Jak to kontekst może zmienić znaczenie!
Dziękuję za przeczytanie! Jeżeli artykuł był dla Ciebie wartościowy…
Na przykład zwrot „dostałem grzyba od kolegi”. Inaczej to brzmi w ustach kucharza, a inaczej konesera swingers party.
W moim przypadku rzeczonym kolegą był kolega Tłumacz, a rzeczonym grzybem, grzybek kombuchy. Który się już był imponująco rozrósł od tego czasu, jak widać na załączonym obrazku.
Jest to konglomerat kilkunastu różnych bakterii i grzybów dokonujących fermentacji.
Właściwości zdrowotne kombuchy pozostają wątpliwe i są podważane. Natomiast właściwości smakowe są Graalem wśród napojów
W zależności od składu konglomeratu i użytego rodzaju herbaty, będziemy mieć bardzo różne odmiany, bardzo różne smaki, kombuczy.
Fermentacja kombuchy to w istocie 3 procesy fermentacyjne.
Fermentacja mlekowa, fermentacja octowa i fermentacja alkoholowa.
Tak gotowa kombucza może zawierać i zazwyczaj będzie zawierać minimalną ilość alkoholu. Zazwyczaj, bo może to być w niektórych wypadkach nawet 2%. Natomiast zazwyczaj ilość tego alkoholu będzie minimalna, ponieważ część drobnoustrojów z grzybka dokonuje utleniania powstającego alkoholu do aldehydu i kwasów karboksylowych (jak octowy, co wyjaśnia, jak powstaje „skwaśniałe wino”, czyli np. ocet jabłkowy).
Moje ulubione to czarna z zieloną senczą pół na pół. I absolutna petarda:
Kombucha na Earl Grey Alnatura.
proporcje: dwie torebki i dwie łyżki cukru na litr zagotowanej wody.
Wystudzamy i dodajemy grzybka.
Im cieplej i im grzyb większy, tym fermentacja przebiega szybciej. Nawet po 1–2 dniach już jest dobra.
Kombucza na Earl Greyu przypomina trochę Ice Tea tyle, że jest lepsza.
Bardziej kwaśna i z nutą przyjemnej goryczy i wyraźną nutą cytrusów, lekko zgazowana
Jeżeli macie naczynie do fermentacji jogurtu, to w chłodne dni sprawdzi się również do robienia kombuchy.
Zrobiłem na razie jedno podejście do kombuchy z Yerba mate. I wyszło koszmarnie.
Ale zapewne w miarę możliwości nawału pracy przez całe lato, będę kombinował z różnym płynami np. niektórzy robią kombuchę nawet na soku owocowym. „Technicznie” czy chemicznie najważniejszy jest cukier.
Jeszcze nie próbowałem dodawać kombuchy do gotowania zamiast wody, czy to do zupy, czy do sosu. Ale efekty mogą być ciekawe.
Grzybek kombucza zwany scoby, można w tej chwili bez problemu kupić w sklepach ze zdrową żywnością i w internecie
trzeba przy tym uważać, żeby nie pomylić kombuczy grzybka i napoju robionego na bazie herbaty z japońską herbatą kombucha z wodorostów. Podobnie jak w przypadku curry doszło do nieporozumienia językowo-kulinarnego.
Obecna popularność i dostępność kombuczy przypominają mi niezbyt odległe czasy sprzed mojego wyjazdu z Polski w 2019 roku, kiedy takie produkty były trudno dostępne. I problemy, jakie generuje popularność takich egzotycznych produktów w krajach bogatej Północy.
Doskonałymi przykładami są avocado czy quinoa, której popularność w krajach bogatej Północy okrada miejscowych rolników w Andach z żywności, czy nawet kawy i kakao gdzie nie tylko najmniej zarabiają uprawiający je lokalsi, lecz także mamy do czynienia z pracą niewolniczą w niektórych przypadkach
Ale w przeciwieństwie do komosy ryżowej, awokado, kawy, kakao nie okradamy lokalsów, używając grzybka kombuchy.
Tym, co bierzemy, jest nie tyle fizyczny produkt (poza tym pierwszym „grzybkiem”, jaki ktoś przywiózł na Zachód), co informacja (genetyczna).
Teoretycznie (to nie jest możliwe na obecnym etapie wiedzy), mając tylko informacje genetyczne, genotyp wszystkich tych bakterii i grzybów, moglibyśmy je wytworzyć bez brania jednej fizycznej komórki.
