A w wolnym czasie zajmuję się AI — zobacz, co z tego wyszło

Należę do Polskiego Towarzystwa Medycyny Stylu Życia

Ideologia startupizmu kontra natura

Pionier i potentat wertykalnej uprawy 80 Acres Farms zwija działalność po tym, jak na początku sierpnia wycofał się kupiec. Firma dostarczała swoje rośliny do 18 000 punktów, głównie sklepów.
80 Acres Farm jest KOLEJNYM przedsiębiorstwem uprawy wertykalnej zamkniętym w USA w ostatnich latach.
Od dwudziestego drugiego roku branża notuje raczej upadki, niż sukcesy. Bardzo młoda branża, bo w obecnej formie rolnictwo wertykalne istnieje raptem około 10 lat.
I zdaniem wielu ekspertów, bardziej przypomina branże z Doliny Krzemowej i technologiczne startupy niż firmy rolnicze.
A model biznesowy przeniesiony z Doliny Krzemowej nie sprawdza się tam gdzie rozwój jest determinowany cyklami życia roślin

Dziękuję za przeczytanie! Jeżeli artykuł był dla Ciebie wartościowy…

Rolnictwo wertykalne nie jest całkiem nową koncepcją.
Z dzieciństwa w latach 70-tych pamiętam wizje farm hydroponicznych przyszłości, wewnątrz wielkich giga-wieżowców czy na stacji kosmicznej.
Zaczęła się jednak rozwijać od niedawna gdy stało się to możliwe technicznie
Ale niekoniecznie opłacalne, co kolejne plajty farm wertykalnych wyraźnie pokazują.
Uprawa wertykalna i w ogóle każda uprawa w kontrolowanym środowisku wymaga dużych inwestycji w specjalne hale uprawne (szczelne, izolujące dużo lepiej niż zwykła szyba szklarniowa). W farmach wertykalnych rośliny są uprawiane na specjalnych półkach i są to z reguły i konieczności małe rośliny, sałaty czy zioła przyprawowe. Kukurydzy ani zboża raczej tak nie wyprodukujemy.
Uprawa tych ziół czy sałaty w kontrolowanym środowisku potrzebuje dużych ilości prądu do utrzymania kontrolowanych parametrów, takich jak wilgotność, naświetlenie, temperatura.
Wobec rosnących kosztów paliw i energii taka uprawa jest jeszcze mniej opłacalna.
Pytanie, czy w ogóle była?
8o Acres Farms utrzymywał się z dotacji. Zgodnie z ideologią i strategią biznesową startupizmu.
Czyli z pozyskiwania frajerów, którzy będą w twoją zabawę w biznes pakować pieniądze.
Firma powstała w 2015 r. Przez ten czas pozyskała 350 mln dolarów finansowania, czyli licząc średnio mogła być do tyłu w każdym roku 35 milionów.
To brzmi jak pomysł na kilka lat bajo bongo.

Elizabeth Holmes miała bajo bongo przez ponad dziesięć lat, zbierając pieniądze na swój startup Theranos w sumie ponad 700 mln dolarów. W szczytowym momencie rozwoju firmy w latach 2013/2014 była ona wyceniana na 10 mld dolarów.
I to była kwintesencja tej nowoczesnej formy kapitalizmu jaką jest startupizm.
Doskonale funkcjonują rozmaite narzędzia finansowe, jakieś akcje na opcje, derywaty, zakłady giełdowe o cenę w danym dniu, obligacje na opcje, rozbudowane do takich rozmiarów, ze normalny człowiek tego nie ogarnie. Oderwane od faktycznie istniejących nieruchomości, wartości firm itd.
Łączna wartość papierów wartościowych jest kilkunastokrotnie większa niż majątku, który jest ich bazą materialną.
Dlaczego wobec tego nie tworzyć startupów których jedyną wartością będą akcje na giełdzie. Czyż Theranos, wart 10 mld, nie był realizacją tego ideału? A pani Holmes nie była oszustką a wizjonerką i prekursorką, i nowatorką biznesową.
Można powiedzieć, ze współczesny kapitalizm dąży do symulakrum, gdzie jedynym produktem są kolejne papiery wartościowe zabezpieczone innymi papierami wartościowymi, te kolejnymi i tak aż zatoczy to pełne koło i papiery wartościowe staną się jedynym zabezpieczeniem samych siebie.
Kolejnym krokiem będzie coś w rodzaju tokenów NFT potwierdzające wartość tych akcji alko akcji których jedyną wartością będzie to ze są zabezpieczone tokenem NFT.
Moda na NFT kilka lat temu w sumie na tym właśnie polegała.
To było proroctwo.
Po co tworzyć coś, co ma realną wartość? Wystarczy stworzyć coś, co ma wartość na giełdzie. Sprzedawać akcje pozyskiwać inwestorów, a właściwa produkcja może być “pod wodą” jak w rolnictwie wertykalnym albo w ogóle nie mieć miejsca tak jak w Theranosie

