Zawsze podkreślam, kiedy są goście, pierwszeństwo mają goście i praca dla gości.
W tym czasie kiedy to wszystko przygotowuję gotuje się bulion. 10 albo 15 litrów.
Bulion ewoluował przez jakieś dwa, trzy lata i wreszcie jestem zadowolony. Też będzie. I też pewnie po sezonie. Ale zdecydowanie warto czekać. Wypierdala zupy w kosmos.
Prot tip kuchenny: jak chcecie mieć mocniejsze, głębsze smaki w zupach to nie używajcie do nich w ogóle wody. Bulion. Mleka roślinne. Czasami soki owocowe. Znakomity jest też jako baza do zupy sok wielowarzywne. Kiedyś użyłem do zupy wywaru ktory pozostał po ugotowaniu dyni na ciastka
W tym wpisie prócz przepisu poczytacie o prawach własności przepisów kulinarnych
Bulion gotuję około 4 godzin. A właściwie dłużej, bo mam żeliwne płyty kuchenne i po wyłączeniu taka płyta jeszcze jakiś czas grzeje.
Pro tip 2 kuchenny: jeżeli chcecie mieć dobry bulion, dobry wywar to powinien on się gotować pod przykryciem i na minimalnym, minimalnym ogniu. Właściwie nie powinien się gotować tylko prawie gotować.
Jeżeli macie jakieś multicooker tak jak ja Krupsa czy otoczony kultem wyznawców Thermomix to ustawiacie temperaturę na 95 C i tak gotujecie kilka godzin.
Tego typu urządzenia są też doskonałe, jeśli chodzi o produkcję humusu. I wszelkich gładkich past do pieczywa.
Przygotowuję też ciastka dyniowe. I masę na ciastka tez przygotowuję przed przyjazdem gości. I robię kolejne odpieki po zazwyczaj jednej blasze GN 1/1.
Jeżeli impreza zaczyna się od kolacji, co zdarza się często część z tych rzeczy robię pierwszego dnia rano.
Rano, czyli od piątej
To akurat dla mnie żaden wyczyn. Od wielu lat wstaje wcześnie rano, czasami nawet o 4, również, kiedy nie muszę. To typowy objaw depresji atypowej, że czuję się najlepiej rano
Przed przygotowuje też czyste ubrania: czerwone t-shirty sztuk 10, cztery fartuchy i trzy bluzy szefa kuchni.
Do tego zapas yerba mate i białka: batony białkowe, odżywka, białkowe musli.
Ostatnio dodaję odżywkę białkową do moich deserów jogurtowych.
Upewniam się też czy mam leki w wystarczającej ilości. Stres i przepracowanie pogłębiają depresję, a nie byłoby dobrze, gdybym w połowie imprezy miał załamanie nerwowe.
Ostatnio zacząłem też przygotowywać kombuchę. Nie wiem, czy zostanie na stałe. Zależy od gości.
Kuchnia to moja przestrzeń dla medycyny stylu życia.
Nie jestem dietetykiem ani lekarzem – jestem szefem kuchni, który należy do Polskiego Towarzystwa Medycyny Stylu Życia. Dietetyka jest niezbędna w nowoczesnej kuchni, i nie jest to niczym nowym: stosowanie zasad dietetyki hipokratejskiej było podstawą warsztatu szefów kuchni już wieki temu. Na Rude Kitchen łączę tę tradycję z nowoczesną nauką. I stylem życia Dowiedz się więcej o tym, jak łączę kulinaria z medycyną stylu życia na stronie "O mnie".
Jeśli to, co tu robię, ma dla Ciebie wartość, możesz mnie wesprzeć albo po prostu się odezwać — linktr.ee/rudekitchen. A jeśli gotujesz moje rzeczy u siebie i smakują Twoim gościom, tym bardziej daj znać.
