A w wolnym czasie zajmuję się AI — zobacz, co z tego wyszło

Należę do Polskiego Towarzystwa Medycyny Stylu Życia

Prawda kuchni, prawda języka

Uwaga wulgaryzmy
w chuj wulgaryzmów
A nie można by tak bez przekleństw? Te przepisy nawet fajne, ale ten język jak z rynsztoka.
No kurwa, ni chuja nie da rady.
Parę lat temu, szukając jakiegoś chyba przepisu, trafiłem w internecie na przecudny i zaiste słodki obrazek, że nawet jakby bohaterka pierdziała, to pachniałoby to jaśminem.
Bohaterka, jak się można było domyślać, autorka bloga lub to, jak ona sobie siebie wyobraża w idealnym życiu, nakrywa stół dla rodziny.
Wszystko jest idealne, białe i aniołkowe wręcz. I wszystkie aniołki w niebie pierdzą jaśminem.
Bohaterka stoi, a właściwie pochyla się nad stołem. Na stole jest piękny obrus w kratę, piękny koszyk z pięknym pieczywem, piękne talerze dla całej, bez wątpienia pięknej, rodziny. A bohaterka trzyma w rękach piękne naczynie z zapewne pięknym daniem.
Z jej głowy prawie do pasa spływają piękne blond włosy…
I ja na to patrzę i z automatu wołam: KURWA GDZIE Z TYMI KUDŁAMI NAD GARNKIEM WYPIERDALAJ!!!!
Długie włosy to koszmar w kuchni. W ogóle najlepiej przed wejściem do kuchni ogolić się na łyso.
Tak, wiem. Też mam długie włosy. Dlatego tak jestem na to uczulony.
Ale mając już prawie 60 lat, mam ciągle włosy do połowy pleców – to byłoby krzywdą dla świata je obciąć. Każdy trzydziestolatek z zakolami na plecy mnie w tym utwierdza. I chuj!
Ale nie to było na tym obrazku najgorsze.
To był dokładnie taki sam idealny świat jak dziś z Instagrama, a kiedyś z hollywoodzkich filmów. Idealny i nieistniejący. Symulakrum.
I nic bardziej odległego od rzeczywistości pracy na kuchni (na kuchni, bo w kuchni to mąż żonę może wysmyrać).
Wulgarny język przekleństwa i wrzaski są permanentną i immanentną częścią kuchennej rzeczywistości. Aczkolwiek porównując to do przychodzenia napierdolonym do pracy albo upijania się w pracy, zażywania innych substancji, kradzieży drogich produktów, bójek, to bluzgi są dość niewinną zabawą.
I nic innego nie oddaje rzeczywistości profesjonalnej kuchni tak jak właśnie ten wulgarny, knajacki język. I to dosłownie knajacki, bo choćby w Polsce była głośna kilka lat temu sprawa Chefa, byłego recydywisty i dilera, Patryka Galewskiego, którego duchowym Mistrzem był wielki bodhisatwa ks. Jan Kaczkowski. Ja byłem więźniem sumienia, więc nie typowym kryminalistą, ale za to z ćpaniem i chlaniem to mało kto z żyjących może się ze mną równać. Zwłaszcza od kiedy umarł Burroughs. I nie jest to niczym dziwnym w tej branży.
To wielki Anthony napisał, że „profesjonalna kuchnia jest ostatnim schronieniem dla niedostosowanych”. To takie ładniejsze określenie marginesu społecznego. A jaki ten margines ma język, wszyscy wiedzą. I nie mówimy do kroćset! Ani motyla noga!
I nic nie byłoby odleglejsze od tej prawdy o kuchni i języku kuchni niż to, co ta piękna Pani, z pięknymi włosami, przy pięknym stole, z pięknym naczyniem w rękach reprezentuje.
A częścią tej prawdy są też przekleństwa. A to najmniejsza z kuchennych patologii. I chociaż te i inne patologie należy zwalczać i ograniczać, to nie należy się też łudzić, że kiedykolwiek całkiem znikną.
Kuchnia jest przystanią wyrzutków, alkoholików, ćpunów, kryminalistów. Takie osoby ze swoimi problemami tworzą kuchenną rzeczywistość. Typowy Chef ma problemy z prawem, albo z alimentami, albo z własną psychiką. Albo kombinację trzech powyższych. Ja trafiłem dwa i pół.
A też przekleństwa oddają tę rzeczywistość. Co może spotkać złego kogoś, kto pracuje przy komputerze? Że się wypierdoli, idąc po przekąski i/lub kawę? Że sobie palec uszkodzi od stukania w klawiaturę?
On może mówić wtedy „do kroćset” albo „motyla noga”.
Ale nie odda prawdziwiej tego, co czujesz, gdy złapiesz za drzwiczki piekarnika o temperaturze 250 stopni, jak soczyste, słyszalne w sąsiedniej kuchni KURWA!!! Gra o trochę inną stawkę, co innego oznacza wypadek przy pracy. Na przykład jak się ktoś wypierdoli, niosąc 20 l gorącego bulionu. Tfu, tfu, na psa urok, odpukać…
Nic też tak dobrze nie oddaje, czym jest praca na kuchni, jak stwierdzenie, że na kuchni się nie pracuje, na KUCHNI SIĘ KURWA ZAPIERDALA!!
Jak doczytałeś do tego miejsca, to może po drodze zauważyłeś słowo symulakrum. Być może nawet sprawdziłeś, co znaczy. A może wiedziałeś. Wtedy szacun, ziom.
Bo jest i „symulakrum”, i jest „kurwa”. I oczywiście jeżeli kurw jest w zdaniu więcej niż treści, to należy je wypierdolić do kibla, razem z autorem.
Ale odcinając wulgaryzmy, odcinamy ważny obszar ekspresji językowej.
I samych siebie, bo granice mojego języka są moimi granicami. A ja, tak jak wielu Chefów, zawsze chciałem przekraczać wszelkie granice. Zazwyczaj kończyło się na tym, że przekraczałem granice zdrowego rozsądku i zdrowia psychicznego. Też w tej robocie typowe.
Język kuchni to język ulicy, dilerów i ćpunów, alkusów i kryminogenów. Wyrzutków społecznych, marginesu, wykluczonych. To język Morloków.
W tej metaforze Piękna Pani jest symbolem Elojów. Których pałace stoją na ciałach pomordowanych Morloków jak stadiony w Katarze ku uciesze kibiców na całym świecie.
Ale to Morlokowie mają najlepsze noże. I potrafią ich używać.

Dziękuję za przeczytanie! Jeżeli artykuł był dla Ciebie wartościowy…

Kuchnia to moja przestrzeń dla medycyny stylu życia.
Nie jestem dietetykiem ani lekarzem – jestem szefem kuchni, który należy do Polskiego Towarzystwa Medycyny Stylu Życia. Dietetyka jest niezbędna w nowoczesnej kuchni, i nie jest to niczym nowym: stosowanie zasad dietetyki hipokratejskiej było podstawą warsztatu szefów kuchni już wieki temu. Na Rude Kitchen łączę tę tradycję z nowoczesną nauką. I stylem życia Dowiedz się więcej o tym, jak łączę kulinaria z medycyną stylu życia na stronie "O mnie".

Jeśli to, co tu robię, ma dla Ciebie wartość, możesz mnie wesprzeć albo po prostu się odezwać — linktr.ee/rudekitchen. A jeśli gotujesz moje rzeczy u siebie i smakują Twoim gościom, tym bardziej daj znać.

Kliknij element aby go usunac z wydruku