„Aby przyciągnąć inwestorów, [wiele firm zajmujących się uprawą wertykalną] opracowało plany biznesowe i modele finansowe, które z perspektywy czasu okazały się nieosiągalne” powiedział Adam Bergman, dyrektor zarządzający EchoTech Capital i były bankier Citi, w wywiadzie dla AgFunderNews, po tym jak swoje bankructwo ogłosila wczesną wiosna ubiegłego roku firma Plenty.
„Biologia nie przejmuje się tym, ile funduszy udało ci się zebrać. Wszystko wymaga czasu – i nie da się tego ominąć kodem” skomentował wówczas Henry Gordon-Smith, dyrektor generalny Agritecture i ekspert w dziedzinie rolnictwa wertykalnego.
Co ciekawe, z zarządu Plenty niedługo przed plajtą odszedł JEDYNY w zarządzie człowiek z doświadczeniem rolniczym. Zanim upadło Plenty przepaliło 1000 000 000 (słownie miliard) dolarów!

Plenty, ale też 80 Acres Farms i inne startupy rolnictwa wertykalnego są nieraz porównywane do startupów z Doliny Krzemowej.
I nie jest to komplement, bo jedynym celem staje się zbieranie pieniędzy na dalszy wzrost zamiast realnego rozwijania produkcji. To co może działać w przypadku firm z Doliny Krzemowej, oferujących kolejne przełomowe, nikomu niepotrzebne oprogramowanie nie sprawdza się tam gdzie natura mówi sprawdzam.
Bo, przykładowo: cechą modelu z Doliny Krzemowej jest dążący do zera koszt kolejnej sprzedaży.
Przykładowo apka w sklepie Google.
Jeżeli ktoś to oprogramowanie stamtąd pobiera, to nie kosztuje to nic sprzedawcy/producenta apki. Jeśli sprzedajemy marchewkę to każda wyprodukowana marchewka, potrzebuje wody, słońca, wysiłku. Ne da się jechać na samym dotowaniu biura, jeżeli na polu ceny się nie spinają.
Efekt skali oczywiście może obniżyć koszty jednostkowe, ale nie aż tak bardzo, żeby dążyły do zera.
Informacje można mnożyć w nieskończoność. Jeżeli ja mam przepis na danie, mogę ci go przekazać (np. publikując na blogu). I nadal będę miał ten przepis. I tak w nieskończoność
Ale jeżeli zrobię danie to będzie ograniczona ilość porcji. I skalowanie jest o wiele trudniejsze i kosztowniejsze bo np. żeby zrobić dwa razy więcej porcji będę potrzebował większy garnek, żeby w tym garnku gotować, będę potrzebował taboret gazowy (niski, szeroki palnik do gotowania w dużych garach), dwukrotnie zwiększyć zakupy.
Oprogramowanie jest w moment, klikasz i masz. Sałatę trzeba dostarczyć na czas i w odpowiednio dostosowanym transporcie typu samochody chłodnie.
I jeżeli apka w sklepie googlea się nie sprzedaje to nie ma właściwe kosztów produkcji. Jak zostanę z wielkim garem zupy to będę w dupie.
Tak samo rolnik który nie sprzeda sałaty. Albo nie będzie w stanie jej na czas dostarczyć do klienta.
Problemy z dostarczeniem produktu klientowi nie istnieją tam gdzie produkt jest cyfrowy i w moment może go pobrać klient z dowolnego miejsca na świecie. Z sałatą to nie zagra.
Tak jakby sama natyra mówiła “sprawdzam” hiperkapitalizmowi

Kuchnia to moja przestrzeń dla medycyny stylu życia.
Nie jestem dietetykiem ani lekarzem – jestem szefem kuchni, który należy do Polskiego Towarzystwa Medycyny Stylu Życia. Dietetyka jest niezbędna w nowoczesnej kuchni, i nie jest to niczym nowym: stosowanie zasad dietetyki hipokratejskiej było podstawą warsztatu szefów kuchni już wieki temu. Na Rude Kitchen łączę tę tradycję z nowoczesną nauką. I stylem życia Dowiedz się więcej o tym, jak łączę kulinaria z medycyną stylu życia na stronie "O mnie".

Jeśli to, co tu robię, ma dla Ciebie wartość, możesz mnie wesprzeć albo po prostu się odezwać — linktr.ee/rudekitchen. A jeśli gotujesz moje rzeczy u siebie i smakują Twoim gościom, tym bardziej daj znać.

Kliknij element aby go usunac z wydruku