Mieszanka miodów z Unii i spoza Unii Europejskiej po 14 czerwca zaczęła znikać ze sklepowych półek. Chociaż nie wiadomo jak długo potrwa to znikanie..
Dziękuję za przeczytanie! Jeżeli artykuł był dla Ciebie wartościowy…
Dyrektywa śniadaniowa UE, która weszła w życie 14 czerwca, wprowadza między innymi konieczność dokładnego znakowania składu miodów poprzez wskazanie, z podaniem procentowego udziału w składzie, wszystkich krajów, z których pochodzą miody.
Zamordystyczna Unia Europejska będzie nas też zmuszać do jedzenia… lepszych dżemów.
Zawartość owoców w dżemach od 14 czerwca musi wynosić minimum 45 g w 100 g dżemu. Do tej pory było to 35%
Przy czym produkty wyprodukowane i oznakowane przed 14 czerwca będą nadal w obrocie do wyprzedania lub przeterminowania. Co w praktyce oznacza nawet do połowy 2029 roku.
To może oznaczać dobrą wiadomość dla miłośników dżemów- wielu producentów czy hurtowników może chcieć jak najszybciej wyprzedać dżemy o wyższej zawartości cukru i robić duże promocje.
Ale tu mię rodacy chuj szczelił!
Bo jak to pisałem, sprawdziłem dżem, który mam dla gości.
Potem sprawdzałem w internecie, no i ***** podam nawet marki, to Łowicz i ***** Herbapol, jedna z najlepszych marek w historii Polski!
Te markowe polskie dżemy owoców mają 35%! czyli dozwolone do 14 czerwca minimum! Czyli jest najmniej jak wolno.
I chociaż sądzę, że czytają mnie ludzie inteligentni, to jeżeli ktoś nie zrozumiał mojej kpiny, to bardzo cieszy mnie, że Unia Europejska nakłada surowsze reguły na producentów żywności.
Ale chuj szczelił mie dlatego ze porównałem.
Bo nawet nie ten który kupuje dla moich gości na śniadanie )powiedzmy średnia pólka, bio), ale najtańsza marka sieci sklepów Edeka GUT&GÜNSTIG ma 50% owoców!
Tani niemiecki dżem marki własnej jest lepszej jakości niż polskie markowe dżemy.
Nie ma obowiązku wiedzieć, więc wyjaśniam też, że Polska jest unijnym potentatem owocowym, obok Włoch i Hiszpanii. Przy czym pozycje tych krajów, zwłaszcza Hiszpanii podnosi dominacja w produkcji cytrusów.
Niemcy, którzy jak to widzę po okolicznych polach, uprawiają ziemniaki i rzepak. A owoce importują na potęgę. W dużym stopniu właśnie z Polski
I taniej produkują lepsze dżemy niż Polacy. Uważam, że coś tu jest nie tak i błąd jest po stronie polskiej.
A wy?
To nie jest różnica tylko między dżemami ani nawet gospodarkami. To różnica między państwami.
Zła najgorsza jak tylko to możliwe jakość produktów spożywczych to kwintesencja 3RP.
To też wiele mówi na temat tego jak nieprawdopodobnej zareaguje rynek w poszczególnych krajach.
Skoro w Niemczech najtańsze, z najniższej półki, dżemy zawierają 50% owoców to nic się nie zmieni, ale jeżeli w Polsce markowe dżemy zawierają 35% owoców, to ceny pójdą w górę.
Producenci mogą też chcieć zrównoważyć sobie wyższy koszt owoców na przykład poprzez downsizing.
Ale też poprze gorszą jakość składników, większa ilość wody i składnika żelującego, użycie syropu glukozowo-fruktozowego (jak ja marzę o zamordystycznym zakazie tego paskudztwa w UE)
Ciekawe jest i charakterystyczne, że dyrektywa wprowadza nową kategorię produktów: soki o obniżonej zawartości cukru.
Bo to jest przykładem publicznej polityki zdrowotnej i dietetycznej.
Co do którego osobiście mam wątpliwości, bo to nie soki owocowe są głównym problemem, a napoje gazowane i słodzone, i wszelkiego rodzaju batony. Czyli typowy junk food.
I o wiele lepsze rezultaty dałby na przykład całkowity zakaz reklamowania junk food, w jakikolwiek sposób w całej Unii Europejskiej czy ogólnoeuropejski podatek cukrowy.
Chociaż jeśli mówimy o podatku cukrowym to pamiętajmy o paradoksie EU.