Zresztą nawet biorąc fizycznego „grzybka”, nie pozbawiamy go nikogo. Grzyb (podczas produkcji kombuchy) naturalnie się rozrasta (teoretycznie w nieskończoność) i gdy weźmiemy kawałek, to zarówno nasz, jak i oryginalny będą nadal rosnąć.
W przeciwieństwie do fizycznych owoców czy czegokolwiek innego informacje można mnożyć w nieskończoność
To jest tajemnica, o której wielkie koncerny nie chcą, żebyś ją znał.
Bo tyczy się to nie tylko żywności.
Jeżeli zabiorę Ci samochód (chociaż nie mam pojęcia na chuj mi samochód) to go mieć nie będziesz. Oczywista oczywistość. Tak samo, jeżeli pożyczę od Ciebie książkę, to jest ona u mnie (na wieki, bo, jak powszechnie wiadomo, nikt książek nie oddaje; jedyne książki, jakie mam, to te, które pożyczyłem od innych).
Ale jeżeli będzie to e-book? Albo nawet nie. Ale… jeżeli to jest książka, np. jak robić kombuchę, to fakt, że książka jest u mnie, nie ma znaczenia dla wiedzy (informacji), jaką masz w głowie. Co więcej. Mogę tę książkę przekazać komuś innemu, on kolejnemu, ten jeszcze następnemu, ad infinitum, a informacja o tym, jak robić kombuczę, będzie się pomnażać w nieskończoność.
Mam na dysku kilka gigabajtów książek. Mogę dowolną z nich komuś przekazać, czy raczej udostępnić, samemu mając ją nadal. Dzięki tej właściwości informacji możemy się uczyć i stworzyliśmy cywilizację i kulturę.
Czy możemy to wobec tego nazywać kradzieżą, jak twierdzą korporacje zarabiające krocie na absurdalnie wyśrubowanych standardach praw własności intelektualnej? A które na przykład w przypadku programów komputerowych nie dają mi de facto własności kupionego produktu.
Nie mogę na przykład kupionego programu zainstalować na 2 komputerach. ani uzyczyć znajomemu. Ani matce nawet.
Nie posiadam własności tego programu, tylko ograniczoną licencję, np. do jednego komputera, jednego użytkownika. Coraz częściej też ta licencja jest ograniczona czasowo. To tak, jakby po kupieniu książki nie wolno było mi jej nie tylko pożyczyć komuś, ale samemu przeczytać 2 czy 3 razy. A po roku muszę kupić na nowo albo oddać.
Absurdów i sprzeczności tej ideologii „praw własności intelektualnej”, podobnie jak innych panujących we współczesnych społeczeństwach ideologii, nawet nie dostrzegamy. Są oplatającą nas, niczym sieć złapane w pułapkę zwierzę „niewidzialną ideologią”
„Panującymi ideami każdej epoki są idee klasy panującej, tj. klasa, która włada społeczeństwem pod względem materialnym, włada nim również w sensie intelektualnym. Klasa, która posiada środki produkcji materialnej, posiada również kontrolę nad środkami produkcji umysłowej, a więc generalnie rzecz ujmując, podlegają im idee tych, którzy nie sprawują kontroli nad środkami produkcji umysłowej. Idee panujące są niczym więcej niż tylko ekspresją ideologiczną dominujących stosunków materialnych, dominującymi stosunkami materialnymi pojmowanymi jako idee […] w ten sposób ich idee są panującymi ideami epoki”
Kuchnia to moja przestrzeń dla medycyny stylu życia.
Nie jestem dietetykiem ani lekarzem – jestem szefem kuchni, który należy do Polskiego Towarzystwa Medycyny Stylu Życia. Dietetyka jest niezbędna w nowoczesnej kuchni, i nie jest to niczym nowym: stosowanie zasad dietetyki hipokratejskiej było podstawą warsztatu szefów kuchni już wieki temu. Na Rude Kitchen łączę tę tradycję z nowoczesną nauką. I stylem życia Dowiedz się więcej o tym, jak łączę kulinaria z medycyną stylu życia na stronie "O mnie".
Jeśli to, co tu robię, ma dla Ciebie wartość, możesz mnie wesprzeć albo po prostu się odezwać — linktr.ee/rudekitchen. A jeśli gotujesz moje rzeczy u siebie i smakują Twoim gościom, tym bardziej daj znać.