Unia cały czas dopłaca do produkcji buraków cukrowych. Czyli do tego by cukru było więcej i był tańszy. Więc jest go więcej w produktach (bo jest tani) i pobiera się od tego podatek cukrowy (i zdrowotny czyli koszty spowodowanych nadmiernym spożyciem cukru chorób, a te są ogromne i rosnące)
Bo zasadnicza kwestia jest tu o wiele ważniejsza i głębsza od jakości naszego dżemu czy ceny gazowanej wody z cukrem.
I dotyczy absolutnie podstawowych kwestii naszego bezpieczeństwa, naszego przetrwania jako społeczeństwa i naszej jakości życia na poziomie społecznym
Coraz większe obciążenie i przeciążenie służby zdrowia jest coraz poważniejszym problemem społeczeństw zachodnich wynikającym w coraz większym stopniu ze starzenia się społeczeństwa.
Jeżeli nie uda się poprawić ogólnej kondycji zdrowotnej społeczeństwa to nie ma szans na sprawne funkcjonowanie służby zdrowia, niezależnie od poziomu dotacji i płacenia przez. pacjentów.
Potrzeba nie tylko więcej przychodni, szpitali, budynków, urządzeń, tomografów i kroplówek, i łóżek szpitalnych, ale też lekarzy, pielęgniarek, opiekunek.
Fizycznie kolejne pokolenia nie będą w stanie zaspokoić zapotrzebowania służby zdrowia na pracowników. Niezależnie od płac.
Bo nie każdy zostanie lekarzem czy opiekunem osoby starszej. I nie każdy powinien, mówię to z doświadczenia dwóch lat pracy w domy opieki.
Zalecane pożycie cukru nie powinno przekracza 25 g dziennie i generalnie im mniej tym lepiej. Maksymalna zalecana dzienna porcja to 50 g na osobę.
Amerykanie jedzą ponad 100 g cukru dziennie, Europejczycy od 60 do 120 g.
Wiecie już co to oznacza?
To, co pewnie zauważacie, wraz z wiekiem coraz więcej wokół was osób ma problem z insulinoopornoscią, z cukrzycą, otyłością i wszystkimi pochodzącymi od otyłości chorobami i problemami.
Kiedy ważyłem prawie 15 kg niż dziś, praca o wiele bardziej mnie męczyła i byłem mniej wydajny. To osobny dział strat dla społeczeństwa.
Spowodowanych właśnie takich spożyciem cukru!
Tak jak ofiary alkoholu zajmują odziały SORu w weekendy, tak ofiary cukru i innych produktów przemysłu spożywczego zatykają służbę zdrowia 24 g na dobę 365 dni w roku.
I jedynym sposobem uratowania służby zdrowia w krajach rozwiniętych jest inżynieria społeczna, spowodowanie a nawet wymuszenie zmiany stylu życia na skalę masową, na skalę całych społeczeństw. W tym przede wszystkim zmiany nawyków żywieniowych.
Potrzebne są do tego i działania interwencyjne i długoletnie strategie zdrowotne. ponad politycznymi podziałami
Jestem tu wielkim fanem polityki brytyjskiej. Tego, co robił brytyjski rząd Starmera, a co zaczęli konserwatyści.
To ma bardzo duży sens.
Jeżeli konserwatyzm to troska o rodziny, a więc o dzieci, to takie rzeczy jak podatek cukrowy powinny być podstawowymi postulatami konserwatystów.
Skąd to wiem? Nie zgaduję — odrabiam lekcje. Zobacz moje certyfikaty i szkolenia.
Kuchnia to moja przestrzeń dla medycyny stylu życia.
Nie jestem dietetykiem ani lekarzem – jestem szefem kuchni, który należy do Polskiego Towarzystwa Medycyny Stylu Życia. Dietetyka jest niezbędna w nowoczesnej kuchni, i nie jest to niczym nowym: stosowanie zasad dietetyki hipokratejskiej było podstawą warsztatu szefów kuchni już wieki temu. Na Rude Kitchen łączę tę tradycję z nowoczesną nauką. I stylem życia Dowiedz się więcej o tym, jak łączę kulinaria z medycyną stylu życia na stronie "O mnie".
Jeśli to, co tu robię, ma dla Ciebie wartość, możesz mnie wesprzeć albo po prostu się odezwać — linktr.ee/rudekitchen. A jeśli gotujesz moje rzeczy u siebie i smakują Twoim gościom, tym bardziej daj znać.